Etat czy freelance w branży kreatywnej? Rozmowa z Agatą Walas-Popiel
Etat czy freelance w branży kreatywnej: która ścieżka naprawdę ma sens? Rozmowa o realiach etatu, aplikowaniu i rozwoju kariery za granicą.
posłuchaj odcinka NOWEGO SEZONU #2.17
Etat czy freelance w branży kreatywnej - kulisy pracy w agencji | Rozmowa z Agatą Walas-Popiel
O czym mówimy w tym odcinku
Witamy Cię w kolejnym odcinku drugiego sezonu podcastu Dochodowe Studio Graficzne! W drugim sezonie naszej audycji zaglądamy za kulisy pracy w branży graficznej razem z naszymi gośćmi – rozmawiamy o projektowaniu, prowadzeniu biznesu i realiach codziennej pracy kreatywnej.
W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy z Agatą Walas-Popiel, senior brand designerką i współtwórczynią podcastu Polish Design Scene. Zapraszamy do słuchania i czytania: z kubkiem kawy i bez spiny!
Zastanawiasz się, jak wygląda praca na etacie w agencji kreatywnej w Londynie? Posłuchaj odcinka, w którym Agata, senior brand designerka z londyńskiej agencji kreatywnej, dzieli się swoją drogą zawodową: od pracy jako modelka, przez studia graficzne, aż po pozycję seniora w międzynarodowej agencji. Jakie są kluczowe różnice między pracą freelancera a etatem? Jak wygląda rozwój kariery w międzynarodowej agencji i jakie umiejętności są najbardziej cenione na zagranicznym rynku pracy? Agata zdradza również, jak polscy projektanci są postrzegani za granicą i jak budować portfolio, które otworzy drzwi do wymarzonej pracy w branży kreatywnej.
Szukasz więcej inspiracji dla swojego studia graficznego? Sprawdź pozostałe nasze odcinki tutaj.
Zostaw komentarz pod filmem na Youtube lub napisz do nas tutaj:
Instagram - Linkedin Ania - Linkedin Karla - helou@shablon.pl
W ODCINKU WSPOMINAMY:
- Podręcznik współpracy z klientem - wzory wiadomości i procesów
- Profil Agaty Walas-Popiel na LinkedIn
- Podcast Polish Design Scene na Instagramie i Spotify
- Odcinek podcastu z Weroniką Rafą
- Ebook "Gdzie i jak aplikować, żeby dostać pracę w branży kreatywnej?"
- Raport Major players
- Lista londyńskich agencji The INDEX - topowe agencje i indeks wszystkich londyńskich agencji.
Do usłyszenia i zobaczenia w kolejnym odcinku!
wolisz oglądać?
Zobacz nagranie odcinka na YouTube
Kluczowe momenty tego odcinka
00:00 – Od modelingu do grafiki - nietypowa droga kariery
03:32 – Jak zacząć karierę w branży kreatywnej?
12:09 – Praca w agencji vs freelance - kluczowe różnice
21:27 – Jak wygląda ścieżka kariery w agencji kreatywnej
30:30 – Freelancer w Londynie - jak działa ten model pracy
37:42 – Konkurencja i współpraca w zespołach kreatywnych
46:42 – Jak polscy projektanci są postrzegani za granicą
51:59 – Polish Design Scene - podcast o polskiej branży kreatywnej
01:02:55 – Złote rady dla osób szukających pracy w branży
wolisz czytać?
Zobacz pełen transkrypt odcinka
Etat czy freelance w branży kreatywnej? – rozmowa z aenior brand designerką z Londynu
K | A: Dzień dobry, cześć. Witamy was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Dochodowe Studio Graficzne. Z tej strony Karla i Ania.
Mamy ogromną przyjemność gościć Agatę Walas-Popiel, która jest senior brand designerką pracującą w londyńskiej agencji kreatywnej. Agata na co dzień zajmuje się brandingiem i pracą nad markami od strony strategicznej i wizualnej. Od wielu lat mieszka i pracuje za granicą, ale obserwuje też polski rynek kreatywny — świetnym przykładem jest podcast Polish Design Scene, o którym jeszcze dzisiaj opowiemy. Agata jest współtwórczynią tego podcastu. Rozmawia w nim z projektantami na etacie, z freelancerami i z osobami pracującymi w studiach. Dzięki temu ma szerszą perspektywę na to, jak wygląda praca w branży kreatywnej i z jakimi wyzwaniami mierzą się projektanci w różnych modelach pracy.
A: Cześć dziewczyny. Bardzo dziękuję za takie miłe przedstawienie i za zaproszenie. Cieszę się, że mogę być częścią tego, co robicie — tworzycie naprawdę świetne rzeczy.
K | A: Dziękujemy! Bardzo się cieszymy, że się zgodziłaś, bo to jest dla nas nowa perspektywa. My bardzo skupiamy się na pracy „na swoim”, w modelu jednoosobowym, a Ty masz doświadczenie w pracy etatowej i agencji. Myślimy, że to będzie bardzo cenne dla słuchaczy, zwłaszcza tych, którzy jeszcze nie wiedzą, w jaką stronę pójść i jaki model kariery wybrać. To może pomóc w podejmowaniu bardziej świadomych decyzji zawodowych i w odpowiedzi na pytanie: „czy to dobry moment, żeby coś w karierze zmienić?”.
Droga do branży kreatywnej: od modelingu do brandingu w Londynie
K | A: Agato, na początek powiedz: jak to się u Ciebie zaczęło? Jak znalazłaś się w branży kreatywnej?
A: Uwielbiam to pytanie, bo ono zawsze pokazuje drogę, którą przeszliśmy jako projektanci. U mnie wszystko zaczęło się od rysowania. Od dziecka spędzałam nad kartką mnóstwo czasu i byłam przekonana, że robię to świetnie. Z czasem okazało się, że są osoby znacznie lepsze — i to było bardzo otrzeźwiające doświadczenie. Około 12 roku życia zainteresowałam się architekturą. Przez kilka lat byłam przekonana, że właśnie to będę studiować. Wybrałam w liceum profil matematyczno-fizyczny, podporządkowując wszystko temu kierunkowi. Dopiero później zrozumiałam, jak istotny w rekrutacji jest rysunek. Pochodzę z małego miasta, nie miałam dostępu do kursów przygotowawczych, a dojazdy do większych ośrodków były trudne. W pewnym momencie architektura zeszła na drugi plan.
W wieku 16 lat wydarzyło się coś, o czym długo mało kto wiedział — zaczęłam pracować jako modelka. To był zupełnie inny świat. Wyjechałam sama na kontrakt, mając zaledwie szesnaście lat. To doświadczenie nauczyło mnie samodzielności i odporności na stres. Zobaczyłam, jak wygląda branża od środka — i jak bardzo odbiega od wyobrażeń. To nie jest świat, w którym wszyscy zarabiają fortunę i prowadzą beztroskie życie. Konkurencja jest ogromna, presja jeszcze większa. Myślę, że właśnie tam po raz pierwszy tak wyraźnie poczułam, czym jest rywalizacja.
Po maturze zrobiłam sobie rok przerwy. To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Podróżowałam bardzo dużo — mieszkałam m.in. w Mediolanie, Chinach, Singapurze, Malezji, Turcji. Te doświadczenia otworzyły mi głowę i pozwoliły spojrzeć szerzej na możliwości, jakie daje świat. Wróciłam z przekonaniem, że architektura nie jest już moją drogą. Zaczęłam interesować się grafiką i szukać studiów w tym kierunku. Naturalnym krokiem wydawał się wyjazd do Londynu. Na początku jednak to miasto mnie przerażało — ogromne, dynamiczne, pełne ludzi, dlatego najpierw zamieszkałam w mniejszej miejscowości pod Londynem. Pracowałam jako kelnerka i od początku sama się utrzymywałam. To był ważny etap — nauczył mnie pokory i organizacji. Wiedziałam już wtedy, że chcę studiować grafikę. Rozważałam studia w Anglii, ale ich koszt był bardzo wysoki. Zdecydowałam się więc na uczelnię w Polsce, która oferowała model online z okresowymi zjazdami. Z perspektywy czasu wybrałabym inaczej, ale wtedy to rozwiązanie było dla mnie najlepsze. Łączyłam pracę na pełen etat z nauką wieczorami i w weekendy. Wymagało to ogromnej samodyscypliny.
Do dziś żartuję, że jestem w dużej mierze samoukiem. Większości rzeczy nauczyłam się z książek, kursów i materiałów online. Studia były ważne, ale kluczowa okazała się praca własna i determinacja. W Londynie jestem już prawie 11 lat. Były krótkie powroty do Polski, ale to tutaj buduję swoją zawodową drogę.
K | A: Czyli pojechałaś i zostałaś? Czy był jeszcze jakiś powrót?
A: Były krótkie powroty do Polski – na pół roku, czasem na rok – ale ostatecznie na stałe jestem tutaj od niemal jedenastu lat. Co ciekawe, na początku wcale nie zamieszkałam w samym Londynie. To miasto mnie onieśmielało. Wybrałam mniejsze miasteczko pod Londynem i pracowałam jako kelnerka. Od początku utrzymywałam się samodzielnie. Wiedziałam już wtedy, że chcę studiować grafikę. Rozważałam studia w Anglii, ale ich koszt był dla mnie zbyt wysoki. Znalazłam więc w Polsce uczelnię oferującą studia online z kilkoma zjazdami w roku. Dziś wybrałabym inaczej, ale na tamten moment to było najlepsze rozwiązanie. Duża część nauki wymagała samodyscypliny. Wieczorami studiowałam, w weekendy pracowałam, a w ciągu tygodnia byłam na etacie. Do dziś żartuję, że jestem w dużej mierze samoukiem, bo ogrom wiedzy zdobyłam z książek, kursów i materiałów online. Uczelnia była ramą, ale rozwój zależał głównie ode mnie.
K | A: Powiedziałaś kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze – wymeandrowałaś z zupełnie innej branży. To nie pierwszy raz, kiedy to słyszymy. O architekturze już rozmawiałyśmy, ale mamy też kursantki, które zaczynały od stylizacji paznokci. Ta artystyczna część ich pracy naturalnie przeszła w stronę grafiki. To pokazuje, jak różne doświadczenia mogą prowadzić do kreatywnej ścieżki. Druga kwestia to praca na początku drogi. Często nie zdajemy sobie sprawy, że kiedy zaczynamy działać na własny rachunek, nie od razu pojawiają się wysokie zarobki. Stabilizacja finansowa w pierwszym etapie jest bardzo ważna – i Twoja historia dobrze to pokazuje. Chcielibyśmy od razu odsunąć to, co niewygodne – tę dodatkową pracę, podwójny wysiłek, ale to nie zawsze jest możliwe. Musimy się utrzymać. Jeśli chcemy opłacić studia czy kursy, potrzebujemy budżetu. Czasem więc podejmujemy pracę, która jeszcze nie jest tą wymarzoną, nie jest „docelową” grafiką. To fragment rozwoju, o którym rzadko się mówi, a który jest bardzo ważny.
A: Myślę, że szczególnie na początku w tej branży potrzebna jest pokora. W gastronomii pracowałam kilka lat – to nie był epizod na dwa miesiące. To doświadczenie wiele mi dało. Przede wszystkim nauczyło mnie obsługi klienta. To, jakimi jesteśmy ludźmi i jak komunikujemy się z klientami, w naszej branży ma ogromne znaczenie. Praca w innych sektorach uczy też doceniania tego, co później mamy.
K | A: To prawda. Zwłaszcza kiedy taka praca daje nam stabilizację finansową. Utrzymujemy się, mamy bezpieczeństwo, choć czujemy, że to jeszcze nie jest nasze miejsce, ale gdy w końcu możemy w pełni zająć się swoim kierunkiem, wtedy naprawdę to doceniamy.
Pierwszy etat w agencji – jak wygląda start w branży kreatywnej?
A: Pod koniec studiów licencjackich zaczęłam pracę jako artworker w niewielkiej agencji zajmującej się wielkoformatowymi realizacjami na eventy. Sprawdzałam pliki, poprawiałam projekty, czasem coś projektowałam od podstaw. To była dobrze płatna praca, szczególnie jak na tamten etap. Gdybym kierowała się wyłącznie finansami, prawdopodobnie zostałabym tam na dłużej, ale wiedziałam, że chcę iść w stronę brandingu. Zrezygnowałam więc z bezpiecznego stanowiska i podjęłam staż w londyńskiej agencji Accept & Proceed. Z zewnątrz mogło to wyglądać jak krok wstecz — mniejsze pieniądze, brak gwarancji zatrudnienia, ryzyko — ale to była świadoma decyzja.
K | A: Jak już wiemy, jesteś osobą, która konsekwentnie realizuje swoje cele. Co wydarzyło się dalej?
A: Ten staż otworzył mi oczy na pracę zespołową i skalę projektów. Do tej pory działałam raczej samodzielnie. Tam zobaczyłam, jak wygląda współpraca w dużym zespole i jak tworzy się projekty dla globalnych marek, takich jak Nike czy NASA. Nawet jeśli mój wkład polegał na zaprojektowaniu jednego elementu, to bycie częścią takiego procesu było ogromnym doświadczeniem. Pracowałam w otoczeniu motion designerów, programistów, strategów. To zupełnie inny poziom współpracy i ogromna przestrzeń do nauki.
Niestety, w czasie pandemii COVID-19 agencja straciła część projektów i nie mogła przedłużyć mojego stażu. Wkrótce jednak znalazłam pracę jako junior designer w butikowej agencji w południowym Londynie – liczyła około 15 osób. To ciekawe, bo w Londynie to niewielki zespół, a w Polsce byłaby to już całkiem duża agencja. Po kilku tygodniach wiedziałam jednak, że to nie jest moje miejsce. Zaczęłam szukać dalej i po niespełna pół roku trafiłam do agencji brandingowej z silnym naciskiem na digital – DixonBaxi. Tam przeszłam drogę od juniora do senior designera i pracuję do dziś.
K | A: Czyli trzecia praca w brandingu okazała się tą właściwą. Gratulacje!
Powiedz, czy w pracy zespołowej miałaś momenty zwątpienia? Takie: Boże, co ja tu robię wśród tych wszystkich ekspertów? Czy raczej była to czysta ekscytacja nauką?
A: To, o czym mówicie, to syndrom oszusta. Myślę, że odrobina takiego uczucia jest potrzebna – przypomina nam, że zawsze jest coś do nauczenia się. Niezależnie od poziomu doświadczenia. Dziś jestem seniorką, ale nadal się uczę. Pracuję teraz przy projekcie, w którym ogromną rolę odgrywa animacja. W zespole mamy osoby z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem. To eksperci, od których można czerpać wiedzę garściami. Ostatnio podczas jednego ze spotkań kreatywnych złapałam się na myśli: Jak dobrze jest móc słuchać mądrych ludzi i wciąż się rozwijać.
Rozwój to nie tylko umiejętności projektowe. Od kilku lat świadomie pracuję też nad kompetencjami miękkimi: prezentowaniem projektów, prowadzeniem rozmów z klientami, reagowaniem na trudne sytuacje w zespole. To równie ważne, jak warsztat.
K | A: Zdecydowanie. Otwartość i życzliwość wobec siebie prowadzą dużo dalej niż krytykowanie się na każdym kroku.
Etat czy freelance w branży kreatywnej – najważniejsze różnice
K | A: Wspomniałaś o pracy zespołowej jako jednej z głównych różnic między freelancingiem a etatem w agencji. Czy widzisz jeszcze inne istotne różnice? Wybierz kilka najważniejszych.
A: Na początek warto zaznaczyć, że freelancing wygląda inaczej w Polsce, a inaczej na rynku londyńskim. Rozmawiałyśmy o tym szerzej w podcaście z Weroniką Rafą na naszym kanale Polish Design Scene.
K | A: Zostawimy link do podcastu w opisie, żeby można było łatwo go znaleźć.
A: Super, dziękuję.
Jeśli chodzi o freelancing, to w Polsce najczęściej oznacza on jednoosobową działalność gospodarczą. Jesteśmy „same sobie sterem i okrętem”, szukamy klientów, prowadzimy projekty, zajmujemy się finansami, formalnościami. Wszystko jest na naszych barkach.
Freelancing w Londynie – model kontraktora w agencji
A: W Londynie ten model często wygląda inaczej. Oczywiście są osoby działające dokładnie tak samo, ale bardzo popularny jest tu model kontraktorski. Freelancer dołącza do zespołu agencji kreatywnej na określony czas – zwykle na czas trwania projektu. Pracuje razem z zespołem, ale tylko przez kilka tygodni czy miesięcy.
K | A: Czyli angażujecie się w projekt, a po jego zakończeniu rozstajecie się?
A: Dokładnie.
K | A: To znaczy, że formalnie nie jest stałym pracownikiem, ale poziom zaangażowania ma podobny.
A: Tak, dlatego samo słowo „freelancer” oznacza tu coś trochę innego. Jeśli porównuję etat w agencji z freelancingiem w tym londyńskim modelu, pierwszą różnicą jest bezpieczeństwo. Na etacie mamy większą stabilność – kontraktor może stracić projekt szybciej, niż się spodziewał.
Różnice widać też w codziennych obowiązkach. Freelancerzy rzadziej prezentują projekty klientom. Nawet jeśli pracują przy danym zadaniu, klient zwykle chce rozmawiać z osobami „na stałe” związanymi z agencją. Odpada więc część odpowiedzialności związanej z prowadzeniem relacji czy strategicznym zarządzaniem projektem. Często zatrudnia się freelancerów na poziomie seniora – jako specjalistów do konkretnych zadań. Rzadziej jako design directorów czy osoby, które w pełni prowadzą projekt. Oczywiście takie sytuacje się zdarzają, ale w wielu studiach – u nas również – to rzadkość. Ktoś, kto dopiero dołącza, nie zna jeszcze „DNA” agencji, naszych procesów i sposobu myślenia.
K | A: Tego wewnętrznego kodu, prawda?
A: Dokładnie, dlatego na etacie szybciej zdobywa się doświadczenie managerskie i strategiczne. Freelancer częściej działa zadaniowo – dostaje konkretny zakres i go realizuje. Samo wdrożenie się do nowego zespołu też zajmuje czas.
K | A: Jak wygląda kwestia wynagrodzenia i świadczeń? Czy kontraktor dostaje miesięczną pensję, urlop, płatne zwolnienie?
A: To bardzo ważna różnica. Na etacie mogę zadzwonić i powiedzieć, że jestem chora – i nadal otrzymam wynagrodzenie. Freelancer rozlicza się zwykle w systemie dniówek. Ma ustaloną stawkę dzienną i otrzymuje wynagrodzenie wyłącznie za przepracowane dni.
Z tego względu stawki dzienne są wyższe – rekompensują brak stabilności. Rynek jest zmienny. Można mieć zarezerwowany projekt na dwa miesiące, być „wstępnie wpisaną w grafik” – tu używa się określenia pencilled – a potem projekt zostaje anulowany. Zdarza się, że klient wycofuje się w ostatniej chwili i cały plan się zmienia.
K | A: To musi być stresujące – już nastawiasz się na współpracę, odmawiasz innym, a nagle wszystko się zmienia.
A: Tak, to wymaga dużej elastyczności i odporności psychicznej.
K | A: U nas taki model właściwie nie funkcjonuje. To trochę etat, który nie jest etatem – jesteś zablokowana na kilka miesięcy, rozliczasz się dniówką, ale formalnie pozostajesz freelancerem.
Zarobki freelancera w Londynie – ile można zarobić?
A: Pięknie to podsumowałaś – etat, który nie jest etatem. Jeśli chodzi o stawki, są ogólnodostępne raporty, na przykład publikowane przez Major Players – to agencja rekrutacyjna, która co roku udostępnia dane dotyczące wynagrodzeń w branży kreatywnej w Londynie. Stawki dla senior freelancerów zaczynają się zwykle od około 300 funtów dziennie (brutto). Przy wysokich kompetencjach – zwłaszcza w obszarze animacji – mogą sięgać 400–450 funtów dziennie. Trzeba jednak pamiętać o podatkach, ubezpieczeniu i okresach bez projektu. To nie jest „czysty” dochód.
K | A: Z polskiej perspektywy te kwoty brzmią imponująco, ale trzeba uwzględnić wszystkie koszty i zabezpieczenie na czas bez kontraktu.
A: Dokładnie. Widziałam sytuacje, w których ktoś odrzucił kilka innych propozycji, bo miał już zaplanowany trzymiesięczny projekt, a ten w ostatniej chwili został anulowany. Agencja została bez projektu, freelancer bez pracy. Z tego powodu freelancing w tym modelu bywa bardzo ekscytujący, ale też nieprzewidywalny. To chyba jego największa cecha – wolność połączona z ryzykiem.
K | A: Czy właśnie dlatego zdecydowałaś się na etat? Stabilność była ważniejsza niż ta „ostra krawędź” freelancingu?
A: To bardzo dobre pytanie. Nie chcę zdradzać wszystkich zawodowych planów, ale powiem szczerze – temat freelancingu cały czas gdzieś z tyłu głowy mi towarzyszy. Na ten moment cieszę się z miejsca, w którym jestem i z drogi, którą przeszłam. Mam jednak poczucie, że w modelu, o którym mówimy – tym londyńskim – freelancing naprawdę opłaca się wtedy, gdy jesteśmy na poziomie seniora. Gdy mamy mocne portfolio, najlepiej z projektami dla rozpoznawalnych marek, doświadczenie w dobrych agencjach i udokumentowane osiągnięcia. To daje zupełnie inną pozycję startową.
K | A: Czyli najpierw budujemy fundament, a dopiero potem wskakujemy wyżej.
A: Dokładnie. U nas freelancerów często nazywamy ekspertami. Zapraszamy osoby, które mają już doświadczenie, nie trzeba im wszystkiego tłumaczyć, pracowały przy podobnych projektach i wiemy, że „dowiozą”. Jeśli ktoś raz pozytywnie nas zaskoczył, chętnie wracamy do współpracy. Myślę też, że na etacie łatwiej awansować i zdobywać doświadczenie managerskie. Jeśli ktoś zaczyna jako junior freelancer, trudniej mu później udokumentować kompetencje związane z prowadzeniem zespołu czy zarządzaniem projektem. Gdy zatrudniamy freelancera, nie oczekujemy, że poprowadzi całą prezentację kreatywną dla klienta albo zorganizuje wewnętrzny kickoff czy warsztat strategiczny. To zwykle pozostaje po stronie stałego zespołu.
K | A: Bardzo podoba mi się to określenie – „ekspert”. Ono pokazuje różnicę w postrzeganiu freelancera w Polsce i w Londynie. U nas freelancer bywa traktowany jak osoba od wszystkiego – trochę tu, trochę tam. Nie zawsze jako specjalista najwyższej klasy.
A: Trochę tak to widzę. Oczywiście nie znam już bardzo dobrze realiów polskiego rynku, ale mam wrażenie, że wiele osób chce iść w freelancing bardzo wcześnie. Z jednej strony to świetne – pokazuje ambicję, chęć niezależności i przedsiębiorczość. Z drugiej strony, patrząc na rozwój warsztatu, doświadczenie w dobrej agencji bywa bezcenne. Uczy standardów, procesów, jakości. I to potem można przenieść na własny grunt.
Mit freelancera w branży kreatywnej: wolność czy przedsiębiorczość?
K | A: U nas funkcjonuje trochę mit freelancera – że to czysta kreatywność, wolność, brak struktur, że można siedzieć z laptopem pod palmą i projektować.
A: Czy próbowałyście kiedyś pracować w pełnym słońcu? Z piaskiem wpadającym w klawiaturę? To naprawdę nie jest tak romantyczne, jak na zdjęciach.
K | A: Dokładnie. Ten mit mówi: wolność, brak szefa, tylko projektowanie. Jednak rzeczywistość jest taka, że nagle pojawia się masa zadań, które z projektowaniem mają niewiele wspólnego.
A: Tu dochodzimy do sedna – przedsiębiorczość. Często zakładamy, że zlecenia będą przychodziły same, że wystarczy ogłosić światu: od dziś jestem freelancerem. Tymczasem okazuje się, że ogrom czasu pochłania sprzedaż, marketing, rozmowy z klientami, formalności, faktury, negocjacje. Proporcjonalnie bywa tego więcej niż samego projektowania. Droga freelancera w Polsce to coś zupełnie innego niż londyński model kontraktora. W Polsce to często pełnoprawne prowadzenie mikrofirmy – ze wszystkimi tego konsekwencjami. W Londynie natomiast to bardziej specjalistyczna rola eksperta, który wchodzi do zespołu na określony czas. Każda z tych dróg ma swoje plusy i wyzwania – kluczowe jest to, na jakim etapie kariery się znajdujemy i czego w danym momencie naprawdę potrzebujemy.
K | A: Być może istnieje jakaś forma pomiędzy etatem a freelancingiem – coś mniej popularnego, ale stabilniejszego. Może to właśnie stali kontraktorzy znanych agencji, którzy przez lata budują relacje z zespołami i markami, bo bez tych relacji utrzymanie się wyłącznie z freelancingu nie jest wcale takie proste.
A: Zdecydowanie. Z mojego doświadczenia wynika, że są dwie rzeczy, które naprawdę pomagają freelancerowi odnieść sukces. Po pierwsze – świetne portfolio i solidne doświadczenie. I mówię tu o naprawdę wysokim poziomie. Po drugie – relacje. Znajomości w branży. A najlepiej, gdy jedno idzie w parze z drugim. Dodałabym jeszcze osobowość. Można mieć doskonałe projekty, ale jeśli trudno się z kimś współpracuje, to prędzej czy później to wraca. Branża kreatywna wcale nie jest nieskończona. Gdy zaczynałam, wydawało mi się, że agencji jest bez liku – wystarczy wpisać w Google Maps „creative agency” i pojawia się mnóstwo punktów. Z czasem okazuje się, że to środowisko jest mniejsze, niż się wydaje, a reputacja buduje się bardzo szybko – i równie szybko może zostać podważona.
K | A: Wcale nie jest tak łatwo dostać się do topowych agencji. Często poddajemy się, zanim spróbujemy, a nawet jeśli próbujemy, konkurencja bywa ogromna.
A: To prawda, dlatego praca etatowa w dobrym miejscu może być świetną bazą. Pozwala zdobyć doświadczenie, standardy pracy i – co równie ważne – relacje. Oczywiście da się wystartować samodzielnie bez sieci kontaktów, ale to wymaga ogromnej konsekwencji i pracy u podstaw. To nie jest historia o konfetti i nieustannym workation.
K | A: Czy zauważyłaś jakieś stereotypy dotyczące polskich projektantów w Anglii? Jak jesteśmy postrzegani?
A: Po Brexicie projektantów z Europy jest trochę mniej, ale jeśli chodzi o mocne strony – mamy kilka naprawdę wyraźnych. Przede wszystkim ilustracja. Polska ma silną tradycję ilustratorską i wielu twórców pracujących międzynarodowo. Jeśli w studiu szukamy ilustratora, często myślę o osobach z Polski, bo wiem, że poziom jest wysoki. W polskiej edukacji artystycznej wciąż kładzie się duży nacisk na warsztat i sztukę – sama studiowałam w Polsce, a później zrobiłam magisterkę w Londynie i widzę tę różnicę.
Druga rzecz to projektowanie znaków i precyzja techniczna. Polscy projektanci mają świetne wyczucie detalu, proporcji, konstrukcji logo. Często mamy „oko do piksela” – dbamy o dopracowanie formy. W Wielkiej Brytanii większy nacisk kładzie się na szeroką koncepcję marki, tzw. brand idea. Logo jest efektem procesu, a nie punktem wyjścia. Jeśli chodzi o kompetencje miękkie, tu widać różnice kulturowe. Myślę, że możemy się od Brytyjczyków uczyć większego optymizmu i luzu w komunikacji.
K | A: Polak zawsze znajdzie coś do poprawy.
A: Tak, zawsze może być lepiej. Pamiętam jedno wydarzenie networkingowe, na którym niemal każda rozmowa zaczynała się od narzekania, a przecież branża się rozwija.
K | A: Może to wynika też z edukacji – jesteśmy uczeni dostrzegać błędy i niedoskonałości, ciągle coś poprawiać. Z kolei tam mocniej rozwija się myślenie strategiczne i marketingowe.
A: Dokładnie. W idealnym świecie te dwa podejścia świetnie się uzupełniają – solidny warsztat i szeroka perspektywa.
Polish Design Scene – łączenie środowiska kreatywnego w Polsce i za granicą
K | A: Skąd wziął się pomysł na Polish Design Scene?
A: Ten projekt narodził się około 5 lat temu, w czasie pandemii. Zaczęłam wtedy zastanawiać się, czy kiedyś nie wrócę do Polski i chciałam lepiej zrozumieć, co dzieje się w tamtejszej branży. Z czasem Polish Design Scene przekształciło się w coś większego – platformę inspiracji, rozmów i networkingu. Prowadzimy projekt wspólnie z Palomą i Anią. Organizujemy rozmowy, inicjatywy, dzielimy się wiedzą. Dla mnie to trochę „plac zabaw” – przestrzeń inna niż moja codzienna praca w agencji. To miejsce, w którym możemy łączyć ludzi i budować otwartą kulturę dzielenia się doświadczeniem. Widzę też zmianę pokoleniową. Coraz więcej osób chętnie mówi o swojej pracy, organizuje spotkania, nagrywa podcasty. Odchodzimy od podejścia: to moje triki, nikomu nie zdradzę. Bardzo mnie to cieszy. Chcemy być częścią tej zmiany – inspirować, edukować i tworzyć przestrzeń, w której projektanci mogą się spotykać i rozwijać razem.
K | A: Wspominałyśmy też o Waszym bezpłatnym poradniku dla osób, które szukają pracy i dostają kolejne odmowy. To taki przewodnik: co sprawdzić, co poprawić, zanim wyśle się kolejną aplikację. Gdzie można go znaleźć?
A: To materiał przede wszystkim dla osób, które dopiero wchodzą do branży. Zawiera bardzo konkretne wskazówki i przykłady „przed i po” – pokazujemy, jak zmiana podejścia czy sposobu komunikacji może realnie wpłynąć na odbiór aplikacji. Pomysł na ten przewodnik wyrósł z naszych Portfolio Reviews. Zobaczyłyśmy, jak wiele może zmienić półgodzinna rozmowa. Czasem wystarczy drobna korekta kierunku, by komuś zapaliła się lampka: aha, czyli o to chodzi. Sama pamiętam, jak na początku kariery skorzystałam z takiej konsultacji – to bardzo mi pomogło.
Ostatnio znalazłam na dysku swoje portfolio z 2016 roku. Delikatnie mówiąc, było niedopracowane. Format, układ, sposób prezentacji – wszystko wymagało poprawy. To mi przypomniało, jak wiele rzeczy na początku jest dla nas nieoczywistych. Jak napisać maila? Jak pokazać projekt? Jak opowiedzieć o swojej roli? Dla osoby z dziesięcioletnim doświadczeniem to drobiazgi, ale dla kogoś na starcie – ogromna różnica.
K | A: My też to widzimy. Stworzyłyśmy podręcznik współpracy z klientem z kilkudziesięcioma wzorami wiadomości. Często słyszymy: „To tak można napisać? To nie jest niegrzeczne?” To po prostu stawianie granic i jasna komunikacja.
A: Właśnie. Zmiana perspektywy potrafi wszystko odwrócić. Dla mnie ogromną wartością jest moment, kiedy ktoś wraca po czasie i mówi: „Zaktualizowałam portfolio według Waszych wskazówek” albo „Dostałam pracę”. To pokazuje, że czasem naprawdę niewiele potrzeba, by kogoś zmotywować. Tu wracamy do siły zespołu. W agencji, jeśli mam gorszy dzień, ktoś mnie podniesie na duchu. Innym razem ja mogę wesprzeć kogoś. Tego często brakuje osobom prowadzącym solo biznesy.
K | A: Dlatego tak ważne są społeczności, żeby wiedzieć, że nie jesteśmy w tym same.
A: Dokładnie. Nawet jako freelancer warto szukać mentorów, grup wsparcia, jeździć na wydarzenia branżowe. Wyjść ze swojej bańki i posłuchać innych perspektyw.
Etat czy freelance w branży kreatywnej: jak podjąć decyzję?
K | A: Na koniec – jakie dałabyś rady osobom, które wahają się między etatem a freelancingiem?
A: Najważniejsze: słuchajcie swojej intuicji. Czasem wydaje nam się, że powinnyśmy coś zmienić, bo ktoś inny tak zrobił. Warto jednak zatrzymać się i zapytać siebie: dlaczego naprawdę chcę tej zmiany? Z wiekiem coraz lepiej uczymy się słuchać siebie – i to jest cenna umiejętność.
Jeśli chodzi o szukanie pracy – konsultujcie swoje portfolio. To bezcenne. Nawet dziś, po latach, nadal nad swoim pracuję. Portfolio to żywy organizm. Warto też pamiętać, że podejście do portfolio różni się w Polsce i za granicą. To duży temat i będziemy go jeszcze szerzej omawiać w ramach Polish Design Scene.
K | A: Czy planujecie kolejne portfolio review albo webinary?
A: Tak, mamy takie plany. Działamy po godzinach, więc potrzebujemy trochę czasu, ale w najbliższych miesiącach chcemy wrócić z konsultacjami i materiałami edukacyjnymi.
K | A: Gdzie można Was śledzić?
A: Na ten moment głównie na Instagramie i LinkedIn. Nie mamy jeszcze własnej strony – działamy w social mediach.
K | A: Podlinkujemy wszystkie materiały i miejsca, o których dziś rozmawiałyśmy. Jeśli macie pytania, śmiało piszcie do Agaty – warto korzystać z różnych perspektyw. My nie zajmujemy się rynkiem etatowym, więc dziś miałyśmy prawdziwą ekspertkę w tym temacie.
A: Też bardzo dziękuję za zaproszenie. Świetnie mi się z Wami rozmawiało i trzymam kciuki za Wasz podcast – słucham regularnie.
K | A: Dziękujemy za wszystkie insighty i za obecność. Kończymy tym optymistycznym akcentem – może nieco mniej „polskim” niż zwykle. Do usłyszenia!
A: Do usłyszenia. Cześć!
O podcaście "Dochodowe Studio Graficzne"
W każdym odcinku podcastu czekają na Ciebie wskazówki, jak działać w zrównoważony sposób w biznesie kreatywnym, by czerpać ze swojej pracy maksimum satysfakcji, omijać pułapki w komunikacji z klientami i nie dać się złapać wypaleniu zawodowemu.
Bo jesteśmy przekonane, że zasługujesz na biznes, który daje Ci siłę, byś mogła robić to, co kochasz najbardziej, na markę, która przyciąga wymarzonych klientów i na współprace, które przynoszą Ci autentyczną radość i głębokie poczucie spełnienia.
Oficjalna strona podcastu dla graficzek i web designerek
Oceń nasz podcast na Spotify, Apple Podcasts
Jesteśmy bardzo ciekawe Twoich wrażeń po wysłuchaniu tego odcinka.
Daj nam koniecznie znać, jak Ci się słuchało i w jakiej czynności Ci tym razem towarzyszyłyśmy. Zostaw także ocenę na platformie, na której nas słuchasz, ok? To dla nas bardzo ważne. Jeśli chcesz, abyśmy poruszyły konkretny temat, zgłoś swoją propozycję na stronie podcastu.
Cheers!
Karla i Ania
czytaj dalej
Hello, Girl!
Jesteśmy Karla i Ania, czyli kreatywne duo graficzek i strategów komunikacji.
Od ponad 10 lat wspieramy kobiece biznesy i świadczymy szyte na miarę usługi projektowe. Oferujemy branding, projektujemy grafiki i strony www dla charyzmatycznych, dziewczyńskich biznesów. Wspieranie innych graficzek, naszych sióstr po fachu, to nasze oczko w głowie. Zobacz, co jeszcze możemy Ci zaoferować.
Mailing dla graficzek to nasza perełka
Posłuchaj podcastu dla graficzek
Kurs "Dochodowe Studio Graficzne"
Zobacz produkty dla graficzek
Bezpłatne szkolenie
Jak wycenić projekt graficzny?
Obejrzyj darmowe szkolenie "Jak wycenić pracę graficzną?" i dołącz do nieszablonowej listy biznesowej dla graficzek i webdesignerek, gdzie uczymy, jak prowadzić dochodowe studio graficzne.