...

Edukacja, społeczność i kompetencje przyszłości | podcast #2.13 z Design Practice

19 lis 2025 | Podcast, selfcare

Jak rozwijać kompetencje projektanta graficznego, które umiejętności są dziś kluczowe w branży kreatywnej i jak wygląda praca edukatorek od środka?

posłuchaj odcinka NOWEGO SEZONU #2.13

Najważniejsze kompetencje projektanta graficznego dziś i jutro. Rozmowa z Agą i Pauliną z Design Practice

O czym mówimy w tym odcinku

Witamy Cię w kolejnym odcinku drugiego sezonu podcastu Dochodowe Studio Graficzne! W drugim sezonie naszej audycji zaglądamy za kulisy pracy w branży graficznej razem z naszymi gośćmi – rozmawiamy o projektowaniu, prowadzeniu biznesu i realiach codziennej pracy kreatywnej.

W dzisiejszym odcinku podcastu rozmawiamy z Agą Naplochą i Pauliną Kacprzak, założycielkami Design Practice - polskiej platformy edukacyjnej oferującej kursy online i inne materiały szkoleniowe związane z projektowaniem, w szczególności w obszarach UX/UI, web designu, projektowania produktów cyfrowych i brandingu.

Zapraszamy do słuchania i czytania: z kubkiem kawy i bez spiny!

Z tego odcinka dowiesz się, jak rozwijać kompetencje projektanta graficznego, które umiejętności są dziś kluczowe w branży kreatywnej i jak wygląda praca edukatorek od środka. Dziewczyny odsłaniają kulisy budowania społeczności projektantów i tworzenia wartościowych kursów. Rozmawiamy też o tym, jak zmieniają się potrzeby edukacyjne w dobie AI i krótkich formatów.

Zostaw komentarz pod filmem na Youtube lub napisz do nas tutaj:

InstagramLinkedin Ania  - Linkedin Karlahelou@shablon.pl

W ODCINKU WSPOMINAMY:
  1. Strona www Design Practice
  2. Podcast Design Practice
  3. Konferencja online Festiwal Fuckupów Design Practice
  4. Wystąpienie Daniela Mizielińskiego "Czego dowiedziałem się o edukacji projektowej po 11 latach uczenia na ASP"

Do usłyszenia i zobaczenia w kolejnym odcinku!

wolisz oglądać?

Zobacz nagranie odcinka na YouTube

Kluczowe momenty tego odcinka

00:00 – Wprowadzenie

01:41 – Historia powstania Design Practice

05:01 – Wejście na rynek kursowy - strategia i unikalna wartość

08:19 – Ścieżka kariery Agi i Pauliny - projektowanie i organizacja

12:10 – Czego brakuje w edukacji graficznej i projektowej?

15:59 – Edukacja formalna vs kursy online - różne drogi do sukcesu

21:55 – Kluczowe kompetencje projektanta w 2025 roku

31:41 – Wyzwania w zarządzaniu rosnącym biznesem edukacyjnym

36:01 – Jak zmieniła się rola edukatora w świecie krótkich formatów?

42:19 – Kreatywność w dobie AI - nowe wyzwania

47:51 – Równowaga między dostępnością a głębią przekazywanej wiedzy

54:55 – Przyszłość Design Practice

wolisz czytać?

Zobacz pełen transkrypt odcinka

Najważniejsze kompetencje projektanta graficznego dziś i jutro — Design Practice od kuchni | Rozmowa z Agą i Pauliną

K | A: Dzień dobry, cześć, witamy was bardzo serdecznie w kolejnym odcinku podcastu Dochodowe Studio Graficzne. Z tej strony Karla i Ania. W dzisiejszym odcinku mamy wyjątkowych gości — dołączają do nas dwie fantastyczne dziewczyny: Paulina Kacprzak i Aga Naplocha, czyli założycielki Design Practice. Myślę, że nie trzeba Was szeroko przedstawiać. Być może ktoś, kto nie śledzi branży projektowej, nie miał jeszcze okazji Was poznać, ale dla większości słuchaczy Wasza obecność jest oczywista. Dziś rozmawiamy z osobami znanymi, cenionymi i obecnymi w wielu przestrzeniach związanych z designem. W tym odcinku zajrzymy za kulisy tworzenia miejsca, które wspiera projektantki i projektantów w rozwoju. Porozmawiamy o edukacji graficznej w Polsce, o doborze prowadzących oraz o wyzwaniach, które pojawiają się w pracy z osobami twórczymi. Będziemy też mówić o tym, czym jest rozwój w branży kreatywnej i jak wygląda rola edukatorki we współczesnym świecie projektowania. Jeśli interesuje Was przyszłość designu, edukacji oraz świadome budowanie kompetencji, ten odcinek na pewno będzie dla Was ciekawy.

Jak powstało Design Practice, czyli początki współpracy Agi i Pauliny

K | A: Dziewczyny, zacznijmy od pytania, które pojawia się w pierwszej kolejności: jak doszło do tego, że zdecydowałyście się wspólnie założyć Design Practice?

P: To rzeczywiście pytanie o nasze początki. Poznałyśmy się w 2016 roku podczas wystąpienia, na którym opowiadałam o konferencji Element Talks, którą wtedy organizowałam. Po prelekcji Aga podeszła do mnie, podzieliła się swoim Twitterem. Zaczęłam ją obserwować i pomyślałam, że robi naprawdę ciekawe rzeczy. Później trafiłam na warsztaty z kodowania prowadzone przez Agę. Tak zaczęłyśmy się poznawać, a z czasem także współpracować. Aga prowadziła warsztaty na mojej konferencji, ja brałam udział w jej zajęciach. W 2018 roku zorganizowałyśmy wspólnie konferencję o UX — Element UX Talks w Poznaniu. W 2020 roku, kiedy zaczęła się pandemia, byłyśmy w trakcie przygotowań do drugiej edycji. Wiadomo, jak wtedy wyglądała sytuacja, więc zdecydowałyśmy się zrobić konferencję online. Powstało wówczas nasze wspólne „collabo”: połączenie marki osobistej Agi oraz Element Talks, które organizowałam. To wydarzenie wyszło bardzo dobrze. Z czasem zaczęłyśmy organizować coraz więcej konferencji online. W pewnym momencie doszłyśmy do wniosku, że skoro współpraca układa się tak dobrze i realizujemy coraz więcej projektów, warto stworzyć wspólną markę. I tak podjęłyśmy decyzję, by działać dalej już pod jednym szyldem.

K | A: Super. Kiedy właściwie zapadła ta decyzja? Ile lat temu to było?

A: Myślę, że to był 2022 rok, czyli 3 lata temu.

K | A: OK, czyli wtedy ogłosiłyście swoją współpracę? Czy założyłyście spółkę?

A: To rzeczywiście dwa różne momenty. Jeśli chodzi o samo ogłoszenie, że tworzymy razem Design Practice, to był grudzień 2022 roku. Tak to zapamiętałam.

K | A: A ponieważ mamy teraz rok 2025, to faktycznie wskazuje, że był to 2022. 

