...

Legal design jako specjalizacja w projektowaniu | Małgosia Jabłońska-Wawrzyniuk

5 sty 2026 | Podcast, rozwój biznesowy

Czym jest legal design, jak powstają czytelne umowy, i czy Word jeszcze ma sens? Rozmowa z Małgosią Jabłońską-Wawrzyniuk.

posłuchaj odcinka NOWEGO SEZONU #2.15

Legal design: jak znaleźć swoją niszę w projektowaniu graficznym | Rozmowa z Małgosią Jabłońską-Wawrzyniuk

O czym mówimy w tym odcinku

Witamy Cię w kolejnym odcinku drugiego sezonu podcastu Dochodowe Studio Graficzne! W drugim sezonie naszej audycji zaglądamy za kulisy pracy w branży graficznej razem z naszymi gośćmi – rozmawiamy o projektowaniu, prowadzeniu biznesu i realiach codziennej pracy kreatywnej.

W dzisiejszym odcinku rozmawiamy z Małgosią Jabłońską-Wawrzyniuk, projektantką graficzną, która znalazła swoją niszę w legal designie. Zapraszamy do słuchania i czytania: z kubkiem kawy i bez spiny!

Czy dokumenty prawne muszą być nudne i niezrozumiałe? Odkryj niszę, która łączy design i prawo! Sprawdź tutaj umowy dla graficzek w nurcie legal design - trwa przedsprzedaż.

Małgosia dzieli się swoją 7-letnią drogą przebranżowienia z marketingu do projektowania graficznego, pokazując jak interdyscyplinarność może stać się Twoim największym atutem. Dowiesz się, jak projektować dokumenty prawne w Wordzie, dlaczego narzędzie nie definiuje grafika oraz jak zbudować stabilny model biznesowy łączący długie i krótkie projekty. Małgosia udowadnia, że umiejętności komunikacyjne i znajomość zasad projektowych są ważniejsze niż program, w którym pracujesz.

Szukasz więcej inspiracji dla swojego studia graficznego? Sprawdź pozostałe nasze odcinki tutaj.

Zostaw komentarz pod filmem na Youtube lub napisz do nas tutaj:

InstagramLinkedin Ania  - Linkedin Karlahelou@shablon.pl

W ODCINKU WSPOMINAMY:
  1. Type Hype, czyli kanał poświęcony typom osobowości
  2. Tutaj znajdziesz stronę www Małgosi oraz profil na Instagramie.

Do usłyszenia i zobaczenia w kolejnym odcinku!

 

P.S. 👩‍💻 👩🏻‍💻 Dołącz do naszego newslettera dla graficzek i webdesignerek tutaj. Dzięki naszym wskazówkom zaczniesz sprawniej i mądrzej pracować w swoim studio graficznym.

wolisz oglądać?

Zobacz nagranie odcinka na YouTube

Kluczowe momenty tego odcinka

00:00 – Wprowadzenie

03:01 – Czym jest legal design i jak wygląda praca w tej niszy

08:05 – O przebranżowieniu z marketingu do grafiki

14:40 – Umiejętności z poprzednich doświadczeń przydatne w projektowaniu

22:28 – Projektowanie w Wordzie - ograniczenia i możliwości

30:01 – Jak wygląda praca nad dokumentami prawnymi

37:20 – Przyzwyczajenia projektowe w branży prawnej

44:19 – Dlaczego umowy powinny być czytelne i użyteczne

50:57 – Jak znaleźć swoją specjalizację w projektowaniu

57:38 – Podsumowanie i pożegnanie

wolisz czytać?

Zobacz pełen transkrypt odcinka

Legal design: jak znaleźć swoją niszę w projektowaniu graficznym? Rozmowa z Małgosią Jabłońską- Wawrzyniuk

K | A: Cześć, z tej strony Karla i Ania. Witajcie w kolejnym odcinku podcastu Dochodowe Studio Graficzne. W drugim sezonie zaglądamy za kulisy pracy w branży graficznej razem z naszymi gośćmi. Rozmawiamy o projektowaniu, prowadzeniu biznesu i realiach codziennej pracy – bez lukru, za to z dużą dawką szczerości, inspiracji i wsparcia dla graficzek. Dziś jest z nami Małgosia Jabłońska-Wawrzyniuk, projektantka grafiki użytkowej. Małgosia prowadzi Funky Studio i specjalizuje się w projektowaniu związanym z prawem. Przyznamy, że kiedy pierwszy raz się poznałyśmy, byłyśmy naprawdę zaskoczone, jak bardzo interdyscyplinarna może być ta ścieżka. Porozmawiamy o tym, jak wygląda jej praca, czym właściwie jest Legal Design i jak odnaleźć się w świecie prawa, który na pierwszy rzut oka wydaje się dość sztywny i zamknięty na designerskie podejście.

Legal design w projektowaniu graficznym – czym właściwie jest i dlaczego prawo go potrzebuje

M: Cześć.

K | A: Cześć, witamy Cię serdecznie. Na początek powiedz, jak to się stało, że dziś rozmawiamy właśnie z Tobą.

M: Stało się to dość nieoczywiście. Dochodowe Studio Graficzne trafiło na Izę Turczyńską-Buszan, radczynię prawną i liderkę projektu prawnego, z którą współpracuję. Ścieżka była więc pośrednia, nie wprost.

K | A: Zaczęłyśmy od tematu prawnego i nagle okazało się, że w środku jest też temat graficzny.

M: Właśnie. To było dla nas spore zaskoczenie, bo praca graficzki w świecie prawa często wydaje się przestrzenią, w której nie ma pola do manewru. Tymczasem okazało się, że prawo bardzo potrzebuje projektowania. Zainteresowałam się tym dzięki Izie Turczyńskiej-Buszan. Połączyła nas wspólna znajoma z branży HR, która szybko skojarzyła fakty – Iza szukała kogoś, kto projektuje dokumenty w Wordzie. Wtedy na co dzień pracowałam głównie w pakiecie Adobe, ale wcześniej się przebranżowiłam i znałam dobrze pakiet Microsoft Office, więc zaczęłyśmy rozmawiać. Zafascynowało mnie to, jak Iza mówiła o użyteczności dokumentów prawnych i o potrzebie zmiany ich formy. Idea była bardzo spójna z moim podejściem – partnerska, nastawiona na użytkownika.

Projektowanie dokumentów prawnych w Wordzie, czyli legal design w praktyce

M: Legal Design w dużym skrócie polega na przekładaniu języka prawnego na prosty język – nie potoczny, tylko zrozumiały. Chodzi o to, by zadbać o osobę, która podpisuje umowę i nie jest prawnikiem, a więc może nie rozumieć niuansów, takich jak różnica między zwłoką a opóźnieniem. Następnie taki dokument trzeba zaprojektować tak, by był czytelny i użyteczny, więc tu pojawia się moja rola. Część dokumentów – na przykład polityki prywatności czy regulaminy – można zamknąć w PDF-ach, bo rzadko się zmieniają, ale umowy, które mają być edytowalne i dostosowywane przez obie strony, muszą funkcjonować w Wordzie. Moim zadaniem jest więc przełożenie zasad projektowania na możliwości i ograniczenia tego narzędzia.

K | A: To brzmi jak absolutna przyszłość. Między innymi dlatego pracujemy nad umową dla graficzek w duchu Legal Design. O samej idei porozmawiamy jeszcze szerzej z Izą w innym odcinku, a dziś skupiamy się na warstwie projektowej. Wspomniałaś też o przebranżowieniu – co robiłaś zawodowo wcześniej?

M: Zaczynałam w marketingu – tam skończyłam studia magisterskie – ale dość szybko trafiłam do zarządzania projektami.

Przebranżowienie do projektowania graficznego – od marketingu do legal designu

Pracowałam jako koordynatorka wydarzeń i eventów. Bardziej niż same działania interesował mnie proces, dlatego uzupełniłam wykształcenie o podyplomowe studia z zarządzania projektami. Podczas organizacji konferencji zainteresowały mnie systemy identyfikacji wizualnej. To było ponad dwadzieścia lat temu, kiedy dopiero zaczynały się pojawiać. Wtedy raczej zlecało się projekty studiom graficznym, niż tworzyło spójne systemy samodzielnie. Współpracowałam przy jednym z eventów ze studiem, które prowadził mój późniejszy promotor – choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Decyzja o przebranżowieniu była procesem, który trwał siedem lat. Pierwszy rok poświęciłam na przygotowanie z rysunku i malarstwa, żeby dostać się na ASP. Potem były trzy lata studiów, a już na drugim roku zmieniłam pracę, by iść w kierunku projektowania. Po studiach prowadziłam wykłady z psychofizjologii widzenia, był też okres freelansu, a w siódmym roku założyłam studio graficzne. Pięć lat później jestem tutaj.

K | A: To bardzo konsekwentna i przemyślana ścieżka.

M: Dla mnie samej to też było zaskoczenie, bo wcześniej często działałam impulsywnie. Tym razem postanowiłam zrobić wszystko solidnie. Dodatkowo wcześniejsze doświadczenia bardzo pomagają – dzięki nim syndrom oszusta przenosi się gdzie indziej, a nie dotyczy już projektowania.

K | A: Patrząc z dzisiejszej perspektywy – jakie kompetencje z wcześniejszych doświadczeń najbardziej przydają Ci się w pracy projektowej?

M: Zdecydowanie kompetencje komunikacyjne. One były kluczowe przy zakładaniu studia i nadal są fundamentem mojej pracy. Uważam, że to jedna z najważniejszych umiejętności, jakie można rozwijać, niezależnie od specjalizacji.

K | A: Zgadzamy się w stu procentach.

M: To powtarzamy często naszym kursantkom – warsztat jest ważny i oczywiście trzeba go rozwijać, ale to nie on jest najważniejszy. Sam projekt często się nie obroni, zwłaszcza gdy pracujemy dla branż, które na co dzień nie mają kontaktu z projektowaniem. Kluczowa jest umiejętność szybkiego i rzeczowego przekazania całej idei: dlaczego dane rozwiązanie jest lepsze, a nie gorsze. Bardzo pomaga tu znajomość własnego procesu. Do tego dochodzą kompetencje z zarządzania projektami, czyli procesowe podejście. Musiałam nauczyć się, ile realnie zajmuje mi zaprojektowanie systemu identyfikacji, koncepcji znaku czy publikacji. Miałam też to zaplecze organizacyjne – przez ponad dziesięć lat obserwowałam prowadzenie biznesu, więc podstawy już znałam. Wiedza marketingowa również się przewijała, chociażby w podejściu do przebranżowienia, które zaplanowałam w sposób konkretny i realistyczny. Dzięki temu mogłam skupić się na samym projektowaniu, bo wiele rzeczy przychodziło mi naturalnie.

K | A: To, co mówisz, jest jedną z najważniejszych myśli tego odcinka. Mówisz, że nie nazywasz tych kompetencji biznesowymi, ale my uważamy, że warto je tak właśnie określić. Dlaczego od tego uciekasz?

M: Uciekam chyba dlatego, że samo ich wypracowanie zajęło mi sporo czasu. Obserwowałam prowadzenie biznesu i miałam świadomość, jak to działa, ale stworzenie własnego modelu zajęło mi około trzech lat.

K | A: I to jest bardzo ważne – nawet jeśli chcemy układać wszystko po swojemu, to musimy znać ogólne zasady. Potem możemy je dopasować i doszlifować pod siebie.

M: Owszem. Czy wy też się przebranżowiłyście, czy od początku byłyście w projektowaniu?

K | A: Przebranżowiłyśmy się, ale bardzo szybko. Rzuciłyśmy się na głęboką wodę i dopiero w trakcie zdobywałyśmy doświadczenie biznesowe. Z perspektywy czasu wiemy, jak ważne są podstawy organizacyjne i myślenie procesowe.

M: To bardzo widać później w Legal Design – to spojrzenie przyczynowo-skutkowe, logiczne i rzeczowe bardzo się tu sprawdza.

K | A: To pomaga zarówno w prowadzeniu biznesu, jak i w samej specjalizacji.  Powiedz jeszcze – czy zajmujesz się wyłącznie Legal Designem, czy realizujesz też inne projekty w ramach Funky Studio?

Legal design jako stabilny model biznesowy dla projektantki

M: Zajmuję się szeroko pojętym projektowaniem użytkowym. Najczęściej są to systemy identyfikacji wizualnej, czasem rozszerzone o ilustracje czy animacje. To są długie procesy – najkrótsze trwają około miesiąca, a niektóre nawet pół roku. W praktyce oznacza to, że nie zawsze co miesiąc wystawiam fakturę. W skali roku to się wyrównuje, ale ja mam taką osobowość, że brak regularności bardzo mnie stresował. Legal Design okazał się odpowiedzią na tę potrzebę. To krótsze procesy, które domknęły mój model biznesowy. Długie projekty realizuję w tle, a mniejsze – na bieżąco. Dzięki temu mam większy spokój i poczucie bezpieczeństwa.

K | A: To piękne określenie „domknąć model”. Właśnie o to chodzi, żeby układać swoje zasady tak, by dawały stabilność!

M: Dla każdego będzie to wyglądało inaczej. Ja mówię z perspektywy osoby, która ma dzieci, dom i konkretne zobowiązania. Ktoś inny, na innym etapie życia, może pozwolić sobie na większe ryzyko. U mnie ta potrzeba stabilizacji była bardzo silna.

K | A: To pokazuje, jak ważne jest dopasowywanie modelu pracy do aktualnych potrzeb, które przecież zmieniają się wraz z życiem i rozwojem zawodowym.

M: Dokładnie, dlatego zostawiam sobie też przestrzeń na projekty autorskie – one mnie równoważą i dają dużo frajdy, choć wiecznie brakuje mi czasu na aktualizację portfolio.

K | A: Na stronie widziałam Twoje autorskie ilustracje dotyczące miast.

M: Tak. Pochodzę z małego miasta i mam do nich ogromny sentyment. Zaczęło się od zabawy hasłami rymującymi się z nazwami miast. W pandemii potrzebowałam projektu, który mnie wciągnie, więc stworzyłam zestaw ilustracji – po pięć miast z województwa. Jestem już przy jedenastym zestawie, więc docelowo ma ich być osiemdziesiąt.

K | A: Zaprosisz nas na wernisaż.

M: Z przyjemnością.

Czy narzędzie definiuje grafika? Legal design a projektowanie w Wordzie, Canvie i Google Docs

K | A: To bardzo ciekawie kontrastuje z Twoją pracą w Legal Designie, czyli z projektowaniem w Wordzie. Często słyszymy, że osoby pracujące w Canvie, PowerPoincie czy Wordzie mają wątpliwości, czy mogą nazywać się graficzkami. Jak Ty to postrzegasz?

M: Uważam, że graficzkę nie definiuje narzędzie, tylko znajomość warsztatu i zasad projektowych. Oczywiście znajomość programów projektowych jest ważna, ale jeśli potrafimy przełożyć te zasady na możliwości innego narzędzia, to nadal jest projektowanie. Word ma ograniczenia wizualne, ale ma bardzo dobre możliwości edytorskie, szczególnie w pracy z tekstem, a ja i tak jestem minimalistyczna i skupiona na typografii. Jeśli firma pracuje w Wordzie, to będzie pracowała w Wordzie. Nie zrobię dokumentów w InDesignie, jeśli nikt nie będzie w stanie ich otworzyć. Wchodzimy więc w realne środowisko pracy klienta i dbamy o spójność z identyfikacją wizualną. To jest dla mnie naturalne rozszerzenie Legal Designu. Mam świadomość ograniczeń tego narzędzia, ale moim wyzwaniem jest zrobić w nim projekt najlepiej, jak się da. Umowy nie muszą być „wow” i wygrywać konkursów – mają być czytelne, spójne i poprawnie zaprojektowane. Już samo to jest ogromnym krokiem naprzód.

Dzięki temu mogę opowiadać branży prawnej o typografii, składzie i argumentach projektowych, oddzielając osobiste preferencje od merytorycznych podstaw. To jest dla mnie największa wartość dodana – nie samo projektowanie w Wordzie, ale możliwość wniesienia myślenia projektowego tam, gdzie wcześniej go w ogóle nie było.: Tak, to jest tylko narzędzie. Bardzo dobrze, że to zostało podkreślone, bo warstwa użytkowa musi być możliwie prosta. Oczywiście można tworzyć bardzo nieszablonowe, łamiące schematy projekty, ale jeśli później taki dokument w firmie ląduje na półce i nikt z niego nie korzysta, bo się nie sprawdza w praktyce, to cała praca traci sens.

K | A: Owszem. Trzeba mieć świadomość, że z tych dokumentów będą korzystali prawnicy. Dla wielu z nich priorytetem nie jest projektowanie ani estetyka, tylko zupełnie inne kwestie. Tym bardziej zasadne jest wejście w ten świat i choć częściowe „sprzedanie” naszego punktu widzenia — wyjaśnienie, dlaczego coś wygląda tak, a nie inaczej. Decyzje projektowe zawsze są poparte konkretnymi argumentami i to właśnie jest kluczowe.

Mówimy tu o prawnikach, ale w praktyce te zasady mają zastosowanie w niemal każdym dziale, w każdej firmie, która nie jest ultranowoczesnym startupem Gen Z. Te programy pojawiają się przy pisaniu ofert, w dokumentach wewnętrznych, formularzach. Firmy pracują na oprogramowaniu, które musimy znać i z którego musimy korzystać — niezależnie od tego, czy nam się to podoba i czy postrzegamy się jako „super grafika”, czy nie.

M: Zresztą nawet teraz wspólnie pracujemy nad umową w Google Docs, gdzie — jak wiecie — ograniczenia są jeszcze większe. Mimo to da się wprowadzić rozwiązania funkcjonalne. W Wordzie można na przykład tworzyć style akapitowe czy style tabel, co bardzo ułatwia późniejszą pracę prawnikom, którzy nie muszą znać zasad projektowych. Dokument można zaprojektować tak, że użytkownik po prostu klika i wszystko formatuje się poprawnie. Ku mojemu zaskoczeniu — da się tam zrobić całkiem sporo.

K | A: Właśnie. Czyli nie można dyskredytować narzędzi ani patrzeć na siebie wyłącznie przez ich pryzmat. Cieszę się, że to mówisz — masz duże doświadczenie i udokumentowane kompetencje, więc być może to przekona słuchaczki, które zmagają się z myślą, że „to tylko Canva” czy inne narzędzie. To nie jest o narzędziu, tylko o umiejętnościach projektowych — w dowolnym środowisku.

M: Bardzo polecam interdyscyplinarność — oczywiście na tyle, w jakim stopniu to możliwe. Poszerza ona perspektywę. Byłam „po drugiej stronie”, więc dla mnie oczywiste było, że firmy pracują na konkretnych programach i to jest fakt niepodważalny. Przestałam się z tym boksować i zaczęłam patrzeć na możliwości, a nie na własne projektowe preferencje. Chodzi o zmianę podejścia do tworzenia dokumentów prawnych — takich, które są przystępne, które można świadomie podpisać i które budują partnerską współpracę. Wartość dodana jest tu znacznie większa niż sam fakt, w jakim programie dokument został zaprojektowany.

K | A: A czy korzystasz jeszcze z innych narzędzi przy pracy nad Legal Designem?

M: Tak. Część dokumentów bywa zamknięta w PDF-ach, więc projektuję je w InDesignie. Schematy, osie czasu — często obecne w umowach czy OWS-ach — przygotowuję w Illustratorze. Jeśli dokument ma być edytowalny w Wordzie, staram się maksymalnie wykorzystać jego możliwości, głównie poprzez tabele, które pozwalają strukturalnie budować procesy i elementy graficzne wspierające treść. Na przykład w naszej umowie wyraźnie pokazane jest, z czego wynika wycena — nie tylko z projektu, ale również z praw autorskich — i to jest podbite także wizualnie. Często projektuję layout w Illustratorze lub InDesignie, a potem przenoszę go do Worda, który ma zupełnie inne wartości użytkowe. To może brzmieć paradoksalnie, ale taka hybryda jest zwykle szybsza i efektywniejsza niż zaczynanie od zera w Wordzie.

K | A: To trochę jak wdrażanie strony internetowej bez projektu — „na oko”. To nigdy się nie udaje.

M: Owszem. Nawet „proste” rozwiązania wymagają projektu.

Typografia i czytelność w dokumentach prawnych 

K | A: Finalnie filtrujesz więc te narzędzia i przygotowujesz dokument w taki sposób, aby docelowy użytkownik — bez wiedzy projektowej i bez pasji do designu — nie był w stanie go zepsuć.

M: Tak. Choć prowadzimy też szkolenia. Początkowo próbowałam schodzić bardzo głęboko w szczegóły, ale szybko zrozumiałam realne potrzeby i możliwości branży. Co ciekawe, prawnicy mają swoje przyzwyczajenia projektowe — często wyniesione już ze studiów — które bywają nieczytelne i zaburzają hierarchię tekstu. Praca z przyzwyczajeniami jest najtrudniejsza. Dla przykładu: definicje w umowach są często jednocześnie pogrubione, zapisane wersalikami, w cudzysłowie i w nawiasie. Tymczasem definicja powinna mieć niższą hierarchię niż tekst główny. Podobnie jest z justowaniem — bardzo popularnym w branży, a zupełnie nieczytelnym przy dłuższych tekstach czy numeracji ciągłej. Lepsze jest wyrównanie do lewej, które nie męczy wzroku. Są też przywiązania do konkretnych fontów, jak Garamond, nawet jeśli nie występują one w identyfikacji wizualnej danej marki. Te nawyki często trzeba odczarować, bo z punktu widzenia czytelności i użyteczności są po prostu do zmiany.

K | A: To pokazuje, że wszystkie elementy komunikacji wizualnej w firmie powinny trzymać jeden poziom. Jeśli ustalamy konkretny krój pisma, to powinien on obowiązywać we wszystkich dokumentach — niezależnie od tego, czy to umowa, czy regulamin, który aktualizuje się raz na kilka lat.

M: Właśnie. Ludzie często nie przywiązują do tego odpowiedniej wagi, a przecież konsekwencja jest kluczowa — nie tylko w komunikacji zewnętrznej, ale również wewnątrz firmy. Identyfikacja wizualna po coś powstaje: po to, żeby nie zastanawiać się za każdym razem nad rozwiązaniami, bo one już są zaprojektowane i poprawne. Wystarczy korzystać z nich konsekwentnie.

K | A: To są w gruncie rzeczy dwa różne światy. Komunikacja zewnętrzna jest oficjalna, skierowana do klienta, więc nacisk na jej jakość jest większy. Firmy często współpracują tu z zewnętrznymi projektantami, którzy przygotowują identyfikację. Problem polega na tym, że proces często kończy się właśnie na komunikacji zewnętrznej, a komunikacja wewnętrzna powinna być jej naturalnym przedłużeniem.

M: Dokładnie — chodzi o wyrobienie nawyku. Zauważyłam też, że w komunikacji zewnętrznej niektóre dokumenty uznaje się za „warte” spójności z identyfikacją, a inne już nie, co samo w sobie jest dość ciekawym zjawiskiem.

K | A: Mamy tu dwie obserwacje. Po pierwsze, wiele osób spoza świata projektowego — a czasem nawet z naszego środowiska — ma przekonanie, że Times New Roman czy Garamond nadają dokumentowi jakąś „moc prawną” - że jeśli umowa jest napisana szeryfowym fontem, to automatycznie wygląda poważnie i mądrze.

M: Fonty mają swoje DNA, natomiast identyfikacja wizualna powinna być nadrzędna.

Projektowanie umów w duchu legal design: czytelność, transparentność i partnerska

K | A: Tu pojawia się kwestia hierarchii ważności. Druga obserwacja jest taka, że my — jako graficzki — same często nie dbamy o wizualną jakość dokumentów, które podpisujemy z klientami. Rzadko widuję umowy przygotowane w sposób spójny i przemyślany.

M: Ignorujemy ten aspekt, a przecież umowa jest na samym początku współpracy i bardzo często stanowi pierwszą wizytówkę — jeszcze zanim klient zobaczy portfolio czy stronę internetową. Tymczasem umowy bywają robione „z przypadku”, po macoszemu. Warto też obalić stereotyp, że umowa jest „na czas wojny”. Dobrze zaprojektowana umowa jest narzędziem na czas pokoju. My piszemy je w pierwszej i drugiej osobie: ja odpowiadam za to, ty odpowiadasz za tamto, tak się umawiamy, tak się rozliczamy. To bardzo przełamuje barierę, a jednocześnie zwiększa poczucie odpowiedzialności i transparentności. Właśnie ta transparentność przyciągnęła nas do idei legal designu. Często rozmowy wstępne z klientkami są bardzo konkretne: ustalamy zakres, czas i wynagrodzenie. Umowa ma to wszystko odzwierciedlać. Problem pojawia się później — w trakcie współpracy — gdy klienci po prostu zapominają, na co się umówili. Jeśli umowa jest nieczytelna, trudno znaleźć w niej informacje o terminach czy płatnościach, co prowadzi do zupełnie niepotrzebnych zgrzytów komunikacyjnych. To nie wynika ze złej woli — raczej z ludzkiej natury i długich procesów, w których szczegóły po prostu się rozjeżdżają. Zakładamy dobre intencje, ale właśnie dlatego tak ważne jest, aby umowa była czytelna i łatwa w użyciu. Szczególnie przy długotrwałych współpracach. Projektuję umowy tak, aby dobrze się je czytało już za pierwszym razem, a kluczowe elementy były wyraźnie wyeksponowane. Na szkoleniach żartuję nawet, że czytanie umów to moja ulubiona literatura wieczorna — ale sens jest taki, żeby do tej umowy dało się wracać i szybko znaleźć potrzebne informacje.

K | A: To nie jest dokument, który się drukuje, podpisuje i chowa do segregatora. To umowa, którą można mieć pod ręką, wracać do niej w trakcie procesu i sprawdzać, co dzieje się na danym etapie współpracy. W każdej branży można wyróżnić inne elementy. Czasem na pierwszej stronie pojawia się graficzne podsumowanie procesu, czasem dzielę treść na małe, „zjadliwe” fragmenty i wspieram je obrazem. Chodzi o to, aby wzrokowo było od razu widać, co jest ważne i gdzie czego szukać.

Ludzie czytają, ale nie pamiętają albo często w ogóle nie czytają — po rozmowie i ustaleniach umowa staje się dla wielu osób czymś zupełnie nie do przejścia.

M: Tak, to też bardzo często się zdarza. Zdecydowanie. Jestem świadoma, że można tego nie czytać. Sama zawsze czytałam umowy, ale szczerze mówiąc, musiałam sobie realnie zarezerwować w kalendarzu pół dnia, żeby się skupić, odciąć od innych spraw i po prostu spokojnie je przeczytać.

K | A: Ten klasyczny język prawny jest bardzo skomplikowany, zwłaszcza jeśli nie mamy z nim styczności na co dzień. Wystarczy spróbować przeczytać regulamin sklepu internetowego, kiedy chcemy się dowiedzieć, jak dokonać zwrotu. Szukamy adresu, formularza, konkretnej informacji — a zdarza się, że spędzamy dobrą godzinę, żeby się do tego dokopać.

M: Mamy jednak nadzieję na dużą zmianę — i ona już się dzieje. To jest bardzo przyjemne zderzenie z branżą prawną. Osobiście czuję się w niej dobrze, daje mi poczucie bezpieczeństwa. Szczególnie że w naszej pracy bardzo często dotykamy praw autorskich. Fajnie jest podpisywać umowy, mając świadomość, że domyślnie prawa autorskie przysługują twórcy. Oczywiście istnieją tu różne rozwiązania, ale jeśli je przekazujemy, to wyceniajmy je i podpisujmy umowy jasno oraz klarownie — bo naprawdę warto.

K | A: Tak, dokładnie. O samych aspektach prawnych i o języku będziemy jeszcze rozmawiać z Izą, więc zostawmy jej przestrzeń, żeby mogła w tej dziedzinie zabłysnąć.

M: Na pewno będzie miała dużo do powiedzenia i świetnie o tym opowie.

K | A: Widać, jak bardzo Cię to angażuje — jeśli możemy użyć takiego słowa — że nie chodzi wyłącznie o aspekt projektowy, ale o to, że realnie przyczyniasz się do zmiany w wielu środowiskach. Legal design jest punktem wyjścia, ale Twoja praca dotyka bardzo różnych branż i sprawdza się w wielu obszarach. To musi być ogromnie satysfakcjonujące.

M: Tak, zdecydowanie. Oczywiście mam swoje projektowe preferencje, ale tutaj skala oddziaływania jest zupełnie inna. Cały czas pracujemy na dokumentach prawnych — w zależności od projektu to może być jedna umowa, pakiet dokumentów albo większy zestaw. Zawsze proszę, aby po stronie klienta był zaangażowany projektant lub dział graficzny, jeśli taki istnieje. To bardzo pomaga, bo mówimy tym samym językiem, a ta osoba może dodatkowo wesprzeć proces od środka organizacji. Często też projektuje inne elementy, dba o spójność dokumentów ze stroną internetową czy identyfikacją wizualną.

K | A: Właśnie. Albo wychwytuje, że czegoś po prostu brakuje.

M: Dlatego przy większych strukturach bardzo warto, żeby dział graficzny był włączony w ten proces. Najczęściej są prawnicy i osoby zarządzające projektem, ale ta trzecia perspektywa jest niezwykle cenna.

K | A: Tak, żeby czuwać nad spójnością i poprawnością po stronie firmy.  Czy możemy zaryzykować stwierdzenie, że cieszysz się ze swojej specjalizacji w legal designie?

M: Tak, zdecydowanie. Cieszę się na wielu poziomach. Z samej idei, z powrotu interdyscyplinarności w mojej pracy, z partnerskiej współpracy — również z Izą, z którą współpraca jest bardzo przejrzysta i klarowna. Cieszę się też z tego, że ten model biznesowy jest po prostu dopięty. To daje ogromny komfort.

K | A: Czy w takim razie mogłabyś coś podpowiedzieć osobom, które szukają swojej nieoczywistej specjalizacji?

M: Myślę, że warto zacząć od siebie. Specjalizacja jest bardzo mocno związana z osobowością. Poznanie swoich zasobów i ograniczeń bardzo precyzuje to, co możemy robić. Polecam narzędzia związane z typami osobowości, na przykład testy MBTI. Warto też doświadczać i sprawdzać, co działa. Dopiero w praktyce możemy się dowiedzieć, czy coś jest dla nas. Dla każdego typu osobowości istnieje jakaś droga. Świat jest dziś mocno nastawiony na ekstrawertyków, inicjatorów — takich jak Iza, która stworzyła i rozwija ideę legal designu. Ja jestem bardziej introwertyczna, ale potrafię wykorzystywać okazje płynące z otoczenia. I to też jest w porządku.

K | A: Owszem. Specjalizacja, studio, model biznesowy — wszystko można ułożyć na wiele sposobów.

M: Warto mieć oczy i uszy otwarte i nie rzucać sobie kłód pod nogi. Czasem coś przychodzi z zewnątrz — i warto to przynajmniej sprawdzić — a jeśli nie pasuje, to bez żalu się z tym pożegnać. Każdy ma swoją słuszną drogę.

K | A: Tu ważny jest dystans. Do biznesu i do siebie. Nie warto postrzegać siebie wyłącznie przez pryzmat wyników firmy.

M: Właśnie. Trzeba to zbalansować — wiedzieć, co odpuścić, a co rozwijać. Różnymi drogami można dojść do dochodowego studia graficznego. Najważniejsze, żeby było to zgodne z nami. Przebranżowienie to nie koniec drogi. Warto rozłożyć energię na dłuższy czas, szczególnie jeśli planujemy własną działalność. Ta praca potrafi wciągnąć, ale trzeba pamiętać też o życiu poza nią.

K | A: Na koniec zapytamy: gdzie możemy Cię znaleźć?

M: Najczęściej na Instagramie — na koncie Funky Studio, dokładnie: sześć razy F. Biel jest podstawą mojej identyfikacji, a ta nazwa po prostu mnie bawi.

K | A: Zostawimy link w opisie odcinka. Koniecznie zajrzyjcie też na plakaty, o których Małgosia opowiadała — są świetne. Czekamy na kolejne miasta.

Bardzo dziękujemy Ci za rozmowę. Myślę, że była ona niezwykle wartościowa dla wszystkich tych, którzy nieśmiało rozważają przebranżowienie albo są już w jego trakcie. Ta rozmowa może być takim światełkiem w tunelu — że będzie dobrze, jeszcze tylko chwila, jeszcze trochę i uda się wyjść na drugą stronę. Bardzo ciekawe i momentami niespodziewane wątki dotyczące legal designu. Tymczasem żegnamy się z Wami i jeszcze raz bardzo dziękujemy Małgosiu, było super. Jesteśmy wzbogacone.

M: Dzięki. To był mój pierwszy raz i naprawdę bardzo fajnie się rozmawiało.

K | A: Bardzo się cieszymy. Dzięki.

M: Wielkie dzięki. Do usłyszenia!

O podcaście "Dochodowe Studio Graficzne"

W każdym odcinku podcastu czekają na Ciebie wskazówki, jak działać w zrównoważony sposób w biznesie kreatywnym, by czerpać ze swojej pracy maksimum satysfakcji, omijać pułapki w komunikacji z klientami i nie dać się złapać wypaleniu zawodowemu.

Bo jesteśmy przekonane, że zasługujesz na biznes, który daje Ci siłę, byś mogła robić to, co kochasz najbardziej, na markę, która przyciąga wymarzonych klientów i na współprace, które przynoszą Ci autentyczną radość i głębokie poczucie spełnienia.

Oficjalna strona podcastu dla graficzek i web designerek

Oceń nasz podcast na Spotify, Apple Podcasts

projektowanie legal design
identyfikacja wizualna co to paleta kolorów

Jesteśmy bardzo ciekawe Twoich wrażeń po wysłuchaniu tego odcinka.

Daj nam koniecznie znać, jak Ci się słuchało i w jakiej czynności Ci tym razem towarzyszyłyśmy. Zostaw także ocenę na platformie, na której nas słuchasz, ok? To dla nas bardzo ważne. Jeśli chcesz, abyśmy poruszyły konkretny temat, zgłoś swoją propozycję na stronie podcastu. 

Cheers!
Karla i Ania

zabierz się do pracy

pobierz materiały

Bezpłatne SZKOLENIE

Obejrzyj szkolenie o sposobach wyceniania i dołącz do listy biznesowej dla graficzek i webdesignerek, gdzie uczymy, jak prowadzić dochodowe studio graficzne.

Hello, Girl!

Jesteśmy Karla i Ania, czyli kreatywne duo graficzek i strategów komunikacji.

Od ponad 10 lat wspieramy kobiece biznesy i świadczymy szyte na miarę usługi projektowe. Oferujemy branding, projektujemy grafiki i strony www dla charyzmatycznych, dziewczyńskich biznesów. Wspieranie innych graficzek, naszych sióstr po fachu, to nasze oczko w głowie. Zobacz, co jeszcze możemy Ci zaoferować.

Posłuchaj podcastu dla graficzek podcast dla grafików

Kurs "Dochodowe Studio Graficzne"dochodowe studio graficzne kurs

Zobacz produkty dla graficzek produkty dla graficzek

Bezpłatne szkolenie

Jak wycenić projekt graficzny?

Obejrzyj darmowe szkolenie "Jak wycenić pracę graficzną?" i dołącz do nieszablonowej listy biznesowej dla graficzek i webdesignerek, gdzie uczymy, jak prowadzić dochodowe studio graficzne.