Od studia graficznego do międzynarodowej firmy. Jak rozwijać biznes i skąd brać odwagę do rozwoju? | Dagmara Kowalik
Jak podejmować odważne decyzje, kiedy nie ma gwarancji, że się uda? Rozmawiamy z Dagmarą Kowalik o rozwoju firmy, ciekawości i wykorzystywaniu szans, które mogą zmienić cały biznes.
posłuchaj odcinka NOWEGO SEZONU #2.19
Polka, CEO, Arabia Saudyjska. O ryzyku, ciekawości i wychodzeniu poza schematy | Rozmowa z Dagmarą Kowalik
O czym mówimy w tym odcinku
Witamy Cię w kolejnym odcinku drugiego sezonu podcastu Dochodowe Studio Graficzne! W drugim sezonie naszej audycji zaglądamy za kulisy pracy w branży graficznej razem z naszymi gośćmi – rozmawiamy o projektowaniu, prowadzeniu biznesu i realiach codziennej pracy kreatywnej.
W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy z Dagmarą Kowalik, CEO i współzałożycielką Digital Bunch, firmy, która zaczęła jako niewielkie studio wizualizacji architektonicznych w Warszawie, a dziś zatrudnia ponad 60 osób i ma biura w Warszawie, Sydney i Rijadzie. To jest przede wszystkim rozmowa o ryzyku, ciekawości i wychodzeniu poza schematy. Dagmara opowiada, jak ewolucja kompetencji, ciekawość i gotowość do ryzyka doprowadziły ją do przeprowadzki do Arabii Saudyjskiej, gdzie od podstaw buduje relacje biznesowe na jednym z najszybciej rozwijających się rynków świata.
Rozmawiamy o tym, dlaczego saudyjski rynek jest podobny do Polski w latach 90., dlaczego polskie firmy boją się ryzyka, które firmy zachodnie traktują jak standard, oraz jak personal branding i media społecznościowe otwierają drzwi nawet do księżniczek. Dagmara mówi też o tym, jak AI zmienia rynek usług kreatywnych i dlaczego to właśnie freelancerzy i małe studia mają dziś największe pole do popisu.
Szukasz więcej inspiracji dla swojego studia graficznego? Sprawdź pozostałe nasze odcinki tutaj.
Zostaw komentarz pod filmem na Youtube lub napisz do nas tutaj:
Instagram - Linkedin Ania - Linkedin Karla - helou@shablon.pl
W ODCINKU WSPOMINAMY:
- The Digital Bunch: strona www i profil na Instagramie
- Profil Dagmary Kowalik na Linkedin
Do usłyszenia i zobaczenia w kolejnym odcinku!
wolisz oglądać?
Zobacz nagranie odcinka na YouTube
Kluczowe momenty tego odcinka
00:00 – Zapowiedź i wprowadzenie
00:55 – Przedstawienie gościni
03:06 – Od wizualizacji do firmy multidyscyplinarnej
07:05 – Skąd pomysł na Arabię Saudyjską
11:07 – Życie i praca w Rijadzie
13:29 – Relacje i cierpliwość w biznesie
19:22 – Jak skalować firmę i delegować zadania
26:43 – Delegowanie, zaufanie i błędy w zespole
32:00 – Polskie firmy a ryzyko biznesowe
37:18 – Kobieta i Polka w saudyjskim biznesie
43:35 – Jak zdobywać dużych klientów dziś
49:28 – AI jako szansa dla branży kreatywnej
01:01:30 – Podsumowanie i złota rada Dagmary
01:03:22 – Gdzie znaleźć Dagmarę i Digital Bunch
wolisz czytać?
Zobacz pełen transkrypt odcinka
Skąd brać odwagę do rozwoju biznesu? O podejmowaniu ryzyka, ciekawości i budowaniu firmy bez granic
K | A: Dzień dobry, cześć. Witamy was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Dochodowe Studio Graficzne. Z tej strony Karla i Ania. Naszą gościnią jest Dagmara Kowalik. Cześć Dagmaro.
D: Cześć dziewczyny, bardzo dziękuję za zaproszenie.
K | A: Dagmara jest CEO i współzałożycielką Digital Bunch, multidyscyplinarnej firmy cyfrowej, która zaczynała jako niewielkie studia wizualizacji architektonicznych w Warszawie, a dziś jest ponad 60-osobową organizacją z biurami w Warszawie, Sydney i Riyadzie. Digital Bunch łączy strategię, design, CGI, UX/UI, branding, software development oraz rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Firma realizuje projekty dla klientów z Europy, Bliskiego Wschodu i innych rynków międzynarodowych.
Dagmara mieszka obecnie w Arabii Saudyjskiej, gdzie rozwija Digital Bunch zarówno na rynku lokalnym, jak i we współpracy z zespołami działającymi w pozostałych biurach firmy. Założyła również Saudi Venture Hub, centrum wspierające europejskie przedsiębiorstwa, które chcą wejść na rynek Arabii Saudyjskiej i rozpocząć tam działalność.
D: Bardzo dziękuję za wstęp i zaproszenie. Opis jest bardzo trafny – wszystko się zgadza.
Jak rozwijać firmę dzięki ciekawości i otwartości na zmiany?
K | A: Powiedz nam, jak to się zaczęło? Digital Bunch rozpoczynało działalność jako studio wizualizacji architektonicznych, a dziś jest multidyscyplinarną firmą cyfrową. Jak przebiegała ta droga i co sprawiło, że firma rozwinęła się właśnie w tym kierunku?
D: Założyłam firmę 7-8 lat temu. Zaczynaliśmy od wizualizacji architektonicznych, czyli grafiki komputerowej i 3D. Dość szybko zauważyliśmy jednak, że kompetencje architektów zajmujących się grafiką komputerową można wykorzystać również w innych dziedzinach - przy tworzeniu identyfikacji wizualnych, wizualizacji produktowych oraz szeroko rozumianym marketingu. Wszystkie te obszary są ze sobą mocno powiązane, a umiejętności osób dołączających do naszego zespołu mają znacznie szersze zastosowanie. Pierwszym ważnym momentem rozwoju firmy była pandemia. Wtedy, oprócz wizualizacji architektonicznych, zaczęliśmy tworzyć wizualizacje produktowe dla większych marek oraz współpracować z dużymi agencjami. Przy takich projektach wymagania bywają bardzo niestandardowe, a tempo pracy i presja są wysokie.
Mój wspólnik jest programistą, a wcześniej pracowaliśmy razem przy projektach informatycznych. Naturalnym krokiem było więc włączenie kompetencji technologicznych do naszej działalności. Zauważyliśmy, że możliwość bezpośredniej konsultacji między osobami odpowiedzialnymi za kod, grafikę 3D, design i pozostałe elementy projektu daje znacznie ciekawsze efekty. Kiedy wszyscy specjaliści pracują nad jednym projektem w ramach jednego zespołu, komunikacja jest prostsza i nie trzeba dopiero tworzyć wspólnego sposobu pracy pomiędzy kilkoma niezależnymi agencjami. Właśnie z tego podejścia narodził się pomysł na multidyscyplinarną firmę.
Samo określenie multidisciplinary brzmi dla mnie bardziej naturalnie po angielsku niż po polsku. Wynika to również z tego, że od początku pracujemy przede wszystkim z klientami zagranicznymi. W Polsce nie mamy wielu klientów ani rozbudowanej sieci kontaktów, dlatego język angielski od zawsze był dla nas naturalnym elementem działalności.
K | A: Czyli tak podsumowując, kompetencje rozwijały się ewolucyjnie. Zauważyliście kolejne obszary, które mogliście zagospodarować, ponieważ mieliście już potrzebne umiejętności i zasoby. Było to naturalne w rozwoju.
Czy rozwój firmy czasem wymaga radykalnych decyzji?
K | A: Czy przeprowadzka do innego kraju również była tak naturalnym krokiem? Czy wydarzyło się coś, co zbliżyło Cię do rynku Arabii Saudyjskiej, czy była to raczej spontaniczna decyzja - nie ewolucja, lecz prawdziwa rewolucja i całkowity wyjazd z Polski? Jak to wyglądało?
D: Wszystkie te zmiany wynikały przede wszystkim z ciekawości. Zastanawialiśmy się: Co się stanie, jeśli firma będzie większa? Jak zmieni się nasza praca, gdy zaczniemy współpracować z dużymi agencjami? Co da nam włączenie kolejnych kompetencji do zespołu? Co wydarzy się, jeśli wyjdziemy z ofertą poza Polskę i fizycznie przeniesiemy się na inny rynek?
Moja historia z Arabią Saudyjską również zaczęła się od ciekawości. Pojechałam na LEAP, czyli organizowaną co roku w Rijadzie konferencję technologiczną. Chciałam zobaczyć i zrozumieć, ile prawdy jest w tym, co pojawia się w nagłówkach gazet. Dużo mówi się o The Line, megaprojektach i futurystycznych miastach powstających na pustyni. Chciałam przekonać się, jak wygląda to w rzeczywistości. Otrzymywaliśmy też wiele zapytań z Arabii Saudyjskiej, chociaż trafiały one do nas za pośrednictwem agencji w Londynie. Wiedziałam, że realizowane przez nas projekty sprawdzają się zarówno pod względem jakościowym, jak i finansowym. Brakowało nam jedynie obecności na miejscu, która mogłaby otworzyć przed nami znacznie więcej możliwości.
Arabia Saudyjska przeżywa obecnie boom, który można porównać do przemian zachodzących w Polsce w latach dziewięćdziesiątych. Pod względem liczby mieszkańców jest to kraj zbliżony do Polski, ale jego społeczeństwo jest znacznie młodsze. Gospodarki obu państw mają też podobną wielkość pod względem PKB, jednak w Arabii Saudyjskiej bardzo duża jego część jest generowana przez sektor naftowy. Pokazuje to, jak duży potencjał rozwoju mają tam jeszcze usługi, sektor prywatny i produkcja. Istotnym elementem tych przemian jest Saudi Vision 2030, czyli plan określający, jak kraj ma wyglądać w 2030 roku. Obejmuje on szereg reform gospodarczych i społecznych, które realnie i bardzo szybko zmieniają codzienne życie. Jeszcze kilkanaście lat temu Arabia Saudyjska była krajem zamkniętym, do którego trudno było wjechać. Kobiety miały obowiązek noszenia abai, czyli długiej, luźnej szaty. Dziś obowiązuje zasada skromnego ubioru, ale noszenie abai nie jest już wymagane. Kraj zmienia się więc bardzo dynamicznie, a wraz z tym pojawia się wiele nowych możliwości. Chcieliśmy wykorzystać ten moment, a obecność na miejscu zdecydowanie to ułatwia. Zostawiłam psa pod opieką rodziców, mieszkanie w Polsce i przeprowadziłam się tutaj na kilka lat. Wiedziałam, że jest to przedsięwzięcie długoterminowe, które wymaga pełnego zaangażowania.
Nie jest to łatwe także ze względu na różnice w organizacji tygodnia pracy. W Arabii Saudyjskiej dniami wolnymi są piątek i sobota. W piątki nadal pracuję zdalnie z zespołem w Warszawie, a w niedzielę rozpoczynam już kolejny tydzień pracy tutaj. Sobota często zostaje mi na odpoczynek, sprawy organizacyjne i nadrabianie tego, czego nie udało się zrobić wcześniej.
K | A: To zupełnie inny styl życia. Kiedy w takim razie znajdujesz czas na odpoczynek, skoro również w sobotę często nadrabiasz zaległości?
D: Jest trudno. Przyjechałam tutaj ze świadomością, że nie będą to wakacje. Obecnie jestem w okresie bardzo intensywnego skupienia na pracy. Staramy się zdobyć i rozwinąć kilka ważnych projektów. To rynek, który wymaga cierpliwości, zaangażowania i dużej determinacji.
Dlaczego relacje są jednym z fundamentów rozwoju firmy?
K | A: Z tego, co wiemy, w Arabii Saudyjskiej bardzo ważne są bezpośredni kontakt i budowanie relacji. Potencjalni partnerzy wolą spotkać się kilka razy, poznać nie tylko jakość oferowanych usług, lecz także człowieka, z którym mieliby współpracować, oraz upewnić się, że łączą ich podobne wartości. Z perspektywy firmy działającej wyłącznie z Polski może to być sporym utrudnieniem, dlatego przeprowadzka na miejsce wydaje się bardzo dobrą decyzją.
Jednocześnie myślimy: Co za odwaga! Pojechałaś na konferencję, zainwestowałaś własne środki, chociaż wszystko mogło potoczyć się inaczej. Skąd czerpiesz tę determinację i wewnętrzną odwagę? Czy świadomie pracujesz nad takim nastawieniem?
D: Na pewno nie było to łatwe. Wspomniałam już, że mam saudyjskiego wspólnika. Zdecydowanie bardziej wierzę we współpracę niż we współzawodnictwo i postrzeganie innych jako konkurencji. Umiejętność porozumienia się z lokalnym partnerem była w tym przypadku niezwykle ważna. Myślę, że dotyczy to nie tylko Arabii Saudyjskiej. Patrzenie na inne studia, firmy czy projektantów jak na potencjalnych partnerów ma znacznie większą wartość niż traktowanie ich wyłącznie jako konkurentów. Być może wynika to również ze specyfiki naszej branży. Gdybyśmy wszyscy produkowali identyczne śrubki, łatwiej byłoby mówić o bezpośredniej konkurencji. W naszym przypadku każda firma ma jednak inne podejście do klienta, estetykę, wrażliwość i sposób wykorzystywania poszczególnych kompetencji. Rynek jest przy tym ogromny, dlatego znacznie więcej możemy zyskać, współpracując. To jest moja ogólna filozofia życiowa, którą zastosowałam również w Arabii Saudyjskiej. Zależało mi przede wszystkim na znalezieniu osoby, z którą mogłabym się porozumieć, nawiązać partnerstwo i dobrze się poznać.
Trafiłam na fantastycznego człowieka - uczciwego, pracowitego i mającego rozbudowaną sieć kontaktów. Jego wsparcie pomogło nam przetrwać pierwsze miesiące działalności. Oczywiście wcześniej odpowiednio się przygotowaliśmy, rozmawialiśmy ze znajomymi i korzystaliśmy z jego kontaktów, dlatego wydawało nam się, że zdobycie pierwszych zleceń zajmie miesiąc, dwa lub trzy. W rzeczywistości pierwszy projekt otrzymaliśmy dopiero po pół roku. Mieszkałam już wtedy na miejscu, wynajmowałam mieszkanie, a każdego dnia odbywaliśmy po dwa lub trzy spotkania. Niewiele jednak z nich wynikało, ponieważ były to głównie rozmowy kurtuazyjne, kończące się słowem inshallah, czyli jeśli Bóg pozwoli, będziemy razem pracować.
K | A: To trochę odpowiednik naszego: Odezwę się, muszę to jeszcze przemyśleć.
D: Dokładnie. Było to bardzo frustrujące, zwłaszcza że musiałam również przystosować się do miejscowej kultury. Tutaj wiele spraw toczy się spokojniej, swobodniej i bez tak dużej presji czasu. Ludzie nie czują potrzeby, żeby natychmiast coś ustalić i rozpocząć współpracę. Wolą najpierw się poznać i przekonać, z kim mają do czynienia. Podczas pierwszych spotkań bardziej interesuje ich to, kim jesteś niż szczegółowy sposób realizacji wspólnego biznesu. Wymaga to dużej cierpliwości, której na początku zdecydowanie mi brakowało. Mam wrażenie, że dopiero po półtora roku naprawdę zaczynam się jej uczyć.
K | A: Czyli udało Ci się przestawić?
D: Tak. Nadal uważam, że trzeba dowozić efekty i dotrzymywać terminów. W aspekcie relacyjnym nie odczuwam już jednak takiego pośpiechu. Najpierw chcę zrozumieć, z kim dana osoba współpracuje, na czym jej zależy i jakie są jej cele. Co ciekawe, ta umiejętność bardzo dobrze przekłada się również na relacje z klientami z innych krajów.
Dzisiaj rozmawiałam na przykład z naszą klientką z Australii. Przygotowaliśmy dla jej firmy cały sklep internetowy, ale później zdecydowała się zatrudnić lokalną osobę do jego obsługi. Ostatecznie wróciła jednak do nas, ponieważ uznała, że zbudowaliśmy bardzo dobrą relację i chciałaby ponownie z nami pracować. Nie ograniczaliśmy się do wykonywania kolejnych zadań. Rozmawialiśmy o tym, w jakim kierunku sklep powinien rozwijać się w przyszłości i staraliśmy się zrozumieć jej szerszą wizję. Lokalny wykonawca podchodził do współpracy bardziej technicznie - realizował wyłącznie konkretne, zlecone czynności.
K | A: Był po prostu wykonawcą poszczególnych zadań.
D: Właśnie. Ludzie przede wszystkim lubią pracować z ludźmi. Wspólna rozmowa i relacja nadal mają ogromne znaczenie. Jest to szczególnie istotne teraz, kiedy coraz więcej prostych, technicznych zadań można zautomatyzować za pomocą sztucznej inteligencji. Nam pozostają elementy, które nie są oczywiste i wymagają zrozumienia drugiego człowieka, jego sytuacji oraz celów. Czasami klient ma wymagającego przełożonego i naszym zadaniem jest przygotowanie projektu w taki sposób, aby pomóc mu dobrze zaprezentować się przed tą osobą. To mogą być bardzo prozaiczne kwestie, których nie da się dostrzec bez szczerej rozmowy, dlatego jestem niezwykle wdzięczna za doświadczenie zdobyte w Arabii Saudyjskiej oraz za lekcję pokory i cierpliwości.
K | A: To bardzo ciekawe, co mówisz o specyfice tego rynku - tempie pracy, podejściu do relacji i potrzebie wzajemnego poznania się. Co ważne, takie podejście sprawdza się również w pracy z klientami z innych krajów. Jeśli na początku dobrze poznamy klienta, zrozumiemy jego potrzeby i osadzimy projekt w szerszym kontekście biznesowym, z czasem zaczyna to procentować. Klient wie, że znamy jego firmę, rozumiemy cele i potrafimy dowozić projekty. Nie musi więc ponownie przechodzić całego procesu z kimś nowym i od początku tłumaczyć wszystkich zależności.
D: Zdecydowanie. Mamy na przykład klienta ze Stanów Zjednoczonych, który rozwija ogromną aplikację bankową od około czterdziestu lat i współpracuje z największymi bankami. Wcześniej próbował rozpocząć współpracę z różnymi agencjami, ale problem polegał na tym, że ten system jest bardzo rozbudowany. Trzeba poświęcić dużo czasu, aby go zrozumieć i naprawdę się w niego zagłębić. W takich sytuacjach ponownie kluczowa okazuje się ciekawość. Jeśli nie podejdziemy do projektu z autentycznym zainteresowaniem, trudno będzie nam naprawdę zrozumieć problemy klienta i spojrzeć na nie z jego perspektywy. Staram się promować takie podejście również wśród członków zespołu. Nie chodzi o to, aby wszyscy stali się pasjonatami aplikacji bankowych, ale żeby potrafili dostrzec, co jest w danym produkcie ciekawe, unikalne i wartościowe. Musimy zrozumieć historię klienta, a następnie opowiedzieć ją poprzez interfejs aplikacji, projektowaną stronę internetową czy inne elementy komunikacji. Ważne jest również to, aby klient podczas rozmów czuł, że naprawdę rozumiemy jego działalność. To jest sedno całego procesu. Czasami trudno trafić na klientów, którzy doceniają takie podejście, ale jestem przekonana, że z czasem ludzie będą coraz częściej szukać właśnie tego rodzaju relacji.
K | A: My również mamy wrażenie, że ten proces już się zaczyna.
Jak rozwijać firmę i nie utknąć na etapie freelancera?
K | A: A jak zmieniła się Twoja codzienność, kiedy z właścicielki niewielkiego studia stałaś się CEO dużej firmy?
Dla wielu naszych słuchaczek taki rozwój może wydawać się ryzykowny i przytłaczający ze względu na ogromną odpowiedzialność. Rzadko rozmawiamy o przechodzeniu do roli zarządczej, związanym z tym stresem i koniecznością podejmowania trudnych decyzji. Jak wyglądało to w Twoim przypadku?
D: Moja historia jest trochę inna, ponieważ studiowałam zarządzanie, a nie grafikę. Od początku patrzyłam więc na firmę przede wszystkim jak na biznes, który musi mieć odpowiednie procesy, wyliczenia, rachunek zysków i strat oraz wskaźniki efektywności. Nie oznacza to jednak, że po ukończeniu studiów wiedziałam, jak zarządzać firmą. Teoria to jedno, ale praktyka wygląda zupełnie inaczej.
K | A: Teoretycznie wiedziałaś, jak stworzyć międzynarodową firmę, ale w praktyce trzeba było uczyć się wszystkiego na żywym organizmie.
D: Dokładnie. Najszybszą formą nauki jest świadomość, że za każdy błąd płaci się z własnej kieszeni. To boli najbardziej, ale też uczy najszybciej. Na studiach brak odpowiedzi na pytanie oznaczał niższą ocenę. W biznesie błędna decyzja może wiązać się z realną stratą finansową. Może to być zatrudnienie niewłaściwej osoby, przyjęcie klienta, z którym nie powinniśmy współpracować, niepotrzebne przedłużenie projektu albo źle sformułowana wiadomość. Nie jest to już test językowy - od sposobu komunikacji może zależeć, czy klient będzie chciał kontynuować współpracę i zapłaci pozostałą część wynagrodzenia. Na szczęście nie mieliśmy dokładnie takiej sytuacji, ale są to realne zagrożenia. Kluczowe jest otoczenie się ludźmi, którzy w poszczególnych obszarach są lepsi ode mnie. Często widzę, że właściciele polskich firm zatrudniają osoby, które mają mniejsze doświadczenie, zakładając: Jeszcze ją poduczę. Ja patrzę na to inaczej. Szukam osób, których kompetencje uzupełniają moje. To, co potrafię, mogę zrobić sama. Najbardziej potrzebuję więc ludzi, którzy umieją to, czego ja nie potrafię. Wiąże się to oczywiście z pewnym dyskomfortem, ponieważ muszę im zaufać. Nie mogę ich mikrozarządzać, skoro sama nie znam szczegółów ich pracy. Jeżeli jednak dobrze zakomunikuję, dokąd zmierzamy, na czym nam zależy i co chcemy osiągnąć w dłuższej perspektywie, te osoby mogą pomóc nam dotrzeć do celu.
Mój wspólnik jest programistą. Potrafię przeczytać fragment kodu, rozumiem na wysokim poziomie, jak budowane są aplikacje i umiem prowadzić tego typu projekty, ale nie wykonam jego pracy. Dzięki temu bardzo dobrze się uzupełniamy. Z drugiej strony on czasami potrzebuje mojego wsparcia, gdy trzeba uspokoić klienta, przeprowadzić negocjacje albo doprowadzić trudną sprawę do końca. Nie wchodzimy sobie wzajemnie w kompetencje i być może właśnie to jest jednym z powodów naszej dobrej relacji. Najważniejsze jest więc takie zbudowanie zespołu, aby wszystkie kluczowe obszary działalności były odpowiednio zabezpieczone.
K | A: Czyli kluczowe jest to, żeby kompetencje poszczególnych osób wzajemnie się uzupełniały. Ważne jest również, aby mieć kogoś, na kim można się oprzeć i z kim można przedyskutować trudne decyzje. Wraz z rozwojem firmy stają się one coraz bardziej złożone i mają coraz większe znaczenie. Podejmowanie ich w pojedynkę mogłoby być bardzo przytłaczające. Ty masz wspólnika, z którym ustalacie kierunek rozwoju i najważniejsze decyzje, więc ten ciężar rozkłada się na więcej osób.
D: Tak, ale mam również head of production, która dołączyła do nas jako jedna z pierwszych osób w firmie. Jest fantastyczna i jestem jej niezwykle wdzięczna. To, że mogłam przeprowadzić się do Arabii Saudyjskiej, wynika między innymi z ogromnego zaufania, jakie mam do podejmowanych przez nią decyzji. Nawet jeśli czasami jakaś decyzja nie będzie optymalna, wolę, żeby to ona ją podjęła, ponieważ znajduje się bliżej zespołów oraz klientów, którymi się opiekuje. Ma więc inną perspektywę niż ja. Nie mogę pojawić się z zewnątrz i od razu stwierdzić, że się z nią nie zgadzam. Nawet jeśli popełni błąd, lepiej, żeby miała możliwość samodzielnie go naprawić albo żebyśmy zrobiły to wspólnie. Delegowanie jest jedną z najtrudniejszych rzeczy dla osób, które chcą skalować działalność i przekształcić ją z pracy freelancerskiej w prawdziwy biznes.
Znalezienie odpowiedniej osoby to połowa sukcesu. Drugą połową jest zbudowanie z nią dobrej relacji i delegowanie z zaufaniem oraz świadomością, że błędy będą się zdarzać. Trzeba dać ludziom przestrzeń na ich popełnianie. Kiedy zaczęłam tak na to patrzeć, uświadomiłam sobie, że tych błędów wcale nie jest dużo, a najczęściej nie są one również nieodwracalne.
K | A: Często największe obawy istnieją tylko w naszej głowie. Zakładamy, że coś pójdzie nie tak i będziemy musiały natychmiast przybiec na ratunek. Tymczasem, kiedy dajemy ludziom możliwość samodzielnego poradzenia sobie z problemem i odpowiedzialność za jego rozwiązanie, zazwyczaj po prostu sobie radzą.
Skąd brać odwagę do rozwoju firmy?
K | A: Jak Ty radzisz sobie z odpowiedzialnością za zespół, finanse i kierunek rozwoju firmy? Czy zdarzają się momenty, w których szczególnie mocno odczuwasz, że za tym zespołem stoją konkretne wynagrodzenia i zobowiązania, a Ty jesteś osobą stojącą u steru?
D: Zdecydowanie czuję tę odpowiedzialność. Mam świadomość, że jeśli coś potoczy się bardzo źle, mogę zostać z ogromnym długiem. To wpływa na sposób podejmowania decyzji i oceniania ryzyka. Z drugiej strony zatrzymanie się w strachu sprawiłoby, że firma w ogóle by się nie rozwijała. Sama przeprowadzka do Arabii Saudyjskiej była ryzykiem. Przez sześć miesięcy wynajmowałam i urządzałam mieszkanie, ponosząc wysokie koszty, a przedsięwzięcie nadal się nie zwracało. W pewnym momencie zaczęłam myśleć: To nie działa. Popełniłam błąd.
Jednocześnie moje działania wpływały na cały zespół. Ludzie musieli kończyć i dowozić dotychczasowe projekty, podczas gdy ja nie zdobywałam jeszcze nowych klientów na miejscu. Nadal mieliśmy projekty ze Stanów Zjednoczonych oraz kolejne szanse sprzedażowe, więc firma funkcjonowała, ale psychicznie był to ogromny ciężar. Nie mogłam jednak po prostu powiedzieć: Przepraszam, nie udało się. Wiedziałam, że muszę doprowadzić to do skutku. Widziałam przecież inne firmy i ludzi, którzy z powodzeniem prowadzili tutaj biznes. Pojawiało się więc pytanie: Skoro im się udaje, dlaczego mnie miałoby się nie udać? Towarzyszyło mi poczucie, że to ja nie jestem wystarczająco dobra i muszę pracować jeszcze intensywniej. Takie myśli potrafią być bardzo obciążające. Ta odpowiedzialność powoduje również zmęczenie, ponieważ cały czas pozostaje z tyłu głowy. Z czasem człowiek jednak uczy się z nią żyć. Po przejściu pierwszego czy drugiego kryzysu okazuje się, że ostatecznie zawsze znajduje się jakieś rozwiązanie, pojawiają się pieniądze albo udaje się zdobyć kolejny projekt.
Czasami trzeba też zdecydować o zmniejszeniu skali działalności lub zrezygnować z pomysłu, który wydawał się świetny, ale nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. To również jest element ryzyka oraz działań związanych z badaniami i rozwojem. Mam wrażenie, że polskie firmy bardzo się tego obawiają.
W ramach Saudi Venture Hub rozmawiam z firmami ze Szwecji, Szwajcarii, Stanów Zjednoczonych i innych krajów o wejściu na rynek Arabii Saudyjskiej. Widzę, że często z większą swobodą podchodzą one do podejmowania ryzyka niż firmy z Polski. Rozmowy z polskimi przedsiębiorcami często zaczynają się od słów: Kiedy znajdziecie nam klientów i wszystko zacznie się finansowo spinać, wtedy możemy przyjechać. Tylko że to nie działa w ten sposób. Nie można stworzyć i rozwinąć czegoś nowego bez wcześniejszego zainwestowania pieniędzy w sprawdzenie, czy dany pomysł ma sens. To klasyczny problem kury i jajka. Być może jest w tym również pewna cecha narodowa - jesteśmy bardziej ostrożni i statystycznie mniej skłonni do podejmowania ryzyka.
K | A: Czyli jesteśmy bardziej asekuracyjni.
D: Kiedy obserwuję Saudyjczyków, widzę zupełnie inne podejście. Oni często idą va banque i potrafią inwestować w biznes do samego końca. Mają rodziny, dzieci, domy do utrzymania, a mimo to nie rezygnują, dopóki naprawdę nie wyczerpią wszystkich możliwości. Czasami jest to wręcz ekstremalne. Być może wynika to również z filozofii związanej z islamem i przekonania, że Allah się nimi zaopiekuje, a ostatecznie wszystko się ułoży. W praktyce często rzeczywiście okazuje się, że w naszej głowie sytuacja wygląda znacznie gorzej, niż później wygląda w rzeczywistości.
Kiedy patrzymy na trudne wydarzenia z perspektywy czasu, często stwierdzamy, że były mniej przerażające, niż nam się wcześniej wydawało. To trochę jak z kolejką górską — kiedy obserwujemy ją z boku, wygląda strasznie, ale po przejażdżce myślimy: Właściwie nie było aż tak źle. Takie podejście pozwala Saudyjczykom szybko angażować się w duże przedsięwzięcia i inwestować znaczne kwoty. W Polsce rozwój zwykle przebiega bardziej stopniowo. Oba podejścia mają swoje zalety i wady. Warto jednak zastanowić się, czy ostrożność nadal nam służy, czy w pewnym momencie zaczyna nas już blokować.
K | A: Zdecydowanie. Mamy wrażenie, że w Polsce boimy się nawet niewielkiego ryzyka. Obserwujemy to szczególnie wśród małych firm i freelancerów. Dla nich pójście va banque oznacza zupełnie inną skalę niż dla dużej organizacji, a mimo to strach potrafi być równie paraliżujący. Często wycofujemy się jeszcze przed wykonaniem pierwszego kroku. Nie sprawdzamy, czy pomysł rzeczywiście nie zadziała, ponieważ z góry zakładamy porażkę. Kiedy widzimy, że komuś innemu się udało, zamiast pomyśleć: Skoro jemu się udało, dlaczego mnie miałoby się nie udać? Częściej dochodzimy do wniosku: Ktoś już to zrobił, więc dla mnie nie ma miejsca.
Być może rzeczywiście są to różnice kulturowe. W Arabii Saudyjskiej częściej pojawia się przekonanie, że świat sprzyja człowiekowi i wszystko jakoś się ułoży. W Polsce częściej szukamy przeszkód i zagrożeń oraz zakładamy, że będzie trudno. Od początku liczymy się z widmem porażki. Jednocześnie sami mamy za sobą okres transformacji i dynamicznego rozwoju lat dziewięćdziesiątych. Wtedy osoba z dobrym pomysłem i odpowiednim budżetem mogła zbudować dobrze prosperującą firmę. Dołączyliśmy też do Unii Europejskiej, więc mamy doświadczenia, które powinny napawać nas optymizmem. Mimo to historia naszego kraju prawdopodobnie sprawiła, że ostrożność bardzo głęboko się w nas zakorzeniła.
Jak jesteś odbierana w Arabii Saudyjskiej jako Polka, a jak jako kobieta? Czy ma to znaczenie w tamtejszym środowisku biznesowym? Pierwsze skojarzenie z krajem muzułmańskim często jest takie, że kobieta zajmuje w nim niższą pozycję niż mężczyzna. Jak wygląda to w rzeczywistości?
D: Polska nie jest w Arabii Saudyjskiej szczególnie dobrze znana. Myślę, że działa to w obie strony - gdybyśmy przeprowadzili sondę uliczną w Polsce, prawdopodobnie okazałoby się, że również niewiele wiemy o Arabii Saudyjskiej. W ostatnim czasie Polska zaczęła być jednak kojarzona dzięki influencerom z Dubaju, którzy przyjeżdżali do Zakopanego. Obecnie można tam znaleźć menu w języku arabskim oraz hotele dostosowane do potrzeb turystów z krajów arabskich.
Niedawno jeden z moich znajomych prosił mnie o rekomendację hotelu i dopytywał, czy w każdym pokoju na pewno jest klimatyzacja. Pokazywał swoim kolegom, jak wyglądają polskie góry. Dla Saudyjczyków deszcz i wszechobecna zieleń są czymś niezwykłym, ponieważ krajobraz jest zupełnie inny od tego, który znają z pustyni. Polska nadal jest tutaj kojarzona dość fragmentarycznie. Na rynku pojawiło się już jednak kilka polskich firm oferujących usługi informatyczne czy projektowe. Współpraca z nimi jest zazwyczaj oceniana bardzo dobrze. Saudyjczycy doceniają jakość polskich usług oraz kompetencje naszych inżynierów. Osoby i firmy, które przyjeżdżają tutaj z Polski, zazwyczaj pozostawiają po sobie dobre wrażenie. Większość osób wie, że Polska leży w Europie, chociaż lepiej kojarzą takie miejsca jak Włochy czy Londyn. Wielu Saudyjczyków ma zresztą nieruchomości w Londynie. Ogólny wizerunek Polski jest więc dobry, chociaż nasz kraj nadal nie jest powszechnie rozpoznawalny.
Jako kobieta nie odczułam natomiast szczególnie dużych różnic. Oczywiście zdarzają się bardziej tradycyjni, religijni i konserwatywni Saudyjczycy, którzy mogą nie chcieć spotkać się sam na sam z kobietą. W takiej sytuacji nie mogłabym przyjść sama na rozmowę. Na szczęście mam lokalnego wspólnika, który pomaga mi poruszać się w takich uwarunkowaniach kulturowych. W porównaniu z Emiratami Arabskimi język angielski jest tutaj mniej powszechny. Posługuje się nim około 17 procent Saudyjczyków, chociaż wśród młodszych osób ten odsetek jest wyższy. Sam Rijad ma około dziewięciu milionów mieszkańców, a w stolicy znajomość angielskiego jest znacznie bardziej rozpowszechniona. Osoby, z którymi współpracujemy, często kształciły się za granicą. Znają więc życie poza Arabią Saudyjską i mają doświadczenie międzynarodowe. Saudyjczycy są również bardzo gościnni. Przypomina mi to Polskę w latach dziewięćdziesiątych, kiedy zagranicznego gościa chętnie zapraszało się do domu i przyjmowało zgodnie z zasadą: Czym chata bogata. Tutaj obecnie panuje bardzo podobne podejście.
K | A: To otwarcie kraju przypomina transformację, którą Polska przeszła kilkadziesiąt lat temu. Arabia Saudyjska przez długi czas była zamknięta i miała ograniczony kontakt z Zachodem. Dziś widać tam fascynację Europą oraz osobami, które przyjeżdżają z europejskich krajów. Można więc dostrzec pewne podobieństwa do tego, jak my kiedyś postrzegaliśmy Zachód.
D: Rzeczywiście istnieje wiele podobieństw - kulturowych, gospodarczych i społecznych. Oczywiście Polska nie jest krajem muzułmańskim, ale pod wieloma względami sytuacja jest zbliżona. Okazje, które pojawiały się w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, są teraz dostępne w Arabii Saudyjskiej. Jednym z moich celów jest zachęcenie większej liczby polskich firm do skorzystania z tych możliwości i wejścia na ten rynek. Jest tutaj naprawdę wiele do zrobienia, a sam kraj jest niezwykle ciekawy. Im więcej wiemy o sobie nawzajem, tym więcej możemy wspólnie osiągnąć.
K | A: Wspomniałyśmy już jednak, że polski przedsiębiorca najchętniej przyjechałby dopiero wtedy, gdy miałby zapewnionego klienta i gwarancję powodzenia. Wiemy, że w praktyce tak to nie działa.
Jak zdobywać większych klientów i rozwijać biznes?
K | A: Jak więc zdobywa się klientów, szczególnie tych dużych?
Na co dzień rozmawiamy głównie z perspektywy freelancerów oraz mikro- i małych przedsiębiorstw. Próba dotarcia do dużej firmy może być onieśmielająca i uruchamiać syndrom oszusta, który podpowiada: Gdzie ty do takiej firmy? Co możesz jej zaoferować? Lepiej nawet nie próbuj. Jak wygląda to w praktyce?
D: To bardzo ciekawy moment dla mniejszych firm, szczególnie tych wyspecjalizowanych w konkretnym obszarze. Stopniowo odchodzimy od współpracy z ogromnymi organizacjami, które wcześniej potrzebowały całej armii pracowników do realizowania poszczególnych etapów procesu. Technologia pozwala obecnie wykonywać wiele zadań znacznie szybciej i sprawniej. Jedna dobrze zorganizowana osoba, wykorzystująca sztuczną inteligencję i odpowiednie narzędzia, może osiągnąć to, do czego kiedyś potrzebny był cały zespół. Widać to w tworzeniu gier komputerowych, UX/UI, programowaniu, budowaniu aplikacji i właściwie w każdej innej dziedzinie. Samo przygotowanie materiałów i dowiezienie projektu nie są już największą przeszkodą. Znacznie ważniejsze stają się marka osobista, portfolio, sposób pracy oraz filozofia projektowania. Trzeba się czymś wyróżnić. Postawienie strony internetowej nie jest już dużym wyzwaniem. Można to zrobić w kilka minut przy użyciu niemal automatycznych narzędzi. Różnicę tworzą więc pomysł, charakter i wyraziste podejście, które pozwalają odróżnić się od zalewu generycznych treści generowanych przez sztuczną inteligencję. Wiele z nich wygląda podobnie i niczym się nie wyróżnia, dlatego dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebna jest silna marka osobista oraz unikalne, charakterystyczne, a czasami nawet bezkompromisowe podejście.
Po przyjeździe do Arabii Saudyjskiej zaskoczyła mnie ogromna rola mediów społecznościowych. Ludzie niemal bez przerwy korzystają z telefonów, a TikTok jest niezwykle popularny. Organizuję w naszym biurze spotkania dla kobiet. Ostatnio, w dniu jednego z wydarzeń, zgłosiła się do nas księżniczka, która zobaczyła relację na TikToku. Jej office managerka pytała, czy będziemy miały dla niej miejsce parkingowe i czy możemy przygotować odpowiednie warunki dla gościa VIP. Było to dla mnie dość abstrakcyjne doświadczenie. Pokazuje ono jednak, że bariery w docieraniu do dużych klientów i wpływowych osób są dziś znacznie mniejsze. Nie trzeba kontaktować się z nimi wyłącznie oficjalnymi kanałami ani być dużą firmą, aby zostać zauważonym. Wszystko jest obecnie tak mocno połączone, że przypadkowe zetknięcie się z czyjąś treścią może doprowadzić do realnej współpracy. Szczęściu trzeba jednak pomagać. Takie przypadki należy organizować i strategicznie zwiększać prawdopodobieństwo ich wystąpienia. Gdy przyjrzymy się im bliżej, zazwyczaj okazuje się, że ktoś wcześniej wykonał konkretną pracę, aby mogły się wydarzyć.
Można wystawiać się na takie okazje niemal bez ponoszenia kosztów. Nie trzeba zatrudniać czterdziestu osób. Sama nie postrzegam Digital Bunch jako szczególnie dużej czy poważnej firmy. Znacznie cenniejsza jest dla mnie nasza zdolność do szybkiego dostosowywania się i znajdowania rozwiązań.
Bycie dużą firmą nie jest dla mnie celem samym w sobie. Bardziej zależy mi na sprawnym dostrzeganiu i wyszukiwaniu okazji, tworzeniu nowych pomysłów oraz sprawdzaniu, co rzeczywiście działa. To może robić każdy freelancer. Freelancerzy mają pod tym względem nawet większe możliwości, ponieważ sami są twarzami swoich biznesów. Wiele osób fantastycznie prowadzi media społecznościowe, opowiada o swojej pracy i pokazuje cały proces. Dzięki temu inni mogą je poznać, a algorytmy potrafią zaprowadzić ich treści w zupełnie nieoczekiwane miejsca.
K | A: Mamy czasem wrażenie, że w mediach społecznościowych najlepiej działają rzeczy, których wcale nie planowałyśmy. Publikujemy coś spontanicznie, poza naszym standardowym schematem, i nagle okazuje się, że właśnie ten post wygenerował największy zasięg oraz zapytania od potencjalnych klientów. Z jednej strony jest to przypadek, ale z drugiej - jednak trochę mu pomogłyśmy, bo stworzyłyśmy i opublikowałyśmy tę treść.
Wspomniałaś też, że dzięki nowym narzędziom freelancerzy mogą działać sprawniej, szybciej reagować i łatwiej dostosowywać się do zmieniającej się sytuacji.
Czy AI pomoże rozwijać kreatywny biznes?
K | A: Czy Twoim zdaniem sztuczna inteligencja jest dla branży kreatywnej przede wszystkim szansą, a nie zagrożeniem związanym z utratą pracy?
D: Myślę, że tak. Wokół nowych technologii zawsze pojawiają się podobne cykle zainteresowania. Tak było z rozszerzoną i wirtualną rzeczywistością. Przez pewien czas wszyscy byli nimi zachwyceni, Mark Zuckerberg zainwestował w ten obszar ogromne pieniądze, a później temat wyraźnie przycichł. Być może jeszcze wróci w postaci inteligentnych okularów lub innych rozwiązań, ale obecnie nie wzbudza już takich emocji jak wcześniej. Podobnie było z NFT. Zapowiadano rewolucję w sztuce cyfrowej i zupełnie nowe możliwości, a dziś zainteresowanie tym tematem jest znacznie mniejsze. Sztuczna inteligencja oczywiście bardzo wpływa na naszą pracę, ale najważniejsze kompetencje pozostają takie same. Nadal trzeba umieć ocenić, czy projekt jest dobry graficznie, spójny estetycznie, odpowiedni do kontekstu i czy wywołuje zamierzony efekt.
Znam osoby, które korzystają z dokładnie tych samych narzędzi, ale tworzą rzeczy nieprzemyślane, bezrefleksyjne i po prostu słabe. Samo narzędzie nie dostarczy im wszystkich odpowiedzi ani nie zastąpi wiedzy i wyczucia. Sztuczna inteligencja w rękach sprawnego grafika lub utalentowanego twórcy może znacząco wpłynąć na jakość oraz tempo pracy. To samo narzędzie w rękach osoby, która nie ma odpowiednich kompetencji, nie przyniesie jednak porównywalnych rezultatów. Mogłabym na przykład próbować zbudować aplikację i napisać kod przy użyciu tych samych narzędzi, z których korzysta mój wspólnik. Musiałabym jednak zdobyć ogromną wiedzę dotyczącą wdrażania aplikacji, cyberbezpieczeństwa i dobrych praktyk programistycznych. Nie da się nadrobić tego wszystkiego wyłącznie dzięki sztucznej inteligencji. Nie obawiam się również, że klienci zaczną samodzielnie przygotowywać wszystkie materiały graficzne i przestaną potrzebować specjalistów. Bardzo szybko okazałoby się, że większość ich projektów wygląda podobnie, ponieważ narzędzia generują powtarzalne rozwiązania.
K | A: Niedawno weszłyśmy na kilka stron internetowych ekspertek biznesowych. Gdyby nie różniły się kolorami, trudno byłoby rozpoznać, na której stronie się znajdujemy. Wszystkie wyglądały, jakby powstały w pośpiechu przy użyciu tych samych narzędzi. To już zaczyna być bardzo widoczne. My zajmujemy się projektowaniem, dlatego dostrzegamy to szybciej. Klienci być może jeszcze nie zawsze zwracają na to uwagę, ale niedługo również zaczną zauważać powtarzalność generowanych treści i obrazów. Obecnie obserwujemy ogromną falę takich materiałów, ale z czasem prawdopodobnie nastąpi normalizacja i przejdziemy do kolejnego etapu.
AI podnosi poprzeczkę – nie zastępuje kreatywności
D: Sama zastanawiam się, co wydarzy się, kiedy wszyscy zaczną się wzajemnie kopiować. Dobrym przykładem są profile ekspertek biznesowych na LinkedInie. Wiele z nich publikuje grafiki i teksty generowane w bardzo podobny sposób. W pewnym momencie pojawia się więc zalew treści tworzonych przez sztuczną inteligencję: post jest wygenerowany przez AI, komentarze również, a wszystkie odpowiedzi brzmią niemal identycznie: To bardzo trafny i wartościowy wniosek.
Zaczyna z tego płynąć ogromna sztuczność. Na szczęście LinkedIn zaktualizował ostatnio swój algorytm, ponieważ twórcy platform widzą, że taki kierunek prowadzi donikąd. Ograniczają między innymi działanie narzędzi, które automatycznie publikują komentarze, i próbują walczyć z zalewem niskiej jakości treści generowanych przez AI. Moim zdaniem prowadzi to jednak do ciekawego zjawiska, które może działać na korzyść osób kreatywnych i zawodowo zajmujących się projektowaniem. Wyobraźmy sobie ekspertkę publikującą na LinkedInie. Wcześniej zamieszczała wyłącznie teksty. Zauważyła jednak, że inni zaczęli dodawać grafiki, więc również zaczęła generować je za pomocą sztucznej inteligencji. Nie może już teraz zrobić kroku wstecz i wrócić wyłącznie do treści tekstowych. Jednocześnie widzi, że jej grafiki przestały wystarczać, ponieważ kilka innych osób publikuje niemal identyczne materiały. Kolejnym krokiem będzie więc zwrócenie się do grafika, który pomoże jej się wyróżnić.
Ludzie przyzwyczają się do korzystania z treści wizualnych, ale materiały generowane automatycznie przestaną być wystarczająco dobre. Oczywiście mogliby poświęcić dużo czasu na naukę tworzenia lepszych grafik przy użyciu AI, jednak osoby, które traktują swoją działalność poważnie, prawdopodobnie wybiorą współpracę ze specjalistą. Widzę w tym dużą szansę, ponieważ powstaje dziś znacznie więcej treści wizualnych. Na razie wiele osób eksperymentuje i przygotowuje je samodzielnie, niemal bez ponoszenia kosztów. Ci, którzy będą chcieli wejść na wyższy poziom, zaczną jednak korzystać z profesjonalnego wsparcia.
Podobne zjawisko obserwujemy w przypadku stron internetowych. Zgłasza się do nas coraz więcej osób, które wcześniej prawdopodobnie w ogóle nie potrzebowałyby własnej strony. Dziś chce ją mieć niemal każdy - niezależnie od tego, czy prowadzi duży biznes, czy realizuje niewielki projekt dodatkowy. Z kolei klienci, którzy już mieli strony internetowe, zaczynają zauważać, że stały się one przestarzałe. Napędza to wyścig jakościowy. Strony projektowane obecnie wyglądają zupełnie inaczej niż pięć lat temu, jeszcze przed tak szerokim wykorzystaniem sztucznej inteligencji. AI podniosło więc poziom materiałów, które wcześniej były po prostu bardzo słabe, do pewnego akceptowalnego minimum.
K | A: Czyli z bardzo słabego poziomu przeszliśmy do wersji „bardzo słabej plus”.
D: Dokładnie. Ludzie nie będą jednak chcieli się na tym poziomie zatrzymać. To, co wcześniej uchodziło za przeciętne, obecnie staje się absolutnym minimum, które sztuczna inteligencja może wygenerować w kilka chwil. Aby się wyróżnić, trzeba będzie stworzyć coś znacznie lepszego.
K | A: Próg wejścia w tworzenie własnej strony internetowej jest dziś znacznie niższy. Dla osób prowadzących niewielki biznes i dysponujących ograniczonym budżetem to dobra wiadomość - mogą przygotować pierwszą stronę za pomocą narzędzi AI bez dużej inwestycji. Jednocześnie szybko dorównują poziomem firmom, które stworzyły swoje strony cztery czy pięć lat temu, ale od tamtej pory ich nie rozwijały ani nie aktualizowały.
Właściciele takich firm zaczynają zauważać, że na rynek wchodzą nowe osoby z porównywalnymi stronami. Dochodzą więc do wniosku, że muszą ponownie zainwestować i wznieść swoją obecność w internecie na wyższy poziom.
Nie patrzyłyśmy wcześniej na sztuczną inteligencję w ten sposób, ale rzeczywiście może ona przynieść branży kreatywnej wiele korzyści. Być może dzięki niej przestaniemy obsesyjnie skupiać się wyłącznie na swoich kompetencjach technicznych. Jako projektantki często zastanawiamy się przede wszystkim, czy coś dobrze wygląda, wpisuje się w trendy i spodoba się odbiorcom. Część pracy technicznej możemy przekazać AI, a większą uwagę poświęcić temu, kim jesteśmy, jaką mamy wizję i co nas napędza. Do tej pory te elementy często pozostawały na dalszym planie. Zmieniają się zasady gry i musimy nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości. Nie musi być ona gorsza. Błędne jest założenie, że najlepsze czasy branży kreatywnej są już za nami i teraz będzie tylko trudniej.
D: Kiedy patrzę na narzędzia takie jak Framer, które pozwalają grafikom i osobom bez wiedzy technicznej samodzielnie budować strony internetowe, widzę odpowiedź na nową potrzebę pojawiającą się na rynku. Projektanci mogą dzięki nim wprowadzić do swojej oferty coś, czego wcześniej nie byli w stanie samodzielnie realizować. Kluczem do patrzenia na tę transformację jest przyjęcie perspektywy osoby, która może na niej skorzystać. Warto zastanowić się: Jakie nowe możliwości się przede mną otwierają? Zamiast koncentrować się wyłącznie na tym, które zadania mogą zniknąć. To, co tracimy, prawdopodobnie jest mniej ciekawe niż obszary, do których zyskujemy dostęp. Być może jest to optymistyczne patrzenie przez różowe okulary, ale rozwój technologii, dostęp do wiedzy i nowych narzędzi zazwyczaj przynoszą nam więcej korzyści niż strat. Programista może oczywiście pomyśleć: Teraz graficy zaczną samodzielnie tworzyć strony internetowe i zabiorą mi pracę.
K | A: Każda grupa może obawiać się, że ktoś odbierze jej część zleceń.
D: Dokładnie. Każdy patrzy na tę zmianę z własnej perspektywy. Najważniejsze, żeby nowe możliwości nas napędzały, zamiast paraliżować. Nie wyobrażam już sobie pracy bez Claude’a. Korzystam z niego bardzo intensywnie. Używam również Whispera i zamiast pisać, często po prostu dyktuję swoje myśli. To ogromnie przyspiesza pracę. Mogę szybko sprawdzać i poprawiać różne materiały, a ich jakość jest lepsza. Jestem w stanie doprecyzować ofertę, szerzej opisać niektóre kwestie albo potraktować Claude’a jako partnera do przemyślenia pomysłu. Narzędzie może zwrócić uwagę na elementy, które pominęłam lub błędnie zinterpretowałam. Wszystko to znacząco usprawnia pracę, dlatego warto patrzeć na te zmiany z optymizmem.
Ciekawość jest najlepszą inwestycją w rozwój biznesu
K | A: W naszym podcaście zdecydowanie możemy założyć różowe, a nawet turkusowe okulary. Chciałybyśmy zakończyć rozmowę właśnie z taką pozytywną perspektywą. Pojawiło się dziś wiele inspirujących myśli, ale szczególnie mocno wybrzmiały odwaga i zachęta do podejmowania ryzyka. Czy jest jeszcze jedna rada, którą chciałabyś zostawić naszym słuchaczkom?
D: Gdybym miała zostawić Was z jedną myślą, powiedziałabym: podejmujcie ryzyko i nie bójcie się go. Zachowujcie ciekawość, ponieważ to właśnie ona może zaprowadzić Was w nieoczekiwane miejsca. W mojej historii okazała się jednym z najważniejszych czynników. Wiele rzeczy, o których myślimy, że nam się nie uda, istnieje wyłącznie w naszej głowie. W praktyce często okazuje się, że nasze obawy były zupełnie nieuzasadnione. A jeśli kiedyś będziecie w Arabii Saudyjskiej, zapraszam Was na kawę.
K | A: Oczywiście mrożoną.
D: Zdecydowanie mrożoną!
K | A: Bardzo dziękujemy za tę inspirującą rozmowę. Twoja historia pokazuje, jak wiele może przynieść podjęcie dużego wyzwania i przeprowadzka do zupełnie innego kraju. Zachęca do rozwijania skrzydeł i próbowania nowych rzeczy. Gdzie można znaleźć więcej informacji o Tobie i działalności Digital Bunch?
D: Na stronie thedigitalbunch.com można zobaczyć wiele naszych case studies. Prezentujemy tam projekty realizowane dla klientów ze Stanów Zjednoczonych, Kanady oraz Arabii Saudyjskiej. Jestem również aktywna na LinkedInie. Staram się odpowiadać na wszystkie wiadomości i pomagać osobom, które się do mnie zgłaszają. Czasami przeprowadzam przeglądy portfolio, doradzam albo umawiam się na krótką rozmowę.
Szczególnie zależy mi na wspieraniu kobiet. Sama długo szukałam historii osób, które osiągnęły to, co chciałam zrobić, i poznanie takich przykładów bardzo dodało mi odwagi. Teraz staram się oddawać to wsparcie społeczności i dlatego angażuję się w podobne działania.
K | A: Zachęcamy, aby poznać realizowane przez nich projekty i czerpać inspirację z tej historii. Ideą podcastu Dochodowe Studio Graficzne jest pokazywanie różnych, również odważnych i mniej oczywistych perspektyw, aby każda z nas mogła znaleźć własną drogę.
D: Dzięki, do zobaczenia!
O podcaście "Dochodowe Studio Graficzne"
W każdym odcinku podcastu czekają na Ciebie wskazówki, jak działać w zrównoważony sposób w biznesie kreatywnym, by czerpać ze swojej pracy maksimum satysfakcji, omijać pułapki w komunikacji z klientami i nie dać się złapać wypaleniu zawodowemu.
Bo jesteśmy przekonane, że zasługujesz na biznes, który daje Ci siłę, byś mogła robić to, co kochasz najbardziej, na markę, która przyciąga wymarzonych klientów i na współprace, które przynoszą Ci autentyczną radość i głębokie poczucie spełnienia.
Oficjalna strona podcastu dla graficzek i web designerek
Oceń nasz podcast na Spotify, Apple Podcasts
Jesteśmy bardzo ciekawe Twoich wrażeń po wysłuchaniu tego odcinka.
Daj nam koniecznie znać, jak Ci się słuchało i w jakiej czynności Ci tym razem towarzyszyłyśmy. Zostaw także ocenę na platformie, na której nas słuchasz, ok? To dla nas bardzo ważne. Jeśli chcesz, abyśmy poruszyły konkretny temat, zgłoś swoją propozycję na stronie podcastu.
Cheers!
Karla i Ania
czytaj dalej
Hello, Girl!
Jesteśmy Karla i Ania, czyli kreatywne duo graficzek i strateżek komunikacji.
Od ponad 10 lat wspieramy kobiece biznesy i świadczymy szyte na miarę usługi projektowe. Oferujemy branding, projektujemy grafiki i strony www dla charyzmatycznych biznesów eksperckich i online. Wspieranie innych graficzek, naszych sióstr po fachu, to nasze oczko w głowie. Zobacz, co jeszcze możemy Ci zaoferować.
Mailing dla graficzek to nasza perełka
Posłuchaj podcastu dla graficzek
Kurs "Dochodowe Studio Graficzne"
Zobacz produkty dla graficzek
Bezpłatne szkolenie
Jak wycenić projekt graficzny?
Obejrzyj darmowe szkolenie "Jak wycenić pracę graficzną?" i dołącz do nieszablonowej listy biznesowej dla graficzek i webdesignerek, gdzie uczymy, jak prowadzić dochodowe studio graficzne.