A: Pamiętam ten moment. Można to zresztą łatwo sprawdzić, bo ogłaszałyśmy to na naszych prywatnych profilach na Facebooku. Reakcje były takie, że „przecież i tak od lat coś razem robiłyście”, a my po prostu zdecydowałyśmy się działać pod wspólnym szyldem.

Wejście na rynek kursów online i moment decyzji o wspólnej marce

K | A: Wtedy to stało się oficjalne. Rok 2022 to był czas tuż po pandemii, a jednocześnie moment, w którym rynek kursów naprawdę się rozwinął — pojawiło się mnóstwo nowych ofert, praktycznie na każdy możliwy temat. Z naszej perspektywy Wasza decyzja była dość odważna. Czy nie obawiałyście się wejścia właśnie w ten obszar? Co uznałyście za Wasz unikalny wkład? Czy widziałyście jakąś przewagę, czy po prostu chciałyście działać razem bez zastanawiania się nad rynkowymi trendami? Czy chodziło przede wszystkim o to, że chciałyście wspólnie tworzyć projekty?

A: Naszym zdaniem brakowało kursu, który oferowałby naprawdę kompleksowe doświadczenie i wiedzę, która realnie odpowiada na potrzeby rynku. Oczywiście, tak jak wspomniałyście, już wtedy istniało wiele kursów dotyczących projektowania digitalowego, Figmy i podobnych narzędzi. My jednak nie tylko lubimy projektować doświadczenia edukacyjne, ale też aktywnie z nich korzystać, więc uważnie obserwowałyśmy, co pojawia się na rynku, co jest wartościowe, a czego nam brakuje. Czułyśmy, że możemy zagospodarować pewną niszę — odpowiedzieć na te potrzeby i jednocześnie naprawić niedoskonałości, które widziałyśmy w innych produktach. W efekcie stworzyłyśmy naszą autorską propozycję, wynikającą z dotychczasowych doświadczeń. Co ciekawe, w momencie gdy uruchamiałyśmy przedsprzedaż pierwszego kursu, pod koniec 2022 roku, mimo dużej liczby dostępnych produktów edukacyjnych, w Polsce wciąż było stosunkowo niewiele podmiotów, które profesjonalnie przygotowywały i produkowały kursy. Mam wrażenie, że dzisiaj sytuacja wygląda inaczej. Gdyby ktoś chciał wejść na rynek ze swoim kursem online, miałby zdecydowanie trudniejsze zadanie — rynek jest mocno nasycony, pojawia się wielu nowych twórców i twórczyń. My natomiast trafiłyśmy jeszcze na ten ostatni moment, w którym edukacja online bardzo dynamicznie rosła. Na nasz sukces złożyło się oczywiście wiele czynników, ale jeśli spojrzeć wyłącznie biznesowo na wyniki sprzedaży, to niewątpliwie były to „złote czasy” kursów online — co potwierdzają również rozmowy z innymi osobami prowadzącymi podobne projekty edukacyjne.

​​Rozwój społeczności i doświadczeń edukacyjnych w Design Practice

P: To, co również warto dodać, to fakt, że nie zaczynałyśmy całkowicie od zera. Tak jak wspominałam, już wcześniej organizowałyśmy wspólnie konferencję online. Aga była bardzo aktywna, tworzyła e-booka, prowadziła warsztaty. Ja przez lata zajmowałam się organizacją dużych konferencji. Dzięki temu miałyśmy już zbudowaną społeczność. W naszej bazie znajdowały się osoby, które znały nasze działania, ufały nam i wiedziały, jakiej jakości mogą się spodziewać. Myślę, że to również odegrało znaczącą rolę.

K | A: Czyli informacja o jakości, solidności i profesjonalizmie, którą wynikała z Waszych marek osobistych, pozwoliła zbudować kolejny element łączący dotychczasowe działania. Mamy jeszcze jedno pytanie, które wybrzmiało między wierszami: Agato, z tego co pamiętamy, zanim stałaś się częścią Design Practice, byłaś aktywną projektantką. A Paulina, Ty również jesteś projektantką? Czy nadal prowadzicie własne projekty projektowe? 

Macie w ogóle czas na projektowanie dla siebie, czy część edukacyjna i prowadzenie projektów edukacyjnych zajęły już tyle uwagi, że własne projekty zeszły na dalszy plan?

P: Każda z nas ma nieco inną sytuację. Ja ukończyłam projektowanie graficzne na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu i jestem projektantką, ale w moim przypadku współprace projektowe przeplatają się z działaniami organizacyjnymi, które są dla mnie priorytetem. Już na studiach zaczęłam organizować konferencje, więc łączyłam je z pracą freelancerską dla klientów. Teraz jednak nie mam już na to czasu i jestem w pełni zaangażowana w Design Practice, a u Agi wygląda to nieco inaczej.

A: U mnie jest inaczej, ponieważ nadal jestem czynną projektantką. Faktycznie zajmuję się projektowaniem, co bardzo cenię, ponieważ daje mi bezpośrednie doświadczenie, można powiedzieć, że to takie “hands-on experience” i pozwala lepiej rozumieć obszary, które poruszamy w Design Practice. To doświadczenie wykorzystuję przy projektowaniu kursów i planowaniu, co może być ważne na rynku. Nie ukrywam jednak, że jest to wyzwanie, bo Design Practice mogłoby wypełniać 100% mojego czasu, a nawet więcej, bo jak każda osoba prowadząca własny biznes, wiecie, że zawsze jest coś do zrobienia. Z drugiej strony cenię sobie różnorodność zajęć i perspektyw, więc możliwość projektowania równolegle daje mi poczucie ciągłego ruchu i pozwala działać w kilku obszarach jednocześnie. 

K | A: Myślimy, że chodzi również o to przeplatanie różnych aspektów pracy i możliwość wprowadzania zmian.

P: To, czym się zajmujemy, również można traktować jako projektowanie. Od momentu, gdy zaczęłam angażować się w działania organizacyjne, zauważyłam, że projektowanie to nie tylko przesuwanie pikseli w Figmie. Przede wszystkim chodzi o projektowanie doświadczeń. To właśnie ten aspekt najbardziej mnie fascynuje, dlatego zdecydowałam się iść w tym kierunku. Patrzę na to trochę z perspektywy z lotu ptaka: jak możemy zadbać o naszych klientów od pierwszego kontaktu z marką, poprzez materiały edukacyjne, aż po cały proces, który stale ewoluuje. Społeczność cały czas żyje, więc to doświadczenie jest wyjątkowo satysfakcjonujące.

K | A: Tak, dokładnie. Widać, że uczestnicy wracają i korzystają z kolejnych inicjatyw, co pokazuje, że nasze działania mają sens. Projektowanie produktów i doświadczeń w Design Practice odbywa się w stałym kontakcie z uczestnikami, z informacją zwrotną. To nie są jednorazowe przygody — kto raz dołączy do Design Practice, ma możliwość wyboru różnych ścieżek rozwoju, a często korzysta z wielu z nich. Znamy takie osoby — ostatnio podczas konferencji przytoczono przykład uczestnika, który dołączył do pierwszego Waszego kursu, potem do kolejnych. Kiedy już zaangażuje się w inicjatywy, pozostaje na dłużej — co jest dobre zarówno dla was, jak i dla niego.

Rozwój odbywa się więc na różnych frontach. A jeśli chodzi o projektowanie inicjatyw edukacyjnych, Aga wspomniała wcześniej, że czegoś brakowało w edukacji graficznej i projektowej, że była nisza, którą mogłyście wypełnić. Czy możecie podzielić się tym, czego Wam osobiście brakowało i jak wpłynęło to na kształtowanie Waszych projektów?

A: Na rynku rzeczywiście było wiele kursów i materiałów dotyczących samych narzędzi, na przykład Figma — jak coś wyklikać, stworzyć auto layout i tak dalej. Brakowało nam jednak kontekstu w podejmowaniu decyzji projektowych: dlaczego wybieramy konkretne rozwiązanie wizualne i jak wykorzystać je w praktyce, np. czy stosować auto layout, grid i inne narzędzia. Chciałyśmy, aby kurs odzwierciedlał rzeczywiste sytuacje z życia zawodowego, a nie idealne, teoretyczne scenariusze — zwłaszcza w projektach realizowanych w zespołach wieloosobowych. To była pierwsza kwestia, którą chciałyśmy zaadresować: kurs nie miał być tylko nauką Figmy, ale sposobem myślenia o projektowaniu w kontekście używania tego narzędzia. Figma była więc środkiem, a nie celem. Najważniejsze dla nas było, aby uczestnicy rozumieli, po co stosują dane rozwiązania i jaki jest ich głębszy sens w praktyce projektowej.

P: Tak, dodatkowo skupiamy się na pokazywaniu procesu naszych autorów. To jest coś, czego zawsze pilnujemy w naszych kursach. Uważamy, że to duża wartość dodana, że uczestnicy nie uczą się tylko narzędzi, ale też widzą, jak ktoś pracuje i jakie podejmuje decyzje w swoim procesie projektowym. Poza samymi zagadnieniami projektowymi zauważyłyśmy też wiele niedociągnięć w doświadczeniu użytkownika. Same bardzo lubimy się uczyć, uczestniczymy w różnych kursach, śledzimy materiały marketingowe i dotyczące budowania społeczności. Dzięki temu dostrzegamy rozwiązania, które mogą sprawdzić się w naszej branży, a także obszary, gdzie można poprowadzić uczestnika „za rękę”, tak aby nie tylko kupił kurs, ale rzeczywiście go ukończył i poczuł, że został odpowiednio zaopiekowany. Nieustannie szukamy sposobów, aby pomóc uczestnikom kończyć kursy, nawet w zabieganym codziennym życiu. Z tego powodu bardzo zależało nam, żeby zaprojektować proces w sposób wygodny i przemyślany — czego same odczuwałyśmy brak w innych produktach edukacyjnych.

K | A: Chyba też cały czas trzymacie rękę na pulsie, bo wprowadzacie nowe narzędzia i aktualizujecie kursy. Z tego co pamiętamy, w niektórych kursach pojawiły się nawet nowe moduły. Przyznamy szczerze, że kiedy ogłosiłyście, że kurs poprowadzi kobieta, od razu pomyślałyśmy, że niezależnie od tematu chcemy wziąć w nim udział i wspierać “women empowerment” — to dla nas ważna wartość. Widać też, że cały czas doszkalałyście się i szukałyście nowych narzędzi i rozwiązań, aby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby uczestników, pobudzać ich motywację i poczucie przynależności do grupy.

Chciałybyśmy nawiązać do tego, co mówiła Paulina. Wspomniałaś, że przeszłaś edukację formalną. Czy Aga również ukończyła edukację formalną? I jak Wy, jako twórczynie kursów, które są komplementarne lub opcjonalne dla uczestników, postrzegacie różnice między edukacją formalną a kursami, które oferujecie? Jakie są, Waszym zdaniem, mocne i słabsze strony obu podejść w kontekście przygotowania do zawodu grafika lub projektanta?

P: Moim zdaniem ani edukacja formalna, ani kursy online nie są lepsze czy gorsze, to po prostu różne opcje. Można pójść ścieżką studiów na Akademii Sztuk Pięknych i skończyć projektowanie graficzne tak jak ja, albo obrać zupełnie inną drogę tak jak Aga, i rozwijać się własną ścieżką. Ani jedno, ani drugie nie stanowi przeszkody, ani automatycznej pomocy w karierze. Z mojego doświadczenia studia na ASP były świetnym środowiskiem do eksperymentowania, poznawania siebie i odkrywania, co naprawdę lubię, a także do nawiązywania wartościowych kontaktów. Dla mnie były też okazją do rozpoczęcia organizacji konferencji już na trzecim roku, co w dużym stopniu ukształtowało moją ścieżkę zawodową w kierunku, który naprawdę lubię. To środowisko daje dużo wolności, pozwala wypróbować różne rzeczy, ale absolutnie nie jest warunkiem koniecznym do rozwoju w branży. 

K | A: To nie jest warunek.

P: Owszem. Jak widać po Adze, która jest świetną projektantką.

K | A: Aga, zdradzisz nam, jak wyglądała Twoja ścieżka edukacyjna?

A: Chyba najlepiej będzie, jeśli opowiem w skrócie. Skończyłam inżynierię biomedyczną na Politechnice Warszawskiej. To bardzo techniczny kierunek, więc jestem inżynierem. Zawsze fascynowała mnie technologia, trochę żałuję, że nie wybrałam informatyki. Jeśli chodzi o formalną edukację, to na pewno ułatwia pewne myślenie analityczne i strukturalne, które ja musiałam wypracować sama. Jednak bardzo kibicuję samoukom — dziś jest tak wiele możliwości edukacyjnych, że dużo zależy od indywidualnych preferencji. Niektórzy lepiej czują się w strukturze wykładów i korekty od prowadzących, inni wolą uczyć się samodzielnie, „na głęboką wodę”, i zdobywać doświadczenie w praktyce. Gdybym miała radzić komuś młodemu, np. maturzystce, powiedziałabym, że warto najpierw spróbować pracy praktycznej, poznać różne obszary i dowiedzieć się, co naprawdę kręci, a dopiero później świadomie wykorzystać czas na studiach. Moim zdaniem, w Polsce uczelnie wciąż bywają nieco w tyle pod względem praktycznych zastosowań i bycia „up to date” w technologii. Z tego względu, gdybym wybierała jeszcze raz, prawdopodobnie nie poszłabym od razu na studia po liceum, tylko najpierw spróbowała pracy praktycznej, żeby lepiej zrozumieć, co mnie interesuje i jakie wnioski chcę wyciągać, studiując.

K | A: Zawsze w takich momentach zastanawiam się, czy osoby w wieku 18 lat są w stanie dojść do takich wniosków. Czy to jest coś, co przychodzi dopiero później, gdy mamy już za sobą doświadczenie ze studiami i pewien bagaż życiowy? Myślimy, że mając 18 lat, trudno jest podejmować w pełni świadome decyzje edukacyjne. To podejście do myślenia jest wtedy inne i brakuje jeszcze wielu informacji potrzebnych do świadomych wyborów. Cofając się do naszych czasów, kiedy szłyśmy na studia, pamiętamy, że to były naprawdę trudne decyzje.

Szłyśmy na studia z tego samego rocznika i tego samego kierunku, a w naszym przypadku był to trochę inny obszar niż projektowanie. My same kończyłyśmy lingwistykę, tłumaczenia francusko-angielskie w praktycznym ujęciu, nie literaturoznawstwo. To doświadczenie formalnej edukacji dało nam jednak bardzo dużo: nauczyło działania, samodzielności i podejmowania decyzji „tu i teraz”. Nie narzekałyśmy, tylko po prostu działałyśmy, co dziś przydaje się nam w prowadzeniu kursów i projektów. Patrząc na nasze kursantki, często dopiero poszukują swojej drogi i próbują zrozumieć, co naprawdę chcą robić. Gdyby miały więcej przestrzeni na eksperymenty i poznawanie siebie — tak jak Paulina w czasie studiów — ich droga mogłaby być prostsza. Teraz muszą najpierw odpowiedzieć sobie na pytania: kim jestem, czego chcę, co jest moje, a co nie. W dorosłym życiu te pytania są równie trudne, choć może trochę łatwiejsze, bo mamy więcej doświadczeń, ale też większy bagaż oczekiwań i kontekstów. Często jest to naprawdę wymagająca droga, która wymaga czasu i cierpliwości, trochę jak porządna wspinaczka.

A: Dużo refleksji dostarczył nam kurs „Creative Typography” prowadzony przez Mateusza Machalskiego, który dokładnie obejrzałyśmy. Każdy kurs oglądamy od deski do deski, a obserwowanie Mateusza, jego stylu pracy i sesji Q&A, uświadomiło mi, jak wspaniale jest mieć takiego wykładowcę. Zdałam sobie sprawę, że na ASP są osoby, które mają tę przyjemność, ale być może nie zawsze dostrzegają, z kim dokładnie mają do czynienia. My już widzimy, że Mateusz to projektant, który naprawdę ogarnia całość, a studenci i studentki dopiero zdobywają świadomość tego doświadczenia, dlatego czasem lepiej chwilę odczekać, żeby w pełni wykorzystać wiedzę przekazywaną przez tak doświadczonych wykładowców. Jeżeli macie okazję uczestniczyć w kursie prowadzonym przez Mateusza, zazdrościmy Wam — to naprawdę cenne doświadczenie.

P: Kilka lat temu na konferencji Element Talks występował Daniel Mizieliński, który jest też wykładowcą na ASP w Warszawie. Miał świetną prezentację na temat edukacji formalnej versus nieformalnej. Wbrew pozorom nie jest on całkowitym zwolennikiem edukacji formalnej, mimo że sam uczy na ASP. Pokazuje zarówno mocne, jak i słabsze strony obu podejść. Jeśli chcecie, możemy podesłać Wam link do notatek — to naprawdę wartościowe wystąpienie. Dodam jeszcze od siebie, że studia nie służą tylko zdobywaniu wiedzy, bo z tym bywa różnie. Równie ważne są możliwości, które daje bycie studentem: udział w organizacjach studenckich, współpraca z innymi, nawiązywanie kontaktów, które później mogą stać się środowiskiem zawodowym. To wszystko uczy współpracy nie tylko z rówieśnikami, ale też z osobami z różnych środowisk. Pamiętam, gdy organizowałyśmy pierwsze konferencje i mówiłam, że jestem studentką Uniwersytetu Artystycznego, wszyscy reagowali bardzo pozytywnie: „O, dwie studentki chcą coś zrobić? Możecie mieć to za darmo albo za symboliczną opłatą”. Kiedy studenci coś robią, traktowane jest to w ramach „wyższego dobra”, edukacji dla innych. Później, nawet przy tych samych założeniach, bez statusu studenta i wsparcia uczelni, już tak łatwo nie jest.

Kompetencje projektanta graficznego: jakie umiejętności są dziś kluczowe?

K | A: Niestety, po zakończeniu studiów traci się ten wyjątkowy status. Rozmawialiśmy już o pozytywnych elementach studiów, o tych „bonusach” związanych z byciem studentem. Finalnie zarówno studia, jak i kursy mają służyć zdobywaniu konkretnych kompetencji. Jakie Waszym zdaniem są dzisiaj kluczowe umiejętności na rynku projektowym? Co powinien wiedzieć i umieć projektant, żeby rozpocząć karierę — czy to w roli freelancera, czy na etacie? Macie swoje obserwacje, czy dostrzegacie powtarzające się elementy, na które warto zwrócić uwagę już teraz?

A: Myślę, że warto rozwijać dwa filary kompetencji. Pierwszy to umiejętności ponadczasowe, drugi to zdolność adaptacji do zmian i nowości, które pojawiają się w branży. W dzisiejszych, dynamicznych czasach technologicznych trudno być projektantem, który nie jest ciekawy zmian i nowych możliwości. Oczywiście wyobrażamy sobie osoby działające w bardzo niszowych obszarach, na przykład związanych z drukiem, gdzie technologia jest już ugruntowana. Ale jeśli chcemy funkcjonować w świecie cyfrowym, filar ciekawości, odporności na zmiany i gotowości do eksperymentowania jest nieoceniony. Co do pierwszego filaru — umiejętności ponadczasowych — warto zwrócić uwagę na takie aspekty, o których rozmawiałyśmy niedawno, przy okazji uruchamiania kolejnej edycji naszego kursu Brand Designer z Michałem Mierzwą. To, czego uczy Michał, to przede wszystkim współpraca z klientem, przemyślanie procesu projektowego, argumentowanie swoich decyzji, zadawanie sobie pytania „dlaczego taka decyzja, skąd to wynika”. To są umiejętności, które przydadzą się w każdym obszarze projektowania, nie tylko w brandingu. W kontekście nowych technologii, na przykład AI, ta strategiczna wiedza jest kluczowa. Możemy wiele rzeczy wygenerować, ale musimy wiedzieć, po co to robimy, jak chcemy to wykorzystać i jak zarządzać całym procesem oraz żeby to robić dobrze, trzeba wcześniej podejmować przemyślane decyzje i świadomie planować kolejne kroki. Drugi filar ciekawości przekłada się też na gotowość do testowania nowych narzędzi, eksperymentowania i odwagę w działaniu. Nawet jeśli pewna technologia czy narzędzie nie jest dla nas odpowiednie, przynajmniej już o tym wiemy i możemy iść dalej. Zauważamy też, że osoby, które zamykają się w swoich przyzwyczajeniach i procesach, często trudniej współpracują z innymi. Ciekawość technologiczna i otwartość na dialog wzmacniają więc nie tylko kompetencje twarde, ale też miękkie. Kluczowe są dla nas trzy rzeczy: ponadczasowe umiejętności strategiczne, ciekawość technologiczna oraz gotowość do współpracy i dialogu z innymi ludźmi.

K | A: Chodzi o to, żeby nie obrażać się na zmiany, które nadchodzą, tylko spróbować je objąć i wpasować w swoje procesy. Wszystko jest ze sobą powiązane – jedno rzutuje na drugie. Choć czasami w pierwszej chwili otrzymany negatywny feedback może wydawać się trudny do przyjęcia, warto odczekać chwilę. Wtedy wchodzą w grę umiejętności komunikacyjne – chodzi o podejście do feedbacku jak do problemu, który należy rozwiązać, aby współpraca mogła przebiegać jak najlepiej.

Co jest zaskakujące, to fakt, że nie wymieniłyście w pierwszej kolejności umiejętności projektowych czy graficznych. Zazwyczaj jako projektanci myślimy w pierwszej kolejności o warsztacie — że trzeba dobrze opanować narzędzia, techniki czy kreatywne aspekty projektowania — a mimo to u was nie pojawiło się to jako pierwszy odruch. Kiedyś, kilkanaście lat temu, byłoby to naturalne – powiedziałybyśmy, że grafik to przede wszystkim ktoś z solidnym warsztatem projektowym.

P: Na pewno umiejętności techniczne wciąż są ważne, ale rozmowy z rekruterami czy właścicielami studiów projektowych pokazują, że programy czy narzędzi można się nauczyć. Najważniejsze jest, żeby dobrze współpracować z ludźmi, umieć komunikować swoje decyzje i być otwartym na zmiany. W naszych kursach staramy się poza umiejętnościami technicznymi pokazywać też „kuchnię pracy”: to, jak nasi autorzy projektują, jak podejmują decyzje, jak rozumieją problemy biznesowe. To właśnie ta wartość dodana jest niezwykle istotna. Narzędzia cały czas się zmieniają, już ile ich przeszło, czy ktoś pamięta InVision do prototypowania? Trzeba być elastycznym i cały czas uczyć się nowych rzeczy, bo tempo zmian w branży projektowej jest coraz szybsze.

Czy kreatywność projektanta graficznego jest dziś przeceniana?

K | A: Mamy jeszcze pytanie o pewien komponent… właściwie trudno nazwać go umiejętnością. To raczej specyficzny sposób myślenia i nastawienia. Chodzi nam o kreatywność. Czy nie jest trochę przeceniana jako element całej tej układanki?

A: Zastanawiam się czasami, jak w ogóle rozumieć kreatywność, bo staram się pokazywać ją w szerszym kontekście. Piszę też o tym w moim prywatnym newsletterze, nie tylko tym związanym z Design Practice – że kreatywność to coś więcej niż tylko tworzenie wizualnych efektów. Widzimy, że często spłaszczana jest do tego, co widać na ekranie, a dla nas to także sposób myślenia, podejście do problemów, eksperymentowanie. Teraz, w kontekście AI, kreatywność zyskuje nową definicję. Możemy wygenerować wiele ciekawych rzeczy przy pomocy narzędzi AI, co rodzi pytania – czy my wciąż jesteśmy kreatywni, skoro maszyny mogą robić coś równie interesującego? To stawia nas w ciekawych czasach do refleksji, jak definiować kreatywność dzisiaj i czy w ogóle można jeszcze mówić o niej w sposób, w jaki rozumieliśmy ją kiedyś.

P: Myślę, że dziś jeszcze bardziej liczy się podejście zbliżone do art direction, takie łączenie kropek wynikające z rozumienia różnych kontekstów. Kiedy pojmuje się sposób myślenia innych i środowisko, w którym się działa, łatwiej o prawdziwą kreatywność, bo nie funkcjonuje się wyłącznie w wąskiej niszy. Szczególnie teraz wydaje się to kluczowe: kreatywność powinna wykraczać poza samo narzędzie.

K | A: W stu procentach się z Wami zgadzamy. Podpisujemy się pod wszystkim, co powiedziałyście wcześniej. Być może właśnie dlatego tu rozmawiamy: bo myślimy podobnie. Te wszystkie aspekty związane z biznesem, z prowadzeniem procesu projektowego — to jest realna wartość, za którą klienci faktycznie płacą. To jest coś, co możemy skalować, podczas gdy w warstwie czysto technicznej zawsze istnieje pewien sufit. Pewnie nasze słuchaczki znają sytuację, kiedy ktoś z rodziny mówi: „A, mój Alanek zrobi to taniej”. No i Alanek rzeczywiście zrobi — technicznie, wyklika. Tylko że to nie jest to, za co klient finalnie płaci. Mamy już wstępny obraz tego, czym jest projektowanie graficzne i na czym polega bycie projektantką. Teraz dochodzimy do obszaru, który Wy wprowadzacie dodatkowo — edukacji. Wspierania w rozwoju zawodowym i wejściu na rynek. Tutaj pojawia się pytanie: Jak dobieracie osoby prowadzące? Czym się kierujecie, kiedy macie już określony temat? Wiecie, czego rynek potrzebuje, macie na niego wgląd — i przychodzi ten moment: „Dobrze, a kto poprowadzi ten kurs? Kto się tym zajmie?”. Jaki macie klucz wyboru na tym etapie?

P: U nas działa to dwutorowo. Z jednej strony mamy listę tematów, które chcemy poruszać, i wówczas szukamy osób, które mogłyby dany obszar rozwinąć w formie kursu. Z drugiej strony mamy też listę osób, z którymi chciałybyśmy nawiązać bliższą współpracę — i wtedy zastanawiamy się, jaki kurs byłby dla nich najbardziej adekwatny. Pracujemy więc równolegle w tych dwóch kierunkach, a później staramy się znaleźć punkt styku. Bardzo zależy nam na tym, aby współpracować z osobami, które mają podobne podejście do naszego, z którymi dobrze się pracuje i które postrzegają edukację szeroko — potrafią uczyć, syntetyzować wiedzę i przekazywać ją w przystępny sposób. Dbamy o to, by była to osoba świetna w swojej dziedzinie, jednocześnie kompetentna jako edukator, a do tego taka, z którą wspólna praca przebiega po prostu harmonijnie.

K | A: Mówimy więc o osobach sprawdzonych pod wieloma względami. I, jak nam się wydaje, do tej pory zwykle były to osoby cieszące się dużym zaufaniem także w swojej marce osobistej, jeśli możemy to tak ująć. Każdy z nas, kto występuje publicznie, prowadzi zajęcia na uczelni czy działa edukacyjnie online, wnosi ze sobą pewien „glejt jakości”. Coś, co potwierdza, że to, co robimy, jest rzetelne i sprawdzone.

P: To jest oczywiście wartość dodana, bo kiedy ktoś już uczy, widać, że doświadczenie pomaga mu lepiej syntetyzować wiedzę i klarowniej przekazywać treści, ale nie traktujemy tego jako konieczności. To również nasza rola, żeby taką osobę odpowiednio przedstawić, pokazać jej ekspertyzę i umożliwić naszej społeczności poznanie jej kompetencji.

A: Poza samym przedstawieniem bardzo intensywnie pracujemy też nad materiałem wspólnie z prowadzącymi. Mamy określoną wizję tego, jak chcemy budować poszczególne lekcje i jak ma wyglądać przepływ między nimi, dlatego osoby, które z nami współpracują, otrzymują wytyczne i wskazówki. Oglądamy nagrania, recenzujemy je, czasem prosimy o ponowne nagranie fragmentu, bo uważamy, że można coś skrócić, podzielić albo zacząć z innej perspektywy. Jako wydawczynie ingerujemy w taki sposób, by zachować jakość i dobre praktyki, szczególnie pod kątem zaangażowania uczestników. Pilnujemy więc, by cały materiał naprawdę “nióśł” odbiorców.

P: Jesteśmy takimi pierwszymi uczestniczkami, tymi, które mówią: „Nie rozumiem, potrzebujemy tu dodatkowego przykładu”.

K | A: To naprawdę świetne. Fantastyczne jest to, że macie tak wyraźny podział ról. W większości przypadków, kiedy ktoś edukuje w internecie, bywa jednocześnie prowadzącym, sprzedającym i osobą odpowiedzialną za kwestie techniczne. Tych funkcji jest tak dużo, że trudno zauważyć, iż coś można by skrócić albo przedstawić z innej perspektywy. Wasza rola jako producentek sprawia, że ten proces po prostu działa i mechanizm zaczyna „zaskakiwać”. Jesteśmy ciekawa: czy to Wy prowadzicie wstępną rozmowę z prowadzącym, a on przygotowuje curriculum? Czy może to Wy projektujecie strukturę kursu, a prowadzącemu zostawiacie realizację treści merytorycznych?

P: Prowadzący przygotowują wstępny zarys kursu oraz poszczególne lekcje — to ich merytoryczna wizja. Natomiast wcześniej dużo o tym rozmawiamy, bo ta koncepcja musi być dostosowana do potrzeb naszej społeczności. To właśnie do niej kierujemy kurs, a my ją dobrze znamy, więc jest to połączenie naszej intuicji, doświadczenia prowadzących oraz wyników badań, które robimy wcześniej. Regularnie pytamy naszą społeczność, czego potrzebuje, czego jej brakuje w danym obszarze, i bardzo uważnie analizujemy te odpowiedzi. Często wyciągamy nawet konkretne cytaty z ankiet i przekazujemy je prowadzącym: „Zobaczcie, tu i tu pojawia się problem” i dopiero wtedy dopracowujemy program kursu do tych potrzeb. Tak, żeby rzeczywiście odpowiadał na potrzeby, które zgłaszają uczestnicy.

Wyzwania w rozwoju zespołu i pracy nad coraz większą społecznością

K | A: Super. A powiedzcie, czy pojawiają się po Waszej stronie jakieś wyzwania? A może bardziej po stronie prowadzących, którzy są zaangażowani w cały proces i mają też bezpośredni kontakt z uczestnikami kursów? Czy na tym polu robi się czasem trudniej? Bo patrząc na to, jak bardzo rozrosła się Wasza działalność, wydaje się, że macie już naprawdę dużą społeczność i wysoką jakość pracy z kursantami.

A: Chciałabym odwrócić to pytanie, bo dużo mówimy o prowadzących, a chciałabym też podkreślić, że mamy zespół. Rzadko mamy okazję, by o tym opowiadać, zwykle koncentrujemy się na projektach, a to ważny element naszej działalności. Z Pauliną zaczynałyśmy we dwie i przez ponad rok, a właściwie półtora roku, działałyśmy wyłącznie we własnym duecie. Ogarniałyśmy absolutnie wszystko, ale nawiązując do tego, co powiedziałaś o liczbie kursantów, z czasem było ich już tak dużo, że musiałyśmy podjąć decyzję o zatrudnieniu kolejnej osoby. Pracowałyśmy bardzo intensywnie, co oczywiście miało w sobie coś satysfakcjonującego, bo sukces jest przyjemny, ale nie wtedy, gdy oznacza pracę dłuższą niż dziesięć godzin dziennie. Obecnie jest nas pięć, dołączyły do nas trzy kolejne dziewczyny. To też ciekawy aspekt, bo o ile wiele naszych kursów prowadzą mężczyźni, o tyle sam zespół jest w pełni kobiecy, więc pod tym względem „women empowerment” zdecydowanie wybrzmiewa. Największym wyzwaniem stało się po prostu obsłużenie i skoordynowanie wszystkiego. Kiedy pracowałyśmy tylko we dwie, przepływ informacji był błyskawiczny, bo znamy się doskonale i natychmiast łapiemy, o co chodzi. Gdy dołącza nowa osoba, trzeba ją wdrożyć, i to naturalnie zmienia dynamikę. Wyzwanie stanowi też to, o czym opowiadałyśmy podczas tegorocznego WaysConf w Krakowie: jak utrzymać team spirit i kulturę pracy, jak budować wzajemne zrozumienie, jak dbać o komunikację, która, jak już wcześniej mówiłyśmy, jest jedną z kluczowych kompetencji. Miałyśmy momenty trudniejsze, kiedy musiałyśmy skoncentrować się nie tylko na kursantkach i kursantach, ale również na naszym własnym zespole. Doszła odpowiedzialność za osoby, które zatrudniamy i to stało się kolejnym obszarem wyzwań: trzeba myśleć o biznesie, śledzić trendy na rynku, radzić sobie z coraz większą konkurencją w branży, przyciągać nowych klientów, dbać o tych obecnych i jednocześnie troszczyć się o ludzi, którzy z nami pracują. To wszystko razem składa się na zestaw wyzwań, które towarzyszą nam od pewnego czasu.

K | A: To już brzmi jak pełnoprawne przedsięwzięcie biznesowe, w którym zaczynają się wyłaniać różne działy i obszary odpowiedzialności. Pojawia się wizja większej struktury, w której wszystko dzieje się równolegle, nic nie może „poczekać”, tylko każde zadanie biegnie swoim torem. Cieszymy się więc, że Wasz zespół się rozrasta i że macie wsparcie, bo praca po 10 godzin dziennie, albo i więcej, brzmi po prostu jak mission impossible. Właśnie w tym kryje się też pewna mądrość — umiejętność zauważenia, kiedy trzeba zwolnić i kiedy warto sięgnąć po pomoc.

P: Myślę, że kluczowe było też to, jak dobrze Aga i ja się dopasowałyśmy. Mamy podobne priorytety życiowe i wartości, a wcześniej pracowałyśmy razem przez kilka lat, więc wiedziałyśmy, że możemy sobie ufać i podążać w tym samym kierunku. Wiedziałyśmy też, kiedy trzeba sobie pomóc — np. zatrudnić kogoś, żeby odpuścić trochę i nie przeciążać się. To bardzo istotne w kontekście dopasowania wspólników czy wspólniczek.

K | A: Dokładnie — tak, żeby żadna ze stron nie czuła, że daje więcej, albo że jej własne potrzeby są ignorowane. Chodzi też o balans — między introwertykami i ekstrawertykami — i jak to funkcjonuje w codziennym kontekście pracy. W mocno ekstrawertycznym środowisku osoby bardziej spokojne mogą mieć poczucie, że robią za mało i to nie jest komfortowe, dlatego równowaga i balans w tym wszystkim są naprawdę niezbędne.

Nie odkrywamy Ameryki, ale warto o tym mówić, żeby zostało to usłyszane. Trzeba sobie cyklicznie przypominać, że warto żyć według tej zasady. Przyznamy też, że Wasza praca jest dziś na tyle ciekawa i wciągająca, że rola edukatora cały czas ewoluuje. Jak same mówiłyście, kilka lat temu nagrałyśmy kurs, wypuściłyśmy go i wydawało się, że wszystko gotowe. Teraz społeczność często nawet nie jest w stanie przerobić wszystkich materiałów, więc musimy ich wspierać — żeby zdążyli, zmotywowali się i przeszli przez kurs. Jaka jest Waszym zdaniem dzisiaj rola edukatora? Mentora, opiekuna w rozwoju graficznym? Jak się to zmieniło? Obserwujecie to u siebie?

P: Czasy zdecydowanie się zmieniły w ciągu ostatnich 3–4 lat. W okresie covidowym i tuż po nim był boom w branży kreatywnej i IT, ludzie uczyli się na potęgę, mieli na to budżety i byli bardzo zmotywowani, bo pojawiały się realne możliwości zatrudnienia. Teraz sytuacja wygląda inaczej, niestety pojawiło się dużo zwolnień, rynek się skorygował, a dodatkowo liczba kursów jest ogromna. My same często czujemy, że tych kursów jest po prostu za dużo, każdy z nich „za wszystko” i ciężko pogodzić naukę z codzienną pracą. Od początku naszym celem jest wspieranie uczestników w kończeniu kursów i wzajemnym dopingowaniu się, bo to też część siły społeczności. Stale szukamy nowych sposobów, żeby im pomóc i podpowiedzieć różne strategie. Na przykład, jeśli ktoś nie ma czasu, rozumiemy to — my też go nie mamy — i wtedy pokazujemy alternatywne podejścia do nauki. Osobiście bardzo dobrze sprawdza się metoda „przy okazji”: nie siadam na godzinę do komputera, tylko np. w czasie mycia zębów odpalam kurs, oglądam pierwsze kilka minut, potem kolejne pięć i tak stopniowo robię postępy. Inni z kolei wolą zarezerwować czas w kalendarzu  i dla nich to działa najlepiej. To są różne sposoby, których my same wciąż się uczymy, zarówno na naszym przykładzie, jak i obserwując naszych uczestników i uczestniczki. One pokazują nam, jak wspierać edukację w sposób praktyczny i realny.

Edukacja w czasie krótkiej uwagi: jak projektować lekcje, które angażują?

A: Jeśli spojrzymy na to, jak dziś ludzie przyswajają wiedzę, wydaje się, że social media nam w tym nie pomagają. Skupienie spada do kilku sekund, codziennie jesteśmy bombardowani ogromną ilością treści na telefonach. To przykre, ale takie są czasy. Z tego względu teraz zwracamy szczególną uwagę na to, żeby materiał edukacyjny był podawany w formie „insta-uczenia się”, takich krótkich, przystępnych lekcji, takich mini stories, które można wchłaniać codziennie. Chodzi o szybkie zwycięstwa, tzw. quick winy, które od razu można wykorzystać w praktyce, nawet jeśli obejrzymy tylko pięć minut, to już w tym czasie powinniśmy wynieść coś wartościowego. Obecnie ludzie nie mają czasu na długie, godzinne wykłady, które kiedyś były luksusem. Formy takie jak TED Talki są wciąż w miarę przystępne, zajmują maksymalnie 20 minut i pozwalają na nieco dłuższy kontekst. Natomiast w kursach online oczekiwania są inne: uczestnicy chcą od razu konkretnych rezultatów, bez długiego wstępu. Tworząc nasze projekty edukacyjne, staramy się dostosowywać do tego tempa i stylu konsumpcji treści. To nie jest nasze widzimisię — po prostu reagujemy na to, jak ludzie przyswajają informacje dzisiaj, nie tylko edukacyjne, ale w ogóle.

K | A: Chodzi o to, żeby nie zaczynać kursu od godzinnej lekcji, po której uczestnicy niemal „zderzą się ze ścianą” i pomyślą: „Boże, godzina? Nie dam rady”. Jeśli tak to wygląda, reakcja może być taka, że ktoś się wycofa. Nam przecież zależy, żeby uczestnicy brali udział, oglądali dalej i kończyli kursy. Z drugiej strony, ten dłuższy wykład ma też swoje miejsce — pozwala naprawdę wsiąknąć w temat i zrozumieć go głębiej. Tylko teraz ludzie mają tak mało przestrzeni, żeby wygospodarować pół godziny, nie mówiąc o godzinie. Natomiast, jeśli spojrzymy realistycznie na te wszystkie krótkie 5–10 minut w ciągu dnia, które poświęcamy np. na rolki w social mediach, to w sumie wychodzi spokojnie więcej niż pół godziny, a czasem nawet godzina. Tylko indywidualnie każdy ma wrażenie, że „nie ma czasu”.

A: Tak naprawdę można to łatwo zweryfikować. Proponuję, żeby osoby nas słuchające sprawdziły w telefonie, np. na iPhonie w aplikacji „screen time”, ile czasu spędziły wczoraj na Instagramie. Na Androidach jest podobnie. I to niestety daje jasną odpowiedź.

P: W tym miejscu wracamy do tego, co mówiłyście wcześniej — cały czas szukamy nowych narzędzi i rozwijamy nasz stack narzędziowy w ramach społeczności. Wprowadziłyśmy aplikację, dzięki której każdy może mieć nas pod ręką i przerabiać te krótkie, pięciominutowe lekcje zamiast scrollować Instagram.

K | A: To jest naprawdę wartościowe, ale mamy też refleksję z perspektywy edukatora. Z jednej strony dobrze, że dopasowujemy się do nowego attention spanu i staramy się docierać krótkimi lekcjami. Z drugiej strony są zagadnienia, których po prostu nie da się wyczerpać w pięć minut i wtedy widać, jak bardzo uczestnik stawia się w swojej roli, w biznesie, czy jako freelancer, i jaką przyjmuje odpowiedzialność za własną edukację. Zawsze ciężko mi znaleźć balans między tym, co ja mogę dać — taką chęcią, żeby nakarmić wszystkich wiedzą i umiejętnościami — a tym, co należy do uczestnika: żeby miał w sobie wytrwałość, upór i gotowość do nauki. To właśnie sprawia, że edukacja jest wielowymiarowa, a nie sprowadza się tylko do nauki narzędzia, tak jak wcześniej mówiliśmy. To niewiele daje w dłuższej perspektywie. Jako edukator mamy taki dylemat: z jednej strony dobrze, że materiały są szybkie i łatwo w nie „wejść”. Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy to jest naprawdę korzystne dla uczestników na dłuższą metę. Niektórych kompetencji po prostu w ten sposób nie wykształcimy, niezależnie od tego, jak bardzo byśmy się starali.

A: To też pokazuje, że jeśli ktoś naprawdę chce się rozwijać, musi znaleźć czas, żeby czegoś się nauczyć i przyswoić wiedzę. Kiedyś słyszałam takie powiedzenie: jeśli nie masz 20 minut na jogę, to zrób godzinną praktykę. Chodzi o to, że brak czasu często oznacza, że nie potrafimy zadbać o siebie. Podobnie jest w rozwoju zawodowym, jeśli ktoś oczekuje awansu, ciekawszych projektów czy zmian w karierze, musi wykonać pewną pracę i poświęcić na to czas.

K | A: Trzeba szczerze ze sobą porozmawiać i ustalić, co się chce zmienić. To jest przygoda i właściwie nie ma innej drogi. Trzeba sobie pewnego dnia usiąść i powiedzieć: „Dobra, chcę coś zmienić” i zrobić plan działania. Dziś to także rola edukatora — nie tylko „podam ci te kąski jak dobra ciocia Tusia”, ale też pokażę, po co to wszystko jest i jaki jest kontekst. Bycie Samarytaninem ma swoje plusy i minusy, ale gdzieś tutaj balans, przynajmniej w tym, co robimy, jest kluczowy.

Przyszłość Design Practice: nowe projekty, kierunki i ekspansja zagraniczna

K | A: Powiedzcie dziewczyny jeszcze, jak widzicie przyszłość Design Practice? W którą stronę będzie się rozwijać i jakie ciekawe projekty jeszcze przed Wami? 

P: W przyszłym roku chcemy przygotować kilka nowych kursów. Cały czas myślimy też o ekspansji zagranicznej, co oczywiście jest dużym wyzwaniem. To ciekawy case do przeanalizowania, bo wymaga wielu decyzji. Warto też dodać, że wychodząc za granicę, zaczynamy niemal od zera — mimo że w Polsce miałyśmy już społeczność i doświadczenie, za granicą trzeba tę pracę włożyć od nowa.

A: Jeśli chodzi o kursy, możemy delikatnie uchylić rąbka tematyki. Chcemy, żeby nasze projekty „ruszały” na ekranach, więc to jest obszar, nad którym mocno myślimy. Z drugiej strony, ostatnio bardzo rezonuje w naszej społeczności temat dbania o swoją pozycję biznesową i finanse, czyli umiejętności wykraczające poza stricte narzędzia projektowe. Dodatkowo w kuluarach możemy zdradzić, że temat typografii i współpraca z Mateuszem Machalskim jest w społeczności bardzo lubiana. Rozmawiamy więc o kolejnym projekcie z jego udziałem. Jeśli ktoś kibicuje temu pomysłowi, niech da znać, dla nas to zawsze taki „papierek lakmusowy”, który pomaga sprawdzić, czy jest więcej zainteresowanych osób.

Zapraszamy również na konferencję online, bezpłatną, poświęconą błędom w różnych obszarach projektowania: w social mediach, w brandingu, w wycenach. My również będziemy tam występować.

K | A: Wszystkie szczegóły wydarzenia znajdziecie w opisie odcinka. W biznesie wszystko się zmienia, dlatego warto sprawdzać informacje na bieżąco. Konferencja odbędzie się 24 stycznia o godzinie 18.00. Podlinkujemy wszystko w opisie, żeby nic nie umknęło.

P: Najlepiej zapisać się do naszego newslettera. Co dwa tygodnie przesyłamy porcję wiedzy o projektowaniu i digitalu, a także aktualności z Design Practice. Tam zawsze znajdziecie informacje o naszych planach. Oczywiście zapraszamy też na naszego Instagrama: designpractice. Można wirtualnie przybić piątkę!

Podsumowanie: jak rozwijać kompetencje projektanta graficznego w 2025 roku?

K | A: My już obserwujemy, zachęcamy także wszystkich innych. Wypatrujcie nowości w 2026 roku i mamy nadzieję, że spotkamy się jeszcze na żywo online lub offline na konferencji, bo to zawsze wyjątkowe doświadczenie.

P: Dokładnie, obie formy są wartościowe. Zapraszamy również do naszego podcastu. Na początku stycznia pojawi się podsumowanie roku i plany na kolejny, to taki moment, w którym można spojrzeć wstecz i zobaczyć, co się działo.

K | A: Super. Wszystko będzie podlinkowane. Jeszcze raz dziękujemy, dziewczyny, było nam bardzo miło porozmawiać o przyszłości edukacji w Polsce i edukacji graficznej. Dziękujemy pięknie.

A: Ściskamy serdecznie. Dzięki. Cześć. 

K | A: Pa, cześć. 

P: Pa!

O podcaście "Dochodowe Studio Graficzne"

W każdym odcinku podcastu czekają na Ciebie wskazówki, jak działać w zrównoważony sposób w biznesie kreatywnym, by czerpać ze swojej pracy maksimum satysfakcji, omijać pułapki w komunikacji z klientami i nie dać się złapać wypaleniu zawodowemu.

Bo jesteśmy przekonane, że zasługujesz na biznes, który daje Ci siłę, byś mogła robić to, co kochasz najbardziej, na markę, która przyciąga wymarzonych klientów i na współprace, które przynoszą Ci autentyczną radość i głębokie poczucie spełnienia.

Oficjalna strona podcastu dla graficzek i web designerek

Oceń nasz podcast na Spotify, Apple Podcasts

kompetencje projektanta graficznego
identyfikacja wizualna co to paleta kolorów

Jesteśmy bardzo ciekawe Twoich wrażeń po wysłuchaniu tego odcinka.

Daj nam koniecznie znać, jak Ci się słuchało i w jakiej czynności Ci tym razem towarzyszyłyśmy. Zostaw także ocenę na platformie, na której nas słuchasz, ok? To dla nas bardzo ważne. Jeśli chcesz, abyśmy poruszyły konkretny temat, zgłoś swoją propozycję na stronie podcastu. 

Cheers!
Karla i Ania

zabierz się do pracy

pobierz materiały

Bezpłatne SZKOLENIE

Obejrzyj szkolenie o sposobach wyceniania i dołącz do listy biznesowej dla graficzek i webdesignerek, gdzie uczymy, jak prowadzić dochodowe studio graficzne.

Hello, Girl!

Jesteśmy Karla i Ania, czyli kreatywne duo graficzek i strategów komunikacji.

Od ponad 10 lat wspieramy kobiece biznesy i świadczymy szyte na miarę usługi projektowe. Oferujemy branding, projektujemy grafiki i strony www dla charyzmatycznych, dziewczyńskich biznesów. Wspieranie innych graficzek, naszych sióstr po fachu, to nasze oczko w głowie. Zobacz, co jeszcze możemy Ci zaoferować.

Posłuchaj podcastu dla graficzek podcast dla grafików

Kurs "Dochodowe Studio Graficzne"dochodowe studio graficzne kurs

Zobacz produkty dla graficzek produkty dla graficzek

Bezpłatne szkolenie

Jak wycenić projekt graficzny?

Obejrzyj darmowe szkolenie "Jak wycenić pracę graficzną?" i dołącz do nieszablonowej listy biznesowej dla graficzek i webdesignerek, gdzie uczymy, jak prowadzić dochodowe studio graficzne.