...

Instagram dla graficzek: czy nadal można zdobywać zlecenia z Instagrama? | Ada Owczarczyk

12 cze 2026 | Podcast, rozwój biznesowy

Czy Instagram dla graficzek nadal działa? Rozmawiamy z Adrianą Owczarczyk z OWCA.art o pozyskiwaniu klientek, budowaniu marki i instagramowych mitach.

posłuchaj odcinka NOWEGO SEZONU #2.18

Instagram dla graficzek, który działa i przynosi zlecenia | Rozmowa z OWCA.art

O czym mówimy w tym odcinku

Witamy Cię w kolejnym odcinku drugiego sezonu podcastu Dochodowe Studio Graficzne! W drugim sezonie naszej audycji zaglądamy za kulisy pracy w branży graficznej razem z naszymi gośćmi – rozmawiamy o projektowaniu, prowadzeniu biznesu i realiach codziennej pracy kreatywnej.

W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy z Adrianą Owczarczyk, projektantką i ilustratorką prowadzącą markę OWCA.art, która w ciągu półtora roku zapełniła kalendarz zleceń, opierając się niemal wyłącznie na Instagramie. Zapraszamy do słuchania i czytania: z kubkiem kawy i bez spiny!

Ada opowiada, jak od samego początku świadomie budowała grupę docelową, dlaczego zrezygnowała z branżowego żargonu i jak połączyła ruch organiczny z płatnymi reklamami, przeznaczając na nie niewielki budżet. Jeśli zastanawiasz się, czy Instagram dla graficzek nadal może być skutecznym źródłem klientów, w tej rozmowie znajdziesz wiele praktycznych wskazówek i konkretów.

UWAGA: W tym odcinku obalamy Instagramowe mity i sprawdzamy, jak naprawdę działa Instagram dla graficzek prowadzących własny biznes usługowy! Okazuje się, że wcale nie trzeba publikować regularnie według sztywnego harmonogramu, statystyki i liczba lajków mogą być zupełnie nieistotne dla pozyskiwania klientów, a to, co naprawdę przyciąga zlecenia, to nie tylko samo portfolio, ale przede wszystkim klimat i aura, którą tworzysz dookoła siebie. Rozmawiamy też o roli tzw. passion projects w przyciąganiu wymarzonych klientów.

Szukasz więcej inspiracji dla swojego studia graficznego? Sprawdź pozostałe nasze odcinki tutaj.

Zostaw komentarz pod filmem na Youtube lub napisz do nas tutaj:

InstagramLinkedin Ania  - Linkedin Karlahelou@shablon.pl

W ODCINKU WSPOMINAMY:
  1. Instagram Ady @OWCA.art
  2. Strona www OWCA.art
  3. Projekt muzyczny Ady Pierwiastek Z Trzech

Do usłyszenia i zobaczenia w kolejnym odcinku!

wolisz oglądać?

Zobacz nagranie odcinka na YouTube

Kluczowe momenty tego odcinka

00:00 – Powitanie i temat odcinka

02:45 – Kim jest Ada i czym się zajmuje

05:52 – Półtora roku w branży, nowe konto

08:30 – Budowanie grupy docelowej od podstaw

11:00 – Reklamy, zapytania i przycisk wyceny

19:10 – Lajki, statystyki i zdrowy dystans

25:30 – Harmonogram, formaty i rytm publikacji

31:15 – Opowiadanie o projektach i gadająca głowa

38:00 – Droga do grafiki przez inną branżę

43:50 – Passion projects i przyciąganie klientów

50:00 – Budowanie klimatu i grupy docelowej

57:00 – Jedna platforma zamiast wielu

01:01:00 – Ile czasu zajmuje tworzenie reelsa

01:07:45 – Złote rady i podsumowanie rozmowy

wolisz czytać?

Zobacz pełen transkrypt odcinka

Instagram dla graficzek: czy nadal można tam zdobywać zlecenia?

K | A: Dzień dobry, cześć. Witamy was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Dochodowe Studio Graficzne. Z tej strony Karla i Ania. Dzisiaj porozmawiamy o Instagramie, który ostatnio nie ma najlepszego PR-u. Często słyszymy o spadających zasięgach, zmęczeniu algorytmem i poczuciu, że publikowanie tylko zabiera czas. Rzadziej słyszymy historie o klientach i współpracach, które realnie przyszły z Instagrama. Kiedy Ada Owczarczyk, twórczyni Owca Art, powiedziała nam, że Instagram naprawdę działa i przynosi jej efekty, od razu wiedziałyśmy, że chcemy z nią o tym porozmawiać. Cześć, Ada!

A: Cześć, witam serdecznie. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że uda mi się opowiedzieć, jak u mnie wygląda ten cały Instagram i odpowiedzieć na wasze pytania.

K | A: Ada jest projektantką, ilustratorką i świadczy usługi graficzne, więc dobrze zna codzienność pracy projektowej. Zdradziła nam też, że zdecydowana większość jej klientów pochodzi właśnie z Instagrama. Zanim przejdziemy do wyników, powiedz, jakie projekty robisz, z kim współpracujesz i kto najczęściej jest Twoim klientem.

Kim jest Adriana Owczarczyk i marka OWCA.art?

A: Najczęściej projektuję identyfikacje wizualne i brandingi, ale tworzę też ilustracje, plakaty, opakowania czy nadruki na ubrania. Nie zamykam się na nowe projekty. Kiedy pojawia się coś ciekawego, czego jeszcze nie robiłam, najpierw sprawdzam czy mogę się tego nauczyć, a dopiero później decyduję, czy chcę rozwijać ten kierunek.

Moi klienci to głównie właściciele małych i średnich marek. Bardzo dobrze pracuje mi się z takimi osobami, bo często mają dużą uważność, przejęcie projektem i dbałość o szczegóły. Coraz częściej zgłaszają się też większe marki, instytucje, organizacje pozarządowe i fundacje. Branżowo jest bardzo różnie: gastronomia, beauty, podróże, czasem zupełnie techniczne tematy. W każdym projekcie staram się zobaczyć potencjał.

K | A: Powiedziałaś, że działasz w grafice od grudnia 2024 roku, czyli stosunkowo niedługo. To ważne, bo często o Instagramie opowiadają osoby, które mają konta od wielu lat i korzystają z efektów pracy wykonanej wtedy, kiedy ta platforma działała inaczej. Ty weszłaś w branżę w zupełnie innym momencie. Ty jesteś w miarę nowa chyba na Instagramie w takim razie czy nie do końca?

A: I tak, i nie. Z siostrą od ponad 12 lat prowadzimy konto naszego zespołu muzycznego, więc pamiętam stary Instagram, na którym wystarczyło wrzucić klimatyczne zdjęcie i ludzie reagowali. W tym nowym świecie musiałam się jednak wszystkiego nauczyć na nowo. Nie patrzę ślepo na trendy. Raczej słucham siebie.

Mam nawyk zapisywania postów, które przyciągają moją uwagę. Tworzę foldery: graficzne sztuczki, ułatwiacze pracy, pomysły na rolki, ciekawe fragmenty. Później do tego wracam, bo w natłoku treści dobre pomysły szybko uciekają. Znam stary Instagram i wiem, jak wyglądał, ale wydaje mi się, że całkiem dobrze sobie radzę aktualne i znalazłam swój sposób na to.  

Jak zdobywać zlecenia z Instagrama od zera?

K | A: Brzmi, jakbyś miała z Instagramem całkiem dobrą relację.

A: Raczej tak, choć nie zawsze tak było. Czasami jestem przebodźcowana i wtedy na chwilę się wyciszam. Wyłączam powiadomienia i wchodzę wtedy, kiedy mam na to ochotę. Kiedy zaczynałam, nie miałam pracy i startowałam właściwie od zera. Nie znałam nikogo z branży, nie miałam koleżanek projektantek. Usiadłam i zaczęłam myśleć: czego chcę, do kogo mówię i jak mogę znaleźć klientów. Zaczęłam od własnego brandingu i bardzo szerokiego określenia grupy docelowej. Nie myślałam tylko: kobieta, wiek, biznes. Zastanawiałam się, czym ta osoba się interesuje, jak spędza czas, jaką muzykę lubi czy wybiera naturalne kosmetyki, czy woli wieś od miast, czy lubi zieleń, podróże, konie. Dopiero na końcu dodałam, że prowadzi biznes i jest w konkretnej grupie wiekowej.

Potem zrobiłam pierwsze logo dla przyjaciółki, która szyje torebki. Nagrałam krótki film z realizacji, zmontowałam go telefonem i wrzuciłam. Kiedy zobaczyłam, że jest dobry odbiór, puściłam na niego reklamę do przemyślanej grupy.

K | A: Czyli od początku połączyłaś działania organiczne z płatnymi. Publikowałaś, patrzyłaś, co działa, a potem promowałaś wybrane treści.

A: Tak, ale czasem promowałam też treści, które organicznie nie zadziałały, a ja czułam, że są dobre. Testowałam. To nie były duże budżety, raczej 100-200 złotych miesięcznie. Efekt był jednak bardzo mocny. Liczba zapytań szybko zrobiła się tak duża, że nie nadążałam odpisywać.

Przygotowałam prosty cennik w PDF-ie i zaczęłam wysyłać oferty. Ustawiłam też na Instagramie przycisk „Uzyskaj wycenę”. Tam był krótki formularz: logo, identyfikacja, zmiana logo. Celowo nie używałam słowa „rebranding”, bo wielu moich klientów go nie zna. Chciałam mówić językiem, który jest dla nich zrozumiały.

K | A: To bardzo ważne: nie mówić do klientów językiem branżowym, tylko ich językiem.

A: Dokładnie. Rozmawiałam ze znajomymi i pytałam, z czym kojarzy im się grafik, czy wiedzą, czym jest font, jak rozumieją rebranding. Okazało się, że większość osób mówi „czcionka”, a słowo „rebranding” tłumaczy sobie jako zmianę logo. Uznałam, że jeśli chcę być zrozumiana, muszę mówić prosto.

Oczywiście zdarzały się komentarze od grafików: tak się nie mówi, tak się nie robi. Ale oni nie są moją grupą docelową. Nie tworzę treści po to, żeby dostać lajka od koleżanki z branży i podbić własne ego. Tworzę dla ludzi, którzy mogą potrzebować mojej pomocy.

K | A: To mocna i bardzo potrzebna myśl. Często zapętlamy się w swojej bańce, chcemy od klientów zbyt branżowego sposobu myślenia, a przecież oni nie muszą znać naszego słownika.

A: Moi znajomi mówili mi nawet, że grafik kojarzy im się z kimś niedostępnym, wycofanym, siedzącym w kapturze. Pomyślałam, że chcę pokazać coś innego: świeżość, otwartość, radość z tworzenia. Nie buduję narracji na tym, że jestem wielką panią projektantką. Wolę pokazać, że projektowanie może być ciekawe, ludzkie i przyjemne.

Podobnie myślę o muzyce. Jeśli ktoś chce grać, może wyjść na miasto, rozstawić gitarę i grać dla tych kilku osób, które się zatrzymają. Nie zawsze potrzebna jest wielka scena. Na Instagramie też staram się doceniać tę garstkę ludzi, która realnie patrzy, słucha i reaguje.

K | A: My często spotykamy się z tym także w kontekście stron internetowych. Wyobrażenie webmastera bywa jeszcze bardziej stereotypowe: to niemal pan z wąsem, który obsługuje serwery. Kiedy mówimy klientom, że zajmujemy się projektowaniem i wdrażaniem stron, często widzimy ich zdziwienie: To wy to wszystko wiecie? Wy to wszystko ogarniacie? A wystarczy po prostu mówić prostszym językiem i używać bardziej zrozumiałych sformułowań. To wcale nie jest aż tak skomplikowane, jak czasem próbujemy to przedstawiać. Tylko same nie zawsze chcemy przyznać, że to nie jest wiedza tajemna.

A: No właśnie. Myślę, że to wszystko dotyka ego, stereotypów i ogólnego postrzegania zawodu. Ważne są otwarta głowa, komunikacja i zwyczajne wyjście do ludzi. Trochę porównuję to do muzyki. Jeśli ktoś bardzo chce coś robić, wychodzi na miasto, rozstawia gitarę i gra. Nie potrzebuje do tego wielkiej sceny. Cieszy się tym, że zebrała się wokół niego grupa ludzi i że może pokazać im coś świetnego.

Zresztą podobnie myślę o muzyce. Ludzie często narzekają, także w branży artystycznej, że na koncerty przychodzi garstka osób albo że przychodzą głównie starsi odbiorcy. A ja wtedy mówię: idź i porozmawiaj z tymi osobami. Zobaczysz, że one odbierają twoje teksty zupełnie inaczej niż młodzi. Staram się widzieć w życiu pozytywy i dostrzegać takie małe, duże rzeczy, bo czasami o nich zapominamy. Szukamy blichtru i aprobaty kogoś, kto jest dla nas ważny, na przykład naszego idola albo osoby, której pracę podziwiamy. Tylko czy ta osoba ostatecznie zamówi u nas branding? Raczej nie. Naprawdę mocno przepuszczam to wszystko przez taki filtr. To też wynika z wielu lat działania w branży artystycznej i z wniosków, które po drodze wyciągnęłam.

K | A: Jeśli temat prowadzenia własnej działalności graficznej, freelancerskiej lub projektowej jest ci bliski, koniecznie dołącz do naszej społeczności graficzek i webdesignerek. Zapisz się na nasz newsletter, w którym znajdziesz realne wsparcie w codziennej pracy. Możesz spodziewać się konkretnych wskazówek: jak lepiej prowadzić współpracę, organizować projekty i radzić sobie z przeszkodami na drodze do dochodowego studia graficznego. Link do zapisu znajdziesz w opisie odcinka.

Czy liczba lajków naprawdę ma znaczenie?

K | A: Chciałybyśmy wyciągnąć z tego jedną rzecz. Powiedziałaś, że garstka osób przychodzi na koncert i garstka osób patrzy na nasze posty. Kiedy żyjemy głównie w przestrzeni internetowej, liczby zawsze wydają się za małe. Mamy wrażenie: Jak to? Tysiąc zasięgu? Co tu się wydarzyło? Przecież mogłoby być kilka tysięcy. A jednocześnie umyka nam to, że gdyby ten tysiąc osób stanął przed nami, zobaczyłybyśmy pełną salę ludzi. To są właśnie te małe, duże rzeczy. Warto zauważyć, że tysiąc osób jednak zainteresowało się w jakiś sposób naszą twórczością. Coś z tego się wydarzyło.

A: Szczerze mówiąc, prawie nie analizuję liczb. Ten podcast zmusił mnie do sprawdzenia, ile osób zagląda na mój profil i jak to wygląda, ale na co dzień staram się na to nie patrzeć. Widzę, że niektóre posty działają lepiej, bo są bardziej emocjonalne albo po prostu coś w nich zadziałało. Często jednak ukrywam informacje o polubieniach i udostępnieniach. Nie zawsze chcę to wiedzieć.

Wydaje mi się, że to jest zdrowe. Ciągła ocena tego, co robimy, nie jest naturalna. Nawet w pracy na etacie nie przechodzimy codziennej ani cotygodniowej oceny tego, czy to, co zrobiłyśmy, było wystarczająco dobre i ile osób to polubiło. Myślę, że trzeba podejść do tego z dystansem. Oczywiście statystyki pewnie są ważne, ale dla mnie nie są najważniejsze, bo działam trochę inaczej. Nie każda moja czynność musi przechodzić przez weryfikację liczby polubień i odbioru. To po prostu jest coś, czym chcę się podzielić.

K | A: Czyli czujesz, że chcesz to opublikować, że jest to dla ciebie ważne i może być przydatne dla twojego klienta docelowego. Chcesz, żeby ta treść po prostu tam była. A to, czy polubień będzie mniej czy więcej, nie ma już dla ciebie większego znaczenia?

A: Nie, nie robi mi to różnicy. Tym bardziej że widzę, iż liczba polubień nie wpływa bezpośrednio na liczbę zapytań i klientów. Nie o to w tym wszystkim chodzi.

 Instagram jako główne źródło zleceń

K | A: Czyli Instagram jest obecnie twoim głównym kanałem pozyskiwania klientów?

A: Tak, to jest mój główny kanał pozyskiwania klientów. Dopiero od niedawna mam stronę internetową. Stworzyłam ją, bo uznałam, że już po prostu trzeba ją mieć.

Przeanalizowałam 95 ostatnich briefów i różne wiadomości, które otrzymywałam. W ankietach, na pytanie o to, jaką drogą klienci do mnie trafili, około 95-97% osób wskazało Instagram. Czasami była to odpowiedź: koleżanka podesłała mi rolkę z twoją realizacją albo: zobaczyłam twoją rolkę udostępnioną przez inną markę. 

Są też polecenia, ale dziś samo polecenie często już nie wystarcza. Osoba, która prosi o rekomendację, zwykle pyta: A możesz wysłać mi jej Instagram? Sama też polecam inne graficzki, kiedy mam pełny kalendarz. Wysyłam ich profile i czasami słyszę: Tutaj nic nie ma albo: Masz może kogoś innego? Dlatego przy poleceniach bardzo ważny jest nie tylko sam kontakt, ale też ogólny klimat, który ktoś tworzy wokół swojej marki. 

W przypadku tych 95 briefów prawie wszystkie osoby wskazały Instagram. Poleceń jest coraz więcej, ale to też wynika z upływu czasu - klienci wracają, a część marek decyduje się na dłuższą współpracę. Zazwyczaj unikam takich stałych współprac, bo lubię zmieniać tematy i doświadczać nowych rzeczy, ale ten wynik bardzo mnie cieszy. Tym bardziej że nie spodziewałam się, że będzie tego aż tak dużo.

K | A: To jest bardzo dobry wynik.

A: Bardzo dobry. Sprawdziłam też w Excelu, ile osób kliknęło przycisk „Uzyskaj wycenę”.

K | A: Czyli jednak liczby też się pojawiają.

A: Trochę tak. Na początku szukałam sposobu, żeby usprawnić obsługę wszystkich wiadomości i zapytań, bo było ich naprawdę dużo. Uruchomiłam więc przycisk „Uzyskaj wycenę”. Kiedy ktoś zaznaczył, że chce logo, wpisał adres mailowy i kilka informacji, otrzymywałam z Instagrama raport z listą osób i informacją, czego potrzebują. Dzięki temu mogłam później zbiorczo wysyłać oferty i szybciej zarządzać zapytaniami.

Ten przycisk był też ułatwieniem dla osób, które nie chcą pisać wiadomości prywatnej albo krępują się zapytać o wycenę. Każdy działa inaczej. Jedna osoba chętnie nagra wiadomość głosową, a druga woli kliknąć przycisk i skrócić sobie drogę do zapytania. Dlatego bardzo polecam korzystanie z takich rozwiązań. Przez ten przycisk przyszło około 500 zapytań. Myślę, że 15-20% tych osób zostało później moimi klientami po wysłaniu oferty. 

K | A: Dobrze, to jeszcze nakreślmy ten obraz, żeby było jasne. Na ten moment można przyjść do ciebie z różnymi potrzebami graficznymi: zapytać o samo logo, system identyfikacji wizualnej albo branding. Nie nakładasz więc dużych ograniczeń w formularzu i trafiają do ciebie klienci z bardzo różnorodnymi potrzebami. 

A: Tak, zdecydowanie. Na nic się nie zamykam. Jeśli jednak czuję, że dany temat nie jest dla mnie, mówię o tym szczerze. Zostawiam otwartą furtkę i nie zamykam się na nowości. Wyjątkiem są strony internetowe - tego nie robię, bo się tym nie zajmuję. Wtedy polecam znajomych, którzy tworzą strony.

K | A: Skoro mamy już to określone, przejdźmy do tego, jak faktycznie wygląda tworzenie treści. Czy masz harmonogram publikacji? Wiesz, ile postów chcesz wypuścić w tygodniu? Czy raczej działasz falami - czasem publikujesz kilka rzeczy z rzędu, potem przez jakiś czas nic, a później znowu wracasz? Zwracasz uwagę na konkretne formaty, na przykład rolki albo karuzele? Masz swój ulubiony format albo typ treści? Czym najłatwiej ci się wyrażać? Jak to wygląda na co dzień?

A: Nie mam ulubionego formatu, schematu ani harmonogramu. Wszystko zależy od tego, jak układa mi się praca. Czasami mam dwa tygodnie regularnych publikacji, a później przez kolejne dwa tygodnie wszystko stoi, bo ważniejsze jest dla mnie doprowadzenie projektu do końca niż nagrywanie. 

Bardzo lubię jednak format filmu. Myślę, że wpływ miały na to moje doświadczenia muzyczne i amatorskie klipy, które od zawsze robiłyśmy z siostrą. Dzięki temu łatwiej jest mi skondensować to, co chcę przekazać, i ująć to w formie wideo. Rolki są dla mnie wygodne, bo siadam, opowiadam o projekcie, a później z całego materiału składam gotową całość. Staram się, żeby każda rolka była możliwie skondensowana. Zawsze zadaję sobie pytanie, czy gdybym sama zobaczyła ten film, zainteresowałabym się nim, czy przewinęłabym dalej. Jestem w tym dość surowa, czasami może aż za bardzo, ale widzę, że ten filtr się sprawdza. Dzięki temu publikuję treści ciekawe, wartościowe i dobrej jakości.

Ostatnio polubiłam też karuzele. Widzę, że dobrze zatrzymują uwagę odbiorców i mają dużo zapisów. Tworzę na przykład karuzele z zestawieniami kolorystycznymi inspirowanymi naturą albo z ciekawymi fontami. Zdarza się później, że ktoś wysyła mi zrzut ekranu takiej karuzeli, wskazuje konkretny font lub inspirację i na tej podstawie chce rozpocząć współpracę. Dobrze sprawdzają się również karuzele pokazujące projekty tworzone z pasji. Niedawno opublikowałam taki projekt i odezwała się klientka, z którą wcześniej współpracowałam, pisząc, że chce wziąć całość. Podobne sytuacje miałam już wcześniej, na przykład po publikacji plakatu dla mojej siostry, który doprowadził do zlecenia na rysowane etykiety dla marki.

Uważam, że warto dzielić się swoją pracą w różnych formach, dlatego nie mam jednego ulubionego formatu. Czasami publikuję prosty post, choć wiem, że sam mockup zwykle nie wystarczy. Trzeba zarysować kontekst i opowiedzieć o projekcie szerzej, ale nie na tyle szeroko, żeby znudzić odbiorcę. 

K | A: Ważne jest właśnie to, żeby o projekcie opowiedzieć. Często mówimy, że same mockupy, bez kontekstu, podlegają właściwie tylko prostej ocenie: podoba mi się albo mi się nie podoba. Trudno wtedy rozpocząć głębszą dyskusję, bo brakuje punktów wyjścia do rozmowy.

Bardzo dobrze, że to podkreśliłaś - że opowiadasz o swoich projektach. Zwróciłyśmy na to uwagę już przy pierwszym wejściu na twój profil. Nie ograniczasz się do podpisu pod mockupami ani do dźwięku z offu, tylko realnie opowiadasz o projektach i robisz to w bardzo naturalny sposób, jak podczas rozmowy przy kawie. To naprawdę świetna i inspirująca forma. 

Jakie treści przyciągają odbiorców?

A: Tak, lubię tę formę i uważam, że jest ważna. Przez ostatnie półtora roku wiele osób mówiło mi, że rozmawiały już z innymi graficzkami, ale przyszły do mnie, bo spodobał im się mój głos, sposób mówienia, kolorowe ubrania albo ogólny klimat. To pokazuje, że znaczenie ma również atmosfera, którą tworzymy wokół siebie, bo ona ostatecznie wpływa na decyzję klienta. Dlatego decyduję się na mówione rolki i format, w którym pojawiam się przed kamerą. Nie boję się tego. Po prostu siadam i nagrywam. Zdarzały mi się różne komentarze w sieci, zarówno przychylne, jak i mniej przychylne, najczęściej z uwagami od innych grafików. Przestałam się jednak tym przejmować.Siadam, mówię i myślę, że skoro lubię to, co robię, mogę opowiedzieć o projekcie po swojemu i pokazać fragment tego procesu. Często mówię na przykład o tym, co otrzymałam w briefie od klientki, co było w nim napisane i jak wyglądała komunikacja. Dzięki temu słyszałam od osób, które mnie obserwują, że wcześniej myślały, iż brief to coś trudnego i skomplikowanego. Tymczasem pokazuję, że klientka może przyjść z paletą kolorystyczną przedstawioną za pomocą zdjęcia ubrań. Nie trzeba być specjalistą od koła barw - można zrobić zdjęcie zestawienia ubrań i powiedzieć: tak widzę swoją paletę. Właśnie o takich szczegółach z briefów często opowiadam.

Miałam też sytuację, w której klientka napisała w briefie, że gdyby była serialem, byłaby konkretnym tytułem. Obejrzałam cały ten serial, zrozumiałam jej klimat i na tej podstawie stworzyłyśmy branding, z którego była bardzo zadowolona. Opowiedziałam później tę historię, bo była nietypowa i dobrze pokazywała proces pracy.

K | A: To jest bardzo inspirujące i oddziałujące na wyobraźnię oraz zmysły. Każdy z nas inaczej odbiera świat i przetwarza go po swojemu. Różne osoby mogą obejrzeć ten sam film, ten sam serial albo posłuchać tej samej muzyki, a mimo to mieć zupełnie inne odczucia. To bardzo wartościowe, że zachęcasz klientów do dzielenia się takimi skojarzeniami, bo daje to realny wgląd w sposób, w jaki dany klient postrzega i interpretuje świat.

A: Myślę, że rzeczywiście angażuję klientów w ten proces. Często dodaję ich jako współtwórców postów albo proponuję, że przygotuję dla nich karuzelę na start, aby mogli dobrze poinformować o rebrandingu. W zeszłym roku doszło nawet do tego, że wiele osób pytało mnie, czy przygotuję rolkę z ich realizacją, bo chciałyby ją później pokazać u siebie. Zdarzają się też pytania, czy zajęłabym się tworzeniem rolek dla kogoś, co nadal mnie zaskakuje. Nie mam jednak na to przestrzeni, choć widzę, że ta forma rzeczywiście działa. Lubię też uchylać fragment mojego świata i mojej wrażliwości. Kiedy gdzieś jadę, robię zdjęcia i później je pokazuję. Często słyszę, że mam dobre oko do zdjęć. Czasami podczas zwykłego spaceru po mieście zauważę ciekawy kadr i po prostu się nim dzielę. W ten sposób buduję swoją komunikację nie tylko wokół samej grafiki. Staram się pokazywać także swój świat.

K | A: Jesteś w tym wszystkim autentyczna. To rzeczywiście jest twoje autorskie konto - osobiste i bardzo spójne z tobą.

Kiedy cię słuchamy, wyraźnie widać twoją wrażliwość: muzykę, grafikę, malowanie i fotografię. Zastanawiamy się więc, jak to się stało, że wcześniej byłaś w zupełnie innej branży.

A: Tak, była to branża zupełnie niezwiązana z tym, czym zajmuję się teraz. Pochodzę z bardzo małej miejscowości, ale nie chcę, żeby zabrzmiało to tak, jakby było mi przez to szczególnie trudno. Mam wspaniałą rodzinę i rodziców, którzy zawsze mnie wspierali. 

W liceum dużo śpiewałam i brałam udział w konkursach, ale często słyszałam, że kierunki artystyczne nie dają stabilnej przyszłości. Byłam wtedy zagubiona, więc poszłam na administrację, a później jeszcze na podatki, choć czułam, że to nie jest moja droga. Szybko zaczęłam pracować, ale cały czas jedną nogą byłam przy działaniach artystycznych. Grałam koncerty, wydawałam płyty, robiłam klipy i zdjęcia. Razem z mamą prowadziłyśmy też markę modową - projektowałyśmy i szyłyśmy ubrania, a ja zlecałam printy na podstawie zdjęć natury z podróży, między innymi do spódnic inspirowanych skałami na Krecie.

Na początku wszystko dobrze się rozwijało, ale później przyszły pandemia, wojna i inne trudności. Do tego równolegle pracowałam w korporacji, gdzie zarządzałam ponad dwudziestoma osobami i byłam rozdarta między odpowiedzialnym stanowiskiem a własnymi działaniami twórczymi i w pewnym momencie nie byłam w stanie tego udźwignąć. Mimo wszystko przez całe życie byłam blisko świata graficznego i wizualnego. Kiedy zupełnie nie wiedziałam, co dalej, zadzwoniła do mnie kuzynka i powiedziała, że od lat uważa, że byłabym świetną graficzką. Posłuchałam jej, trafiłam na kurs na Instagramie i poczułam, że to jest coś dla mnie. Projektowanie logo, wymyślanie nowych koncepcji i poznawanie różnych branż całkowicie mnie wciągnęły. Przez kolejne miesiące intensywnie się uczyłam, robiłam kurs za kursem, poznawałam Illustratora, Photoshopa i inne narzędzia. 

Nie żałuję jednak lat spędzonych w innej branży, bo nauczyły mnie zarządzania projektami, współpracy z ludźmi, pracy z umowami i wielu praktycznych rzeczy, z których korzystam do dziś. Potrafię szybko porządkować informacje, organizować działania i pracować nad wieloma rzeczami jednocześnie. Cieszę się, że ostatecznie tak się to ułożyło. Mój mąż mówi, że po mnie można się spodziewać wszystkiego i żartuje, że piec do ceramiki pojawi się dopiero na emeryturze. Ostatnio zaczęłam też malować i mam już pierwsze zamówienia na obrazy - na razie wśród rodziny, ale wszystko często zaczyna się właśnie od rodziny i przyjaciół. Nie zamykam się na żaden kierunek, więc jeszcze nie wiem, dokąd mnie to zaprowadzi.

K | A: To bardzo dobrze, że wspomniałaś o swoim wcześniejszym doświadczeniu, bo kiedy na początku usłyszałyśmy, że miałaś pięćset zapytań, od razu pomyślałyśmy, że nawet jeśli część z nich przekuła się we współprace, to nadal oznacza ogrom pracy. To bardzo dużo relacji z ludźmi, korespondencji i prowadzenia projektów. 

Wiemy, jak wygląda praca projektowa. Czasem jest to pojedynczy projekt, a czasem cały system identyfikacji, gdzie pojawia się coraz więcej spotkań, wiadomości, dylematów i decyzji do podjęcia. Te pierwsze lata mogły więc dać ci bardzo solidne podstawy, do których później dołożyłaś warstwę kreatywną. Wtedy wszystko dobrze się połączyło i dało efekt, który masz dzisiaj. Często mówi się, że sztuka nie daje stabilności, ale twój przykład pokazuje, że może być inaczej.

A: Tak, zdecydowanie może być inaczej. W tym momencie mam zapisy w kalendarzu na wrzesień i październik, więc uważam, że to bardzo dobry wynik. Nadal mam poczucie, że podchodzę do terminów realizacji zbyt optymistycznie i powinnam proponować bardziej odległe daty, ale to osobny temat. 

Zdecydowanie da się z tego żyć. Nie zawsze warto słuchać opinii osób, które zniechęcają do twórczej drogi. Jeżeli naprawdę czujemy, że żyjemy sztuką i że przyciągają nas takie działania, warto podążać za tym głosem. Wiem, że brzmi to jak często powtarzane zdanie, ale jestem przykładem na to, że warto próbować, szukać swojej drogi i potknąć się wiele razy. Miałam mnóstwo potknięć, ale ostatecznie doprowadziły mnie one do miejsca, w którym jestem teraz.

K | A: Zatrzymajmy się jeszcze przy tym, co po drodze nie sprawdziło się na Instagramie i w komunikacji. Mówisz, że nie patrzysz szczególnie na liczbę polubień ani statystyki. Czy w ogóle nie analizujesz więc tego, co poszło dobrze, a co gorzej? Czy jednak wyciągasz wnioski i robisz więcej tego, co zadziałało, a rezygnujesz z tego, co się nie sprawdziło?

A: Chyba nie analizuję szczegółowo tego, co nie zadziałało. Jeśli jednak zauważę, że coś się sprawdziło, po prostu to kontynuuję. Raczej tak to u mnie wygląda.

Ostatnio zajrzałam do statystyk, ponieważ od dłuższego czasu nie kupuję reklam na Instagramie. Chciałam też ograniczyć liczbę zapytań. Mimo braku reklam mój profil odwiedza miesięcznie około pięćdziesięciu tysięcy osób. Moim zdaniem to bardzo dużo jak na małe konto, które ma około sześciu tysięcy obserwujących. A co się u mnie nie sprawdziło? Trudno mi powiedzieć. Mam wrażenie, że od początku wiele rzeczy raczej działało.

Passion projects, które przyciągają wymarzone klientki

K | A: Jesteś chyba instagramowym wyjątkiem. To, co mówisz, jest bardzo inspirujące. Cieszymy się też, że w tej rozmowie pojawił się temat projektów tworzonych z pasji.  Zapamiętałyśmy to, bo często rozmawiamy o tym z projektantkami, które chcą pójść w nieco innym kierunku albo zacząć projektować dla innej branży. Czują, że chciałyby to zrobić, ale nie wiedzą, jak zacząć. Wtedy często pojawia się właśnie temat projektów tworzonych z pasji.

Widać jednak, że często pojawia się blokada pod tytułem: jak można stworzyć coś, czego nikt nie zamówił i co jeszcze tak naprawdę nie istnieje? To tak można?

A: Dla mnie to wspaniałe ćwiczenie. Kiedy jechałam na Wielkanoc do teściowej, zabrałam tablet, żeby zająć się czymś w drodze i narysowałam wtedy kolejne wspomnienie z Krety, która bardzo mnie inspiruje. Ćwiczę różne techniki, także dzięki temu, że chodzę na malarstwo. Zrobiłam ten rysunek w około 45 minut, uznałam, że jest ciekawy, umieściłam go na mockupie apaszki i przygotowałam krótki film. Po publikacji odezwały się osoby, które pytały, kiedy będzie można zamówić tę apaszkę, bo chciałyby ją kupić.

Myślę, że warto się na to otworzyć, a nawet trzeba to robić, bo w ten sposób przyciągamy projekty, które sami chcemy tworzyć. Przykładem może być plakat, który zrobiłam dla siostry, albo ostatnio opublikowany projekt kombuchy.

K | A: Po prostu czuć, że naprawdę ci się to podoba.

A: Tak, że to rzeczywiście powstało z potrzeby i zainteresowania.

K | A: Właśnie z pasji. Ta pasja jest zresztą wpisana w samą nazwę: passion project. Klienci naprawdę to czują, dlatego wszystkim osobom, które nas teraz słuchają, powiedziałybyśmy: twórzcie i publikujcie swoje projekty z pasji. To warto mocno podkreślić.

A: Warto, zdecydowanie warto. 

Personal branding dla graficzek – dlaczego klientki kupują atmosferę?

K | A: Czy mogłabyś określić, jaka część treści, które publikujesz, dotyczy bezpośrednio projektowania, pokazuje twoje prace i portfolio, a jaka opiera się na innych elementach - twoim spojrzeniu, refleksjach czy doświadczeniach?

Nawet kiedy mówimy o pokazywaniu projektów, pojawia się tam twoje doświadczenie: to, co mówiłaśmy o briefach, kulisach pracy i twoim sposobie patrzenia. W zasadzie w każdej treści przemycasz choć trochę własnej perspektywy - tego, jak coś przez ciebie przeszło i jaki dało efekt. Gdybyśmy jednak miały to jakoś podzielić, jak ty to widzisz?

A: Myślę, że około 60-70% to portfolio, a 30-40% to mój świat, klimat, sposób patrzenia, kadry, które zauważam, i rzeczy, którymi się otaczam. Czasami dzielę się nawet czymś, co kupiłam, na przykład kolorowym elementem garderoby. Okazuje się, że ktoś zwraca później uwagę na to, jak dobieram kolory, a to również wpływa na decyzję o współpracy. Dlatego dzielę się także takimi rzeczami. Nie wiem, czy publikuję dużo typowego backstage’u z projektowania, bo często nie mam na to czasu. Pojawiają się raczej codzienne materiały: stories z psem, z kawy w ciekawym miejscu, z wystawy, z podróży albo z sytuacji, w której zobaczę coś interesującego.

Podchodzę do tego bardzo swobodnie. Jeśli gdzieś jestem, piję kawę w ładnym miejscu, zobaczę ciekawy obraz albo kadr, wrzucam to na stories jako codzienną komunikację. Ostatnio byłam na krótkiej wycieczce i też dzieliłam się kadrami z podróży. To również generuje ruch i rozmowy, a rozmowa często prowadzi do zapytania. Na tej podstawie ktoś może zdecydować, czy mamy podobne spojrzenie na świat. Każdy podróżuje inaczej, każdy ma własny styl. Jedna osoba wybierze wakacje all inclusive, a inna samotną wycieczkę po górach. Wydaje mi się, że wszystko odnosi się do klimatu, który tworzymy wokół siebie, a nie tylko do dobrego projektu.

Jak budować społeczność wokół wspólnych wartości?

A: Ostatnio miałam klientkę, która powiedziała, że była już umówiona z inną graficzką, ale zdecydowała się zrezygnować z tamtej współpracy. Zapytałam, co wpłynęło na jej decyzję. Odpowiedziała, że tworzę określony klimat. Sprawdziłam projekty tamtej osoby i były naprawdę bardzo dobre, ale nie było tam tej atmosfery, której klientka szukała.

Myślę więc, że ludzie często szukają czegoś więcej - pewnej aury, którą tworzymy wokół siebie - i na tej podstawie podejmują decyzje. W swojej grupie docelowej mam osoby, które na przykład słuchają konkretnej muzyki. To raczej nie jest społeczność techno, tylko osoby, którym bliżej do muzyki folkowej, być może jazzu. Bardzo szeroko myślałam o tej grupie, kiedy ją budowałam. To są osoby, które wybierają naturalne kosmetyki, samotną ścieżkę po górach zamiast wakacji all inclusive i podobny sposób patrzenia na świat. Później takie osoby rzeczywiście przyciągam.

Dzięki temu wszystkie projekty, które do mnie trafiają, są takie, że naprawdę się z nich cieszę. Nie mam poczucia, że znów przyszła do mnie nudna branża albo coś, czego nie chcę robić. Trafiają do mnie osoby, które myślą podobnie, często mają podobny styl, oglądają te same seriale albo czytają podobne książki. Budowanie grupy docelowej jest bardzo ważne, szczególnie na samym początku.

K | A: Wszystko oparło się na wartościach. Przypomniało nam się, że w jednym z naszych programów uczymy, jak określać klienta docelowego. Czasem pytamy: czego słucha Twój klient, co czyta, jakich influencerów obserwuje? Niektóre osoby zastanawiają się wtedy, po co mają to wiedzieć. Być może są modele pracy, w których nie ma to dużego znaczenia, ale w markach takich jak nasza czy twoja to, czego słucha i czym żyje klient, staje się bardzo istotne. Dobrze, że o tym powiedziałaś.

A: Mam w briefie pytanie o to, jacy twórcy internetowi szczególnie zwracają uwagę klienta, a później wszystko sprawdzam i grupuję. To jest pytanie uzupełniające, ale daje mi ważny kontekst. Analizuję, kogo dana osoba słucha, ogląda i lubi, a potem sprawdzam, czy kierunek, który się z tego wyłania, jest spójny.

Instagramowe mity, które obalamy w tym odcinku

K | A: Na tej podstawie możesz później wyciągnąć konkretne wnioski. Każda z tych osób ma określoną stylistykę i ktoś z zewnątrz mógłby tego nie zauważyć, ale ty potrafisz połączyć te kropki. Dzięki temu zaczyna ci się tworzyć konkretny obraz.

A: Jeszcze jedna rzecz wydaje mi się ważna. Od początku zakładałam, że nie chcę budować tego konta ani całej narracji na antagonistycznych komunikatach. Nigdy nie opublikowałabym posta w stylu: „Nie idź do grafika, który…”. Dlaczego? Bo mojego klienta to nie interesuje. Nie chcę mówić: „jestem lepsza, bo inni są gorsi”. Wolę pokazywać, dlaczego warto przyjść właśnie do mnie, co jest u mnie wartościowe i co mogę dać klientowi. Nie lubię takiej komunikacji w polityce i nie chcę jej przenosić do grafiki. To też jest część mojego filtra treści. Zastanawiam się, czy dana treść w ogóle interesuje mojego klienta i czy nie wywoła w nim frustracji albo zmieszania. Chcę raczej, żeby ktoś pomyślał: świetny projekt, dobra energia, chcę w to wejść. Przez taki filtr staram się przepuszczać swoje treści. Prowadzę konto eklektycznie, bo nie jestem zwolenniczką bardzo minimalistycznych, biało-beżowo-czarnych profili i sama też taka nie jestem.

Dlatego ważne jest, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, jakim się jest. Jeśli ktoś naturalnie funkcjonuje w takiej estetyce i wszystko się z tym spina, to świetnie. U mnie jest odwrotnie. Żyję kolorowo, często coś zmieniam, wymyślam nowe zainteresowania i właśnie taki świat chcę pokazywać.

K | A: To bardzo dobrze łączy się z tym, o czym mówiłaś wcześniej: z klimatem, który tworzymy. W czasach AI właśnie to może być największym wyróżnikiem - ludzki komponent, prawdziwość i autentyczność, której sztuczna inteligencja nie jest w stanie zastąpić. Podejrzewam, że za jakiś czas proporcje między portfolio a aurą mogą się u ciebie jeszcze bardziej wyrównać. Ostatnio mój syn powiedział mi: „Mamo, ale masz aurę”, więc przyjmuję, że to dobre określenie.

A: Coś w tym jest. Można powiedzieć, że aura rzeczywiście rezonuje.

K | A: Przy okazji obaliłyśmy kilka instagramowych mitów. Po pierwsze, że trzeba publikować bardzo regularnie. Po drugie, że wszystko musi być dokładnie wykalkulowane i oparte na ciągłej analizie statystyk. Po trzecie, że trzeba robić wyłącznie więcej tego, co się „sprawdza”, i natychmiast rezygnować z tego, co nie działa. Obaliłyśmy też przekonanie, że formaty mają kluczowe znaczenie i że istnieje jeden właściwy sposób działania. Jeśli mamy flow, chcemy coś powiedzieć i czujemy, że to jest nasze, warto po prostu za tym pójść. Robimy to i idziemy w tym kierunku. Bez nadmiernego analizowania, kombinowania i zastanawiania się, czy to na pewno właściwa droga. Możemy więc pożegnać część instagramowych mitów.

A gdybyś dzisiaj startowała od zera, czy nadal wybrałabyś Instagram? Czy zainwestowałabyś tę energię gdzieś indziej?

A: Zdecydowanie wybrałabym Instagram. Raczej nie wchodzę mocno w inne platformy i myślałam o Pintereście, bo ostatnio zainspirowała mnie Ada Zielińska, która w podcaście Design Practice opowiadała, że ma tablicę na Pintereście. Okazało się, że klient miał swoją tablicę, a zapisane piny pochodziły właśnie z jej prac. Pomyślałam wtedy, że to bardzo ciekawy mechanizm - klient nieświadomie wybierał prace jednej graficzki. Zastanawiałam się nad tym, ale na ten moment nie jest mi to potrzebne. Czuję Instagram i mam go od wielu lat. 

K | A: Czujesz, że jesteś w dobrym miejscu i nie musisz tego zmieniać.

A: Tak, czuję, że jestem w dobrym miejscu. Oczywiście wszyscy narzekamy czasem na media społecznościowe. One bywają przytłaczające, szczególnie kiedy z każdej strony pojawiają się specjaliści mówiący, co powinniśmy robić.

Z drugiej strony mam firmę i markę, więc moim zadaniem jest ją komunikować. To część moich obowiązków jako przedsiębiorczyni, jeśli chcę dalej funkcjonować. Jeśli ktoś prowadzi zakład samochodowy i wiesza baner na płocie, to dlaczego ja nie miałabym „wieszać swojego baneru”, czyli pokazywać pracy i przypominać o niej ludziom? Nie czuję natomiast innych platform, takich jak LinkedIn czy TikTok. Nigdy mocno w nie nie weszłam i mam poczucie, że nie są dla mnie.

Być może kiedyś zmienię zdanie, nie wiem, jak to się potoczy. Mówi się o wycofywaniu ludzi, szczególnie młodszych, z Instagrama i powrocie nostalgii oraz życia offline. Jeśli tak się stanie, być może będę szukała alternatywy. Na ten moment uważam jednak, że wybór jednej platformy, którą dobrze się zna, jest bardzo dobrym rozwiązaniem, szczególnie na początku. Chodzi też o samą obsługę - im sprawniej poruszamy się po danej platformie, tym lepiej ją odbieramy. Lepiej wybrać jedną konkretną przestrzeń niż próbować działać jednocześnie na TikToku, Pintereście, Instagramie i wszędzie indziej. To może szybko stać się przytłaczające.

K | A: Oczywiście, bo ostatecznie doba ma ograniczoną liczbę godzin. Pracujesz samodzielnie, projektujesz, kontaktujesz się z klientami i tworzysz komunikację na Instagram. To prawdopodobnie wypełnia ci cały dzień, więc trudno byłoby jeszcze znaleźć przestrzeń na tworzenie treści na inną platformę, publikowanie ich i odpowiadanie tam na wiadomości. Ile czasu zajmuje ci przygotowanie jednej rolki?

A: To bardzo zależy od dnia, ale myślę, że około 5 godzin. Trzeba rozstawić kamerę, a nagrywam najczęściej lustrzanką, potem zgrać filmy, które sporo ważą, wrzucić je do programu i obrobić. Nie jestem też bardzo sprawna w montażu, więc czasami zajmuje mi to dłużej niż osobie, która robi to na co dzień.

Jeśli przygotowuję rolkę, w której chcę opowiedzieć o współpracy i dodać przebitki, to zakładam właśnie około pięciu godzin pracy. Nie robię takich rolek co tydzień. Publikuję je wtedy, kiedy naprawdę chcę pokazać konkretną współpracę. Wybieram ją, planuję sobie czas w ciągu dnia, a czasami robię to po prostu w sobotę.

Jestem bardzo elastyczna i unikam sztywnego podejścia do czasu pracy. Wierzę, że jeśli poświęcę na coś sobotę albo piątkowe popołudnie, to później będę mogła pozwolić sobie na luźniejszy czas, być może dzięki jednemu bardzo dobremu projektowi, który przyjdzie właśnie po takiej rolce. Ta elastyczność jest u mnie duża zarówno w tworzeniu treści, jak i w zarządzaniu czasem. Na porządną rolkę muszę przeznaczyć około pięciu godzin. Jeśli chodzi o Instagram ogólnie, myślę, że tygodniowo wychodzi mi średnio około godziny dziennie. Nawet jeśli nic nie publikuję, trzeba odpisać na wiadomości albo być obecnym na profilu.

K | A: Bardzo dziękujemy, że to powiedziałaś, bo mamy wrażenie, że przez treści eksperckie, przyspieszenie pracy i obietnice związane z AI powstaje oczekiwanie, że rolki będzie można robić niemal natychmiast. Tymczasem przygotowanie rolki z przejściami, montażem i przemyślaną strukturą naprawdę zajmuje czas. Jeśli oczekujemy, że pierwsza rolka powstanie w godzinę, możemy się mocno zaskoczyć i rozczarować, a wtedy łatwo pomyśleć, że nie chcemy już więcej tego robić. Dlatego dobrze, że padły tu te prawdziwe obserwacje, bo pomagają odczarować oczekiwania dotyczące tworzenia treści.

A: To zdecydowanie nie jest tylko szybkie wzięcie kamery i nagranie filmu. Nie piszę sobie dużych scenariuszy, ale kiedy mam słabszy dzień, zapisuję, co chcę powiedzieć, chociażby w punktach. To bardzo pomaga zrobić wszystko szybciej i sprawniej. Prawda jest taka, że nigdy nie ma idealnego momentu na tworzenie contentu, więc kiedy już taki moment się pojawia, dobrze być przygotowanym. Warto mieć listę albo kilka punktów. Można też wcześniej pomyśleć, że jeśli w danym miejscu będziemy mówić dłużej, warto zmienić kadr albo pokazać, jak coś rysujemy. Trzeba trochę myśleć o tych treściach jak reżyser.

K | A: Bardzo dobrze powiedziane: jak reżyser. I cały czas z filtrem, czy później same chciałybyśmy to oglądać.

A: Właśnie tak staram się myśleć - żeby nie znudzić odbiorcy. Chociaż czasem denerwuje mnie to, że wszystko musi być szybkie, intensywne i najlepiej z głośną, hałaśliwą muzyką. Mimo to wydaje mi się, że da się pokazać własny świat i sposób myślenia nawet w jednej minucie. Trzeba tylko podejść do tego trochę jak reżyser. Skoro wspomniałam o muzyce, to dla mnie bardzo ważne jest też to, jakiej muzyki używam w rolkach. Chcę, żeby oddawała mój charakter i charakter moich prac.

K | A: Czasem spędzamy pół godziny na szukaniu muzyki, która nie jest muzyką techno ani po prostu typowym, mocnym beatem. To są takie rekomendacje, które często w ogóle nie trafiają i potem zapisujemy sobie nawet twórców, pojedynczych twórców muzyki, i wyszukujemy po nich, żeby pojawiały się podobne propozycje. Nie ma bowiem możliwości, żebyśmy opublikowały coś z muzyką, która nie przystaje do naszej marki i do naszego charakteru.

A: Ja również zapisuję muzykę, kiedy coś mi się spodoba. Jest tam opcja „zapisz muzykę” albo „zapisz dźwięk” i później tworzy mi się taka biblioteka. Mam na przykład 100 utworów, które mogą dobrze brzmieć w rolce. Są też darmowe biblioteki z całkiem przyjemną muzyką.

To jest w ogóle ważny temat, ponieważ muzyka często jest pomijana jako element brandingu. Nieraz zdarzało się tak, że pracowałam nad marką, która była na przykład bardzo duchowa, miała wzbudzać określone emocje, a później pojawiała się tam muzyka zupełnie niepasująca, wręcz dyskotekowa, dlatego uświadamiam klientów, żeby zwracali uwagę na muzykę. Jeżeli potrzebujesz, mogę nawet przygotować playlistę na Spotify z muzyką, która mogłaby pasować do Ciebie i Twojej marki. To tylko takie wtrącenie, ale uważam, że jest to istotne.

K | A: To również jest element wizerunku i może zaburzyć wcześniejszą pracę. Pracowałaś nad aspektem wizualnym, a później nagle powstaje zgrzyt. Bardzo dobrze, że o tym mówisz i że wychodzisz trochę poza swoją rolę. Po raz kolejny widzimy, że nie zamykasz się w sztywnych ramach: odtąd dotąd

Jeżeli możesz w jakiś sposób, bez przekraczania granic, zwrócić klientowi uwagę na coś istotnego, to dlaczego tego nie zrobić? Wynika to z Twojego doświadczenia i obserwacji, a także z tego, że sama jesteś odbiorczynią podobnych treści. Nie warto więc tworzyć sobie tak sztywnych podziałów.

A: Ta sztywność i podejście w stylu: To jest mój zakres, powyżej tego liczę godzinowo” - rozumiem, jeśli ktoś potrafi tak skrupulatnie pracować i to mu odpowiada. Mnie jednak takie podejście odbiera kreatywność i radość tworzenia. Wolę zostawiać sobie pewną elastyczność, próbować różnych rozwiązań i czasem zaproponować na przykład: „zróbmy jeden materiał drukowany mniej, a zamiast tego przygotujmy coś, co bardziej Ci się przyda”.

Bardzo żongluję tymi elementami i staram się być elastyczna. Czasami może to być dla mnie trudne, ale nie ma idealnych sytuacji. To jest po prostu mój sposób pracy i staram się właśnie w ten sposób myśleć.

K | A: Zresztą współpracujemy z ludźmi, więc każda osoba jest inna i każda współpraca wygląda inaczej. W trakcie projektu również może się coś zmienić. Ktoś na początku może mieć pewne założenia, a później, kiedy porządkujemy projekt i rozmawiamy o nim, okazuje się, że początkowe założenia stają się nieaktualne. Wtedy trzeba je zastąpić czymś innym, co będzie lepiej pasowało. Nie ma sensu sztywno trzymać się na przykład ulotki, jeśli okazuje się, że bardziej potrzebny będzie inny materiał.

Instagram dla graficzek: najważniejsze rady od Adriany

K | A: Bardzo dziękujemy Ci za wszystkie spostrzeżenia. Myślimy, że będziemy powoli kończyć, chociaż można byłoby jeszcze wiele powiedzieć. Chciałybyśmy jednak, żebyś na koniec podzieliła się od siebie złotą radą albo pozytywną myślą dla graficzki, która dziś mówi: „Ten Instagram bardzo mnie męczy, publikuję, a tam nic się nie dzieje”. Jaką radę miałabyś dla takiej osoby?

A: To będzie prosta rada, ale ważna: nie poddawać się i pracować nad polubieniem siebie. To jest bardzo istotne. Jeżeli nie ma w Tobie akceptacji i życzliwości wobec samej siebie, to nawet kiedy wyjdziesz do ludzi i włączysz kamerę, nadal będziesz miała wobec siebie wiele zastrzeżeń. Warto nad tym pracować. Ja pracuję z terapeutką i bardzo mi to pomaga. Staram się budować pewność siebie poprzez terapię, dobre książki i wszystko, co pozwala spojrzeć na siebie łagodniej. To naprawdę bardzo pomaga.

K | A: Zamiast cały czas krytykować się wewnętrznie.

A: Na pewno mamy w tym zawodzie tendencję do krytykowania siebie. Warto też nie porównywać się z innymi. Można czerpać inspirację od twórców, którzy robią coś, co przykuwa naszą uwagę, ale oczywiście nie kopiować. Warto zastanowić się, dlaczego dana treść nas przyciągnęła i szukać własnego sposobu. Warto dzielić się swoimi passion projectami tak często, jak to możliwe. To przyciąga ciekawe marki i ludzi, którzy później właśnie takiego stylu pracy od nas oczekują. Na pewno warto też pracować nad personal brandingiem.

K | A: Nad tą aurą.

A: Tak, nad tą aurą. Być może warto wybrać się na dobrą sesję zdjęciową i pokazać trochę swojego świata. Ja, robiąc swoją sesję, wyszłam poza schemat: siedzę z laptopem i pokazuję, że jestem graficzką. Chciałam pokazać to zupełnie inaczej. Warto więc zrobić coś dla siebie i być może pokazać fragment swojego świata w nieco inny sposób. Mam tutaj notatki, bo nie chciałam, żeby to, co mówię, było puste.

K | A: Już pierwsza rada może być zaskoczeniem: po prostu polubić siebie. To nie jest takie oczywiste, kiedy pytamy o Instagram. Nie kojarzy się z nim bezpośrednio. Raczej spodziewałybyśmy się rady w stylu: publikuj trzy razy w tygodniu. Tutaj podchodzimy do tego zupełnie od innej strony.

A: Myślę, że regularność oczywiście może mieć znaczenie, ale jestem przykładem na to, że wszystkie schematy, rady i wskazówki ekspertów nie zawsze muszą mieć zastosowanie. Ostatecznie mam zapełniony kalendarz, moja firma dobrze prosperuje i miałam bardzo dobry start, mimo że nie miałam w tym zawodzie żadnego zaplecza. Warto to podkreślić: nie miałam znajomości, koleżanek ani nikogo, kto mógłby mi pomóc. To pokazuje, że da się zbudować markę także na takich wartościach.

Co jeszcze mogłabym powiedzieć? Na pewno warto się nie bać. To jest tylko internet. Miałam kiedyś kolegę, który zawsze, kiedy stresowałam się występem muzycznym, mówił: „To jest tylko muzyka”. Zawsze o tym pamiętam. Mówię sobie wtedy: to jest tylko Internet, to jest tylko grafika. Są na świecie dużo ważniejsze rzeczy. Po prostu to zrób. Wyjdź do ludzi. Pierwsza próba może się nie udać, trzecia też, czwarta również, ale może dziesiąta okaże się czymś naprawdę wyjątkowym. Dlatego: Do dzieła, Dziewczyny!

K | A: To piękne zakończenie i bardzo dobre zmotywowanie do działania. Bardzo podoba nam się Twoja misja, bo ta misja wyraźnie nam się tutaj pokazała.

No dobrze, to powiedz jeszcze gdzie można Cię znaleźć? Gdzie można zobaczyć, jak prowadzisz konto? Gdzie można się zainspirować, oczywiście bez kopiowania?

A: Zapraszam oczywiście na mojego Instagrama oraz na moją stronę internetową www.owca.art, tam znajduje się również moje portfolio. Jestem też na Behance, choć traktuję to bardziej jako miejsce, które uwiarygadnia moją pracę graficzki. Czasem grupuję tam ciekawe projekty i sprawdzam różne realizacje.

Od lat prowadzę również konto muzyczne. Jestem na Spotify jako zespół Pierwiastek z Trzech. Gram muzykę folkową i na gitarze, więc jeśli ktoś lubi taki klimat, również serdecznie zapraszam. To także bardzo duża część mnie i mojej siostry.

K | A: Podlinkujemy wszystkie miejsca, również te muzyczne i zachęcamy do ich poeksplorowania.

A: Jeżeli ktoś miałby do mnie pytania, również zapraszam. Na pewno odpowiem, może nie od razu, ale jeśli ktoś ma pytania, potrzebuje rady albo chciałby umówić się na graficzną kawę, serdecznie zapraszam.

K | A: Świetnie, dziękujemy Ci bardzo, Ado. Wyszła nam dzisiaj bardzo ciekawa, inspirująca rozmowa, która zachęca do działania.

A: Bardzo się cieszę.

K | A: Nie pozostaje więc nic innego, jak usiąść i zabrać się za ten fragment internetu, z dobrym przykładem w słuchawkach po dzisiejszym spotkaniu. Bardzo mocno trzymamy za was kciuki. Tak jak Ada wspomniała, jeśli miałybyście do niej pytania, już wiecie, gdzie ją znaleźć. Bardzo się cieszymy, że Instagram jednak w jakiś sposób nas połączył.

A: Ja również dziękuję wam za rozmowę. Dziękuję, że mogłam pokazać tutaj część siebie. Życzę wszystkim graficzkom i grafikom, którzy mierzą się z budowaniem marki własnej, aby odnaleźli swój sposób, swoją pozytywną aurę i polubili siebie na Instagramie.

K | A: Świetnie. Dziękujemy. Do usłyszenia. Trzymajcie się ciepło. Cześć!

O podcaście "Dochodowe Studio Graficzne"

W każdym odcinku podcastu czekają na Ciebie wskazówki, jak działać w zrównoważony sposób w biznesie kreatywnym, by czerpać ze swojej pracy maksimum satysfakcji, omijać pułapki w komunikacji z klientami i nie dać się złapać wypaleniu zawodowemu.

Bo jesteśmy przekonane, że zasługujesz na biznes, który daje Ci siłę, byś mogła robić to, co kochasz najbardziej, na markę, która przyciąga wymarzonych klientów i na współprace, które przynoszą Ci autentyczną radość i głębokie poczucie spełnienia.

Oficjalna strona podcastu dla graficzek i web designerek

Oceń nasz podcast na Spotify, Apple Podcasts

Instagram dla graficzek
identyfikacja wizualna co to paleta kolorów

Jesteśmy bardzo ciekawe Twoich wrażeń po wysłuchaniu tego odcinka.

Daj nam koniecznie znać, jak Ci się słuchało i w jakiej czynności Ci tym razem towarzyszyłyśmy. Zostaw także ocenę na platformie, na której nas słuchasz, ok? To dla nas bardzo ważne. Jeśli chcesz, abyśmy poruszyły konkretny temat, zgłoś swoją propozycję na stronie podcastu. 

Cheers!
Karla i Ania

zabierz się do pracy

pobierz materiały

Bezpłatne SZKOLENIE

Obejrzyj szkolenie o sposobach wyceniania i dołącz do listy biznesowej dla graficzek i webdesignerek, gdzie uczymy, jak prowadzić dochodowe studio graficzne.

Hello, Girl!

Jesteśmy Karla i Ania, czyli kreatywne duo graficzek i strategów komunikacji.

Od ponad 10 lat wspieramy kobiece biznesy i świadczymy szyte na miarę usługi projektowe. Oferujemy branding, projektujemy grafiki i strony www dla charyzmatycznych, dziewczyńskich biznesów. Wspieranie innych graficzek, naszych sióstr po fachu, to nasze oczko w głowie. Zobacz, co jeszcze możemy Ci zaoferować.

Posłuchaj podcastu dla graficzek podcast dla grafików

Kurs "Dochodowe Studio Graficzne"dochodowe studio graficzne kurs

Zobacz produkty dla graficzek produkty dla graficzek

Bezpłatne szkolenie

Jak wycenić projekt graficzny?

Obejrzyj darmowe szkolenie "Jak wycenić pracę graficzną?" i dołącz do nieszablonowej listy biznesowej dla graficzek i webdesignerek, gdzie uczymy, jak prowadzić dochodowe studio graficzne